Luty 20

Opowieść z szuflady o Jakubie i Dawidzie

Dawno nie przeżyłam tak mocnych emocji, jak podczas pogadanki na temat dwóch rybnickich żydowskich chłopców, którym los pozwolił przeżyć wojnę, choć rodziny zabrał.

Lubię chodzić do Uniwersytetu III Wieku, bo to tam, ileś  lat temu, publicznie debiutowałam ze swoimi opowieściami o Żydach. Tym razem studenci chcieli posłuchać o Jakubie Kupermanie i Dawidzie Danielskim (obecnie Danieli). Obaj chłopcy mieszkali w Rybniku, pochodzili z żydowskich rodzin, po zakończeniu wojny już tych rodzin nie mieli – zostali sierotami.

Ich życiorysy są odmienne od siebie, bowiem Jakub wojnę przeżył w obozach, Dawid zaś w śląskiej – rybnickiej rodzinie.

20.02.2014 Wyklad UIIIW (5) (Kopiowanie)

Czytaj dalej

Luty 19

Wystawa w muzeum „A w Rybniku bez zmian”

Wystawa o tym jaki był Rybnik wiosną 1914 roku, czyli przed wybuchem Wielkiej Wojny, w sposób naturalny musiała zawierać pierwiastek żydowski. Toż to nasi- niemieccy Żydzi w tamtych latach wyjątkowo odznaczali się na mapie społecznej miasta, choć wcale nie byli jakąś wyjątkowo dużą grupą. Dziś byśmy powiedzieli „zespół nieliczny, ale śliczny”. Śliczny pod względem gospodarczym, architektonicznym, modowym, społecznikowskim itp.

Zresztą popatrzcie na zdjęcia z wernisażu wystawy pt. „W Rybniku bez zmian. Miasto wiosną 1914 roku”

Już na plakacie widać przepiękne kamienice rodziny Aronadych – do dziś zachwycają na narożniku Rynku i ulicy Zamkowej.

P1320965

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Wystawa w muzeum „A w Rybniku bez zmian” została wyłączona
Luty 17

Dzień Kota

Kończy się dzień najpopularniejszego zwierzęcia świata, czyli Kota. Nasze kocie dziewczyny już śpią przytulone do kaloryferów chyba nawet nie wiedząc, że dziś miały swój day. Wprawdzie jakiś narzeczony na pewno pod drzwiami był, bo daje się to wyczuć do teraz, ale wątpię czy przyskoczył z życzeniami  😀

Masza jest z nami od 2000 roku. To królowa, a nie od dziś wiadomo, że królowa jest jedna. Pokusiałabym się nawet o to, by Maszę carycą nazwać i to nie z powodu imienia. Ona rządzi i to rządzi przy pomocy terroru. Czasem jeszcze poluje i śpi. Generalnie jednak panuje i to nad większością członków stada (ludzko-kocio-psiego).

koty (8)

koty (1)

 

Mrużka jest z nami od 2005 roku, kiedy to adoptowaliśmy ją od Fundacji Felis z Lublina. Mała, kompletna dziczka, ze skazami na psychice trafiła do naszego domu dokładnie w dniu wyborów prezydenckich. Do dziś została lekko wycofana, tchórzliwa, ustępująca i terroryzująca jedynie mnie, szczególnie w łóżku.  Poluje tylko na ptaki z żółtym elementem kolorystycznym. Ja jestem jej miłością, a ona moją.

koty (2)

 

koty (6)

 

Przez wiele lat był z nami Maruda, syn Maszy. Piękny tygrysi kocur. Niestety we wrześniu 2012 roku odszedł za Tęczowy Most nad hałdą. Bardzo go kochaliśmy. Maruda był wyśmienitym polowaczem, śpiochem i żarłokiem. Seksu z pewnych względów nie uprawiał  😉 Nawet gdy już był bardzo chory, to potrafił jeszcze przytachać na pierwsze piętro wielkiego szczura – a wspinał się po rdeście pnącym się na naszym domu.

koty (4)

 

koty (3)

 

Mieszkał też z nami, choć krótko (bo zabił go swoją niedouczonością jeden vet) brat Marudy, a syn Maszy, czyli Muniek. Inne dzieci Maszy znalazły dobre domki. Była z nami przez kilka lat,  najcudniej mrucząca, Mrunia – cmentrana znajda. Niestety, zabił ją kierowca-morderca. Kochała spanie na ekranie komputera, gdy one nie były jeszcze takie płaskie i siusiała na łóżko Mira, który nie był jej wielbicielem.

