Maj 26

O polityce, czyli fujjj po raz kolejny

Miałam nie pisać o wyborach, ale zanim ponownie wejdę w swoją szufladkę anarchizmu i żydokomuny i tam się znowu na jakiś czas zadekuję, muszę se to skomentować.

Ponad rok temu napisałam:

http://szufladamalgosi.pl/o-polityce-czyli-fujjjjj/

A dziś znowu mam takie przemyślenia (na 100% nie ja jedna).

Do polityków

Wszyscy jesteście po jednych pieniądzach, a raczej po jedne i te same pieniądze. Każdy z was po kolei, razem i z osobna, jest mi fuj. I ten, który dostał najwięcej głosów, a który wiele lat temu przekonywał do the best reformy emerytalnej a potem zabrał moje ofe, bo mu się odmieniło. Również ten, któremu wsio rawno jaki stołek, czy poselski, czy senatorski, czy europejski (tu rzyg z mojej strony jako rybniczanki i wielkie przeprosiny dla świata, że on z mojego miasta ), bo ważniejsza  władza i splendory i przez którego następna kasa pójdzie na kolejne liczenie kartek w uzupełniających wyborach, a jak …

I ten, przez którego padła transplantologia, bo se do więzień wsadzał bez opamiętania i cebeesie posyłał ludziom bladym świtem.  O bladym, anemicznym katolickim Nico, który rozpierdzielił wiele zawodów, bo je uwalniał nie wspomnę.

A już zalało mnie w nocy wku…nie przez trupa politycznego, którego media odgrzebały i który teraz jak chudy Zombie będzie straszyć Europę poglądami i staromodnym elementem pod szyją oraz przynosić wstyd mojemu krajowi. Nie państwu, bo te mam w dupie, a krajowi, bo na nim mi jeszcze zależy.

Wczoraj przez cały dzień nuciłam w duchu tylko początek, a dziś z rana jednak muszę dokończyć i zaśpiewać z  Domowymi Melodiami całość „I tylko won z mojego domu, nie ma was tu, nie ma was tu, nie ma was tu… no i chuj”.

 

Wracam do swoich cmentarzy, bezrobotnych i rybnickich Żydów, bo tu nie ma obłudy, ciulania i pazerności. Aaa, zapomniałam dodać, że byłam szeregowym członkiem komisji wyborczej i miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu po raz pierwszy od wewnątrz. Wyborcy są super, ale wybierani… bleeeeeee.

 

Kategoria: Różniste | Możliwość komentowania O polityce, czyli fujjj po raz kolejny została wyłączona
Maj 18

Gojka jako tłumacz i przewodnik cmentarny

Muszę się ciut pochwalić, a jak! Czasem trzeba, bo tego wymaga marketing.

Moja fitulityngeszeftowa spółka oficjalnie zwana mp kwadrat Sp. z o.o., a potocznie Szufladą Małgosi, wykonała kawał dobrej roboty na zlecenie Holocaust Research Institute in Memory of Zahava & Zvi Shwartz z Izraela.  Gojka i mocno religijny Żyd, czyli Małgosia-Prezeska szufladki i dyrektor tegoż instytutu objechali, sprawdzili, opisali ponad 40 cmentarzy żydowskich, kilkanaście synagog, wiele grobów zbiorowych na terenie Podkarpacia, Małopolski i woj. świętokrzyskiego.  Pięć dni pracy po 17-18 godzin. Od 8 rana do zmroku w terenie, a potem jeszcze kilka godzin opisywania (po hebrajsku i częściowo po polsku) i analizowania tego co widzieliśmy. A najwięcej to widzieliśmy winniczków, a przynajmniej ja ich widziałam setki. Mój towarzysz na nie raczej nie zwracał uwagi.

trip (10)

 

Moja praca polegała na zorganizowaniu całego objazdu, załatwieniu noclegów, umawianiu spotkań z lokalnymi władzami, opiekunami cmentarzy, tłumaczeniu, przedzieraniu się przez krzaki, chaszcze, szukaniu dróg, ścieżek, dojść, i wielu innych rzeczy. Pogoda nie była sprzyjająca, gdyż potężny niż o dźwięcznej nazwie Yvette bardzo nam pracę utrudniał.

