Sierpień 20

92 dni – teatr zbrodni, czyli o filii Auschwitz w Rydułtowach

Gdy jakiś czas temu mignęła mi na Fb informacja o przygotowywanym spektaklu o nazwie „92 dni – teatr zbrodni” na temat filii obozu Auschwitz w pobliskich Rydułtowach, to wiedziałam, że muszę tam być. Gdy się jeszcze okazało, że w przedsięwzięciu biorą udział koleżanki i koledzy z Zapomnianego Rybnika, to już, jak to mówią, nie było opcji.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (6)

O filii KL Auschwitz, istniejącej w Rydułtowach wiedziałam od dawna. Nawet kilka lat temu dla Wirtualnego Sztetla cykałam fotę obelisku, który upamiętnia ten obóz, ale przyznam szczerze, że szczegóły nie były mi znane. Zresztą nie ja jedna psińco o tym podobozie wiedziałam. Dziś, gdy opowiadałam tacie, co wczoraj przeżyłam, to sam zbaraniał, że tak blisko nas (hałdę Szarlottę z kopalni Rydułtowy widzę z okna dachowego w kuchni) był taki obóz. Bo to taki zapomniany obóz. Kto tam wie gdzieś w Polsce, gdzie leżą Rydułtowy (żeby nie było, dotyczy to i mojego Rybnika), co dopiero o obozie w tym mieście. Na pewno dzięki wczorajszemu spektaklowi pamięć o nim wróciła.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (8)

W czasie wojny obecna kopalnia Rydułtowy nazywała się Charlottengrube. W samym mieście było kilka obozów pracy przymusowej oraz jenieckich. Jesienią 1944 r., czyli gdy Rosjanie byli prawie za rogiem, po negocjacjach koncernu Hermann Goering Werke z władzami KL Auschwitz, zaczęto do Rydułtów przywozić więźniów  oświęcimskich – w większości Żydów. Pierwszy ich transport dotarł tutaj 19 września 1944 r. Składał się w większości z Żydów węgierskich i rumuńskich. Powiada się, że przez obóz łącznie przeszło około 1200 więźniów – głównie Żydów.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (62)

Więźniowie pracowali w makabrycznych warunkach pod ziemią, na powierzchni kopalni, niektórzy w lokalnym tartaku. Chorych, zmarłych, zabitych wysyłano z powrotem do Auschwitz. Resztę może sobie każdy dopowiedzieć.

Teraz o wczorajszym wydarzeniu. Jadąc do Rydułtów na godzinę 21-wszą czułam, że to będzie COŚ. Już z opowiadań kolegi, któremu przypadła rola (zagrał wyśmienicie) komendanta obozu Kurta Kirchnera wiedziałam, że będzie ostro, będzie trudno i będzie bez owijania w bawełnę. Sama zapowiedź organizatorów, iż spektakl przeznaczony jest dla osób powyżej 14 roku życia, wiele mówiła. Wbrew pozorom od jakiegoś czasu jestem odporna na „holokaustowe” książki, wydarzenia, czy filmy. Nawet staram się już nich unikać, bo ileż można. Mówiąc brzydko: mało co mnie rusza. No, ale przez „92 dni – teatr zbrodni” w Rydułtowach zostałam wbita w ziemię. Wcisnęło mnie w kostki brukowe, na których stałam. Czułam się jakbym sama dostawała pałą po nerach, gdy patrzałam na aktorów grających więźniów.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (42)

Kręcąc dwa krótkie filmiki w gardle mnie dławiło, a ręce drżały jak na mrozie. Patrząc na aktora grającego kapo zastanawiałam się, jak musiała go, w trakcie prób, motywować reżyserka pani Katarzyna Chwałek, by tak niesamowicie wczuć się w rolę.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (31)

Obserwując kolegę odgrywającego Lagerführera Kirchnera czułam dumę, że go znam. Toż to aktor-amator rekonstruktor. A tu nie dość, że wyśmienity niemiecki, którego nie zna, to idealna, wręcz wzorcowa postawa SS-mana (Remik, te ręce z tyłu odchylające skórzany płaszcz to majstersztyk).

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (26)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (51)

O aktorach i aktorkach odgrywających więźniów, ucharakteryzowanych na muzułmanów, nie wspomnę. Genialne!