Ostatnią wielką miłością rodziny był Mundi, zwany Mundkiem. Mundi był małym obrzydliwym zapchlonym, brudnym Szpetkiem, gdy mi przyniesiono. Miał ze 2 tygodnie i był bez jednej nóżki. Prawdopodobnie był kotkiem wykluczonym ze stada przez swoją matkę z uwagi na ułomność. Metalowym cyckiem strzykawkowym wykarmiłam, odpchliłam, wyleczyłam, wszystkiego nauczyłam i na koniec wyadoptowałam do najcudniejszego domu , jaki sobie kot może wymarzyć. We „Wowrowym” ciepełku bełkowskim ma się jak car, choć był tylko przybranym krewnym Maszy  :mrgreen:

Obecnie jest większy niż największy z wielkich kotów w Bełku. U nas był zadziornym okruszkiem, który mimo swego inwalidztwa gonił, wówczas jeszcze trzech, naszych rezydentów.

koty (5)

 

koty (7)

No i był jeszcze dawno kiedyś Murek,  potem był dochodzący do naszych dziewczyn Margines, a ostatnio na dachu garażu warował Macho.

A tak w ogóle, to chciałam napisać o jeszcze jednym Kocie, który kilka dni temu nagle odszedł za Tęczowy Most. To był ludź, choć o tak pięknym nazwisku. Ludź,  który też kochał koty, bo w końcu byli jedną rodziną. Ludź, który ratował ludzi, ratował koty, ratował skrawki macew, ratował co i kogo trzeba było. Jego nagłe odejście wstrząsnęło nie tylko mną. Był naszym forumowym kolegą, cudnym ciepłym, uczynnym, niezwykle mądrym człowiekiem.  Do zoba Conan po drugiej stronie mostu!

 

Luty 15

Walentynki z młodzieżą

Jakoś Walentynki nie są świętem z mojej epoki i choć już powoli się przyzwyczajam i zaczynam je akceptować, to jednak w żaden sposób ich nie świętuję i nie wymagam tego od bliskich. Jeśli jednak dostaje się serducho Walentego i bukiet róż od gimnazjalistów, którzy przygotowują się do konkursu i to jeszcze w tematyce, które hipcie lubią najbardziej, to nie ma byka – trza się „zawalentynkować” i już 😉

Wczoraj spotkałam się z następnymi Młodymi, którzy chcą stanąć na scenie Teatru Żydowskiego w Warszawie jako laureaci konkursu Fundacji Shalom. Daria, Szymek, Wiktor i reżyser Adam. Ale się działo   😉  Siedzieliśmy w kafejce Amelia* na św. Jana, dookoła nas same zakochane pary, a Młodzi kręcili film ze sobą w roli dziennikarzy, ze mną w roli najwięcej gadającej, z Mannabergami, Haasymi i Aronadymi w rolach rodzin żydowskich z Rybnika. Pot mi spływał po plerach z emocji, zresztą Młodym chyba też. Adam-reżyser, z kamerą dziadka (dla Młodych relikt z końca XX w., a dla mnie nadal szczyt techniki) był jak Woody Allen; Daria, Szymek i Wiktor powaga i profeska w zadawaniu pytań, czyli Torańska w kilku osobach. Tylko ja, jak zwykle, pieprzyłam za dużo i machałam łapami jak wszystkie Ochwaty   :mrgreen:

Czuję, że film będzie genialny, dokręcą kilka ujęć w terenie, Adam zrobi postsynchrony, dobry montaż, napisy, i po jakimś czasie usłyszymy, że „and the winner is… gimnazjum im.Adama Mickiewicza z Rybnika”.

No, a serce Walentego, a raczej serce z pracowni „Tomas ARTE” stoi na moim burdelozowym biurku w storczyku. Stoi, by mi przypominać o trzymaniu kciuków za nich wszystkich.

P1320784

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Walentynki z młodzieżą została wyłączona
Luty 13

Małgosia i Małgosia

                                                                                                                                 פנינה

 

Małgosię Rozenblum, a raczej jej grób, pierwszy raz ujrzałam prawie 3 lata temu. Zawsze rzucają mi się w oczy nagrobki osób urodzonych w tym samym, co ja, dniu. A tu jeszcze i to samo imię, w dodatku w mojej ulubionej wersji. Małgosia, ten różany kwiatuszek, leży na cmentarzu żydowskim w Katowicach. Urodziła się dokładnie 8 lat przede mną. Niestety zmarła, gdy była malutką dziewczynką. Dlaczego? Na co?

Wizyta K-ce (116)

Czytaj dalej

Kategoria: Judaika, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Małgosia i Małgosia została wyłączona
Luty 9

Kolejna „Opowieść z szuflady”, czyli historia Jakuba i Dawida

Wnet, czyli 20 lutego, moja następna wizyta w Uniwersytecie III Wieku w Rybniku. Tym razem wyciągnę z szuflady historie dwóch żydowskich chłopców, którzy przed wojną mieszkali w Rybniku. Będzie to pogadanka o Jakubie i Dawidzie, którym okrutny świat zamordował rodziny, ale im samym pozwolił przetrwać. Takie dwa podobne, a jednak różne ocalenia.