trip (20)

Czytaj dalej

Maj 11

Przygotowania gojki i szajspapiór

Goj to nie-Żyd. Ponoć określenie to ma pejoratywny wydźwięk, choć w obecnych czasach jest tak popularne, że ten negatywny background się już raczej zgubił.  A gojka to nie-Żydówka, czyli taka baba jak ja. Od jutra zaczynam pięciodniową podróż po żydowskich cmentarzach Podkarpacia z gościem z Izraela i mam autentyczny rajzyfiber. Oprócz gojki to jestem jeszcze Hanyska i dlatego nie mam lęku przed podróżą a właśnie rajzyfiber. Wsio spakowane, notki z szuflad, mapy i plany dojazdów wyciągnięte i poupychane w różne schowki plecaka, kiełbasy od Woźniczki zapróżniowane (na wszelki wypadek bym nie schudła za bardzo na koszernym jedzeniu), na samym dnie jedno piwo, peleryna, buciory, galoty (ponoć lepiej bym łaziła w kieckach w dodatku długich), psikaczki przeciw kleszczom, no i pełno ładowarek do wszelakiej aparatury. Kiedyś to była jedna mapa i starczyło. Dziś  to trzeba kilometry kabli wozić. Aaa, zapomniałam powiedzieć, że i szajspapiór biorę. Z nerwów sarczki przychodzą znienacka, więc lepiej być zabezpieczonym. Dzieci komuny tak mają.

papier3

 

Trzymajcie kciuki, by śląska gojka i religijny Żyd jakoś się przez ten tydzień dogadali i by srajtaśmy mi stykło 🙂 No i by nie lało za mocno, bo prognoza, na którą teraz zerkam wyjątkowo niepomyślna.

A tak przy okazji, to muszę wspomnieć, iż z mojego miasta pochodzi jedna bardzo znana gojka, tj. autorka popularnej książki pt. „Izrael oswojony”.

Pyrsk ludkowie*, do zaś za tydzień.

 

 

 

Kategoria: Judaika, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Przygotowania gojki i szajspapiór została wyłączona
Maj 8

Jadę znowu do Elimelecha

Klamka zapadła. Jadę ponownie do mojego Elimelecha do Leżajska!!! Gdyby nie on, to bym nie przetrwała prawie tygodniowych negocjacji w sprawie wyjazdu. Ufff, dziś w końcu po dzisiątkach meili, esesów oraz rozmów mój … powiedzmy, że zleceniodawca zaakceptował warunki.

kirkuty (5)

 

YES! YES! YES! Będę mogła Eliemu podziękować za wsio co już się stało i podziało, no i na karteczce poprosić o jeszcze…

Znowu będę włazić w krzaczory, chaszcze, kleszcze, pajęczyny w Błażowej. Znowu będę mogła gładzić kamień macew na cmentarzu w Siedleczce, sprawdzę, czy stoją olbrzymy w Jarosławiu. Może nawet uda się zwiedzić chasydzkie centrum w Dynowie.

kirkuty (6)

 

kirkuty (1)

 

kirkuty (4)

 

kirkuty (3)

 

Nie wiem jak przetrwam ten cmentarny objazd hardcorowy typu survival na koszernym jedzeniu, bowiem tak się mi to szykuje, ale może taka dieta okaże się dobra dla moich kilosów.  Oby to były kanapki, a nie chasydzkie jadło z kotła 😉

kirkuty (2)

 

W planach 25 cmentarzy w 4 dni, czyli totalna mission impossible, co jednoznacznie jako praktyk kirkutowy wiem z góry, ale hipcie to ssaki, które wiele mogą i dużo potrafią. Dam radę!

W poniedziałek ruszam na spotkanie przygody. Trzymajcie kciuki, bo styk koszerny, religijny Żyd z Izraela i  jedząca kiełbachy, mało religijna chrześcijanka, to może być mieszkanka bombowa!

 

Kategoria: Judaika, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Jadę znowu do Elimelecha została wyłączona