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (46)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (37)

Przy końcowych scenach przedstawiających ewakuację obozu, wkurw Kirchnera i symboliczne spalenie kukieł ludzkich, łykałam łzy.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (55)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (34)

To przedstawienie powinno być wystawiane w wielu miejscach w naszej okolicy. Powinno być pokazywane młodzieży! Z tym okrucieństwem i przekleństwami. Nie będę tu pieprzyć frazesów teraz, że wojna jest bee, bo to ponoć wszyscy wiedzą. Czasem jednak warto nawet tym wszystkim jeszcze raz o tym przypomnieć, choćby przez taki spektakl.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (38)

Na koniec dwa filmiki, które pozwolą choć wirtualnie wczuć się w to co mogliśmy zobaczyć wczoraj. Pani Kasiu! Szacun!

Sierpień 13

Z Rybnika do lasu Bikernieki, czyli o Emmie z rodu Aronadych

Do napisania o jakiejś osobie zawsze jest mi potrzebny impuls. Taki „pyk” w głowie, który każe szukać informacji, w większości śladowych, ale wartych pokazania. Tym razem ten „pyk” mnie pyknął po wizycie w najlepszej rybnickiej księgarni, czyli w Orbicie – u pana Janka. Pan Janek, księgarz i kupiec, jakich dziś szukać ze świecą, z radością mi pokazywał kapitalne udekorowanie swej nowej przestrzeni sklepowej, czyli byczą fototapetę, na której widać budynek, w którym obecnie opowiada (bo nie tylko sprzedaje) ludziom o książkach. Wdaliśmy się w krótką pogawędkę, bowiem na początku XX w. w tym miejscu miał sklep Żyd – Salo Prager. Pragerów mieliśmy w Rybniku jak mrówków i większość z nich wyjechała jeszcze przed zmianą państwowości Rybnika. Akurat Salo był tym, który tu był najdłużej, ale chyba tylko do 1923 r. Nie on mnie jednak pyknął w trakcie wizyty u pana Jasia. Na starej pocztówce, która posłużyła jako dekoracja ściany księgarni widnieje również nazwisko Aronade.

Aronade na rynku przed 1922

Już tu o Aronadych wspominałam wielokrotnie. Ich teczka w segregatorze jest dość gruba. Folder w kompie też ma sporo plików. Wieczorem zaczęłam przeglądać to wszystko, kombinować i wzrok padł na Emmę. A w zasadzie na adnotację o jej narodzinach. Z kobietami to już tak jest, że przepadają w mrokach dziejów, bo wychodzą za mąż i zmieniają nazwiska, tym samym są trudne do wyśledzenia. Z Emmą było inaczej, bo znalazłam jej ślady. Niestety, jak to zwykle bywa w przypadku Żydów, te ślady są smutne.

Emmas Geschichte, czyli historia Emmy z wielkiego rodu

Szanowany kupiec rybnicki Jonas Aronade i jego żona Dorel z rodu Rahmerów mieli sporą gromadkę dzieci. W sumie 3 dziewczynki i 4 chłopców. Jonas miał palarnię kawy, skład towarów kolonialnych, kamienicę na Rynku oraz ciąg kamienic przy ulicy Zamkowej. Synów powoli wdrażał w interesy, a dziewczyny dobrze wydawał za mąż. Jedna z córek – Regina po ojcu miała grajfkę (zacięcie) do handlu i sama przez wiele lat prowadziła interesy poza Śląskiem. Córkę Marię, Jonas wydał za rybnickiego kupca Altmana i ona też po śmierci męża wytwarzała gorzałę, bowiem taki był profil produkcji geszeftu rodziny Altmanów  😉 A Emma?

Emma dokument urodzenia

Emma urodziła się w maju 1872 r. i była najmłodszą z córek Jonasa i Dorel. Wydano ją za Hermanna Friedländera – kupca. Raczej nie był on z TYCH  Friedländerów. Tu mam na myśli potentatów w przemyśle górniczym i hutniczym na Śląsku. Hermann był chyba tylko zwykłym Kaufmannem. Zresztą w Rybniku „zwykłych”  Friedländerów też kilku było i może Emma właśnie za jednego z nich wyszła za mąż.

Jej życie dorosłe jest niewiadomą. Wyjechała z mężem z Rybnika, prawdopodobnie w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. I to miejsce, czyli Berlin na pewno było dobre do czasu, gdy do władzy doszli bardzo źli ludzi. W dodatku w demokratycznych wyborach. To się zdarza i w dzisiejszych czasach  🙁 Na pewno życie Emmy, jej męża i potomstwa drastycznie się od tego momentu zmieniło na gorsze. Gdyby została w Rybniku, to choć do 1939 r. byłaby bezpieczna. Gdyby wybrała do życia, powiedzmy Gliwice, to w miarę długo chroniłaby ją Konwencja Genewska, dająca prawa mniejszościom na terenach przygranicznych. A Berlin? Zimne serce nazistowskiego państwa nie chroniło Żydów, zresztą jak i cała reszta tego potwornego organizmu. Czy w maju 1939 roku, gdy mieszkała na pierwszym piętrze lewego skrzydła kamienicy przy Güntzelstrasse 49 myślała jak piękny może być rybnicki rynek wiosenną porą? Kamienicę położona w zachodniej części Berlina, zamieszkiwali w większości Żydzi.