Jakub, ze zdjęcia poniżej, wnet skończy 90 lat. „Wysznupałam” go, już jako Jay’a, kilka lat temu w internecie, potem poznałam, potem spisałam na karteluszkach i  internecie jego wspomnienia.Teraz wyciągnę je z szuflady dla studentów wieku dojrzałego. Lubię opowiadać o Jakubie, bo jego życie jest bardzo budujące w momentach, gdy się ma doła.

 

Jay w Rybniku

 

Ciut młodszego Dawida (skończył niedawno 81 lat), najpierw ujrzałam w pudełeczku na wystawie, a dopiero potem na ekranie komputera. Do pełnego spotkania na żywo jeszcze nie doszło, ale to młody facet, więc mamy dużo czasu, by się spotkać. Jego historię też mam na karteczkach, częściowo jest też na stronach Tygodnika NOWINY. Dawid jest bardzo obecny w mojej szufladowej przestrzeni, bo jego historia jeszcze się toczy i ją stale uzupełniam. Poza tym Dawid jest moim żydowskim on-line friendem 😉 To dla niego przemogłam się i w końcu zaprzyjaźniłam ze skypem.

 

                                                           Dawid

Zapraszam 20 lutego 2014 r., na godz. 11 do siedziby rybnickiego UIIIW przy ul.Sobieskiego 15.

 

 

(zdjęcia arch. z albumów p.Kupermana i pana Danieli)

Kategoria: Edukacja, Judaika | Możliwość komentowania Kolejna „Opowieść z szuflady”, czyli historia Jakuba i Dawida została wyłączona
Luty 5

Staromodny pośrednik

Czas się rozliczyć z zawodem wykonywanym przez ostatnie 23 lata. A tak ściślej, to z jednym z zawodów, które mi przyszło wykonywać, bo gdyby tak spojrzeć wstecz, to było ich więcej od czasu, gdy zmienił się system – z tego złego, na ten też nie najlepszy.

Pośrednik w handlu nieruchomościami to dziś nie brzmi dumnie. Może, gdy pan Kruppa z Raciborskiej pośredniczył na polskim i niemieckim Górnym Śląsku, to lepiej był postrzegany od tych, którzy w dzisiejszych czasach parają się „pośrednictwem domów i gruntów”.  Choć, jak widać, i w czasach Kruppy, czyli ponad 90 lat temu ludzie też woleli sami ogłaszać się ze swoimi „domami masywnymi”. Czyżby ten zawód nigdy nie był lubiany przez ludzi?

Nie mnie to oceniać, bo jakby nie patrzeć jestem związana z tą branżą. Nawet jeśli już nie aż tak mocno, to jednak jestem i przez to mój obiektywizm jest wielkości „działeczki pod pawilonik” (brrrr), czyli malutki.  😉

 

posrednicy 1922 rok

Gdy przeglądam stare gazety, to myślę, że szkoda tego dawnego stylu pośredniczenia, ogłaszania i sprzedawania. We wszystko się teraz wdarły serwery, systemy, pluginy, apki, serwisy, newslettery, franszyzy, czyli nowatorskie narzędzia i rozwiązania, które bardzo mocno odczłowieczają. Wiem, wiem, nie wolno patrzeć do tyłu, a jedynie w przód, ale sami spójrzcie na te ogłoszenia. Czyż nie są urocze?

1883

Żaden „homestaging”, a zwykły „dom do rozebrania do przedaju”. W dodatku z wielką lipą  😆

1897 Ryb.Kreisblatt

Valek 1884

 

Cóż, dawne czasy to fajna rzecz, ale nowe i najnowsze, a nawet jeszcze bardziej nowszejsze wciska się wszędzie, robię więc Powrót do przyszłości i idę zachwycać się świeżutkim portalem kolegi, który polecam jako miejsce do szukania nieruchomości, bo jest umiarkowanie „onewsletterowany”, mało „pluginowy” i zero „pop-upowy”  :mrgreen:

domraj

Drogi kliencie, szukaj staromodnego pośrednika, który nie zarzuci Cię setkami kartek do podpisu, nie wprowadzi Cię do systemu, nie będzie Cię mamił, a po prostu będzie Ci się starał pomóc, by przy tym i samemu zarobić. Tacy oldskulowi jeszcze się gdzieś znajdą.

I oby Wasze domy nigdy nie ukazywały się w prasie w tak przykrych okolicznościach, jak nieruchomość Flory Kaiserowej, która choć uratowała swoje włości przed wojną i nie zlicytowano jej kamienicy, to jednak nie prowadziła w niej swego fitulityngeszeftu* zbyt długo. Flora, wraz z mężem i dziećmi, zginęła w Holokauście. Dobry Bóg uratował jedną z jej córek, która po wielu, wielu latach odzyskała kamienicę, już od II RP. Kamienica ta jest obecnie w rękach wnuków Flory.

Kaiser Flora przetarg przymusowy 1931

 

* Fitulityngeszeft – drobny handel, mały sklep.

Kategoria: Nieruchomości | Możliwość komentowania Staromodny pośrednik została wyłączona