Guntzelstrasse

Czy wspominała swoje dzieciństwo w małym prowincjonalnym miasteczku? Na pewno rok później, czyli we wrześniu 1940, gdy musiała zamieszkać jako sublokatorka Jenny Goldberg, była już wdową. Nie ma wątpliwości, że życie tej starszej już wówczas pani było ciężkie. Niewątpliwie nie zdawała sobie sprawy, co wnet nastąpi i jaki będzie jej koniec, bo tego nikt w najgorszych snach nie mógł przewidzieć.

W trakcie kilkudniowych wykopów w googlu natrafiłam na taki ciekawy trop, związany z wspomnianą wyżej Jenny Goldberg, czyli osobą, u której zamieszkała na jakiś czas dawna rybniczanka Emmy. Uwaga! Teraz znowu będą, jak zwykle zresztą, tylko hipotetyczne rozważania, których nie da się w żaden sposób potwierdzić. To będą takie sensacje XX wieku z Szuflady 😉 Otóż mężem Jenny Goldberg był  Fritz Scherwitz, postać dość kontrowersyjna. Dla powojennych historyków i prokuratorów – oprawca, dla niektórych, będących w mniejszości – zbawca. Schweritz był Żydem, zarazem SS-Obersturmführerem w obozie koncentracyjnym w miejscowości Lenta pod Rygą. Urodził się na Litwie, w Berlinie pojawił się dopiero w latach 30-tych, prowadził kilka interesów i z tego co o nim wyczytałam, to był niezwykle uzdolniony, choć brakowało mu formalnego wykształcenia. W Rydze po raz pierwszy pojawił się jako kierowca Gestapo. Potem przydzielono mu małe komando żydowskie, które zajmowało się produkcją odzieży, głównie z ciuchów po zamordowanych Żydach z okolicznych gett. Po jakimś czasie został komendantem obozu w Lencie.

W owym czasie nasza Emma z rodu Aronadych mieszkała nadal u jego żony Jenny i na pewno już nie nadawała się do skierowania do jakiegokolwiek obozu pracy z uwagi na wiek. Może prosiła Jenny o pomoc i wstawiennictwo u męża, bo zapewne wiedziała, że jest szychą w SS. Niestety, wraz z około 1000 niemieckich Żydów 15. sierpnia 1942 r. wyruszyła w swą ostatnią podróż. Tym razem nie na Zachód, a na Wschód. Wszystkim mówiono, że jadą na Wschód. Tobołek, Güterbahnhof Moabit i do pociągu.  O „ostatecznym rozwiązaniu” Żydzi niemieccy nie wiedzieli. Ten Wschód to był kierunek Ryga. Dlaczego przydzielono tą starszą panią do tego transportu, skoro w zasadzie (przynajmniej tak mówi wiele źródeł) tym transportem Niemcy chcieli uzupełnić braki siły roboczej pracującej na potrzeby Organizacji Todt? Sam Fritz Schweritz, już po wojnie, broniąc się przed zarzutami o mordy na więźniach, twierdził, iż był świadkiem, gdy jego żonę i dziecko zamordowano na jego oczach. Czyli tak jakby w tym samym transporcie z Emmą jechała i Jenny. Może to on zadziałał, by obie zostały skierowane do Rygi? To zdanie powinno być wypowiedziane tajemniczym głosem Wołoszańskiego i od razu by nabrało znaczenia.

 Po 3 dniach pociąg dotarł do swego miejsca przeznaczenia. I choć przywiezieni niemieccy Żydzi mieli być ulokowani w ryskim getcie, które w owym czasie było już puste po masowym mordach na łotewskich Żydach jesienią i zimą 1941, to decyzja została zmieniona i natychmiast prawie wszyscy zostali zgładzeni w lesie Bikernieki. Emma miała wtedy 70 lat i jest wielce możliwe, że już transportu nie przeżyła. Jeśli zaś przeżyła, to kto jej strzelił w głowę? Łotysz? Niemiec? Ukrainiec? Czy wpadając na resztę ciał żyła jeszcze? Czy myślała o córce Kate? Ehh, znowu smutnie się porobiło.

Nieznane mi są losy tej córki, która wraz z mężem była zameldowana pod tym samym adresem w Berlinie – u Jenny Schweritz. Zachowana deklaracja majątkowa z 6 sierpnia 1942 podaje, iż córka Emmy – Kate i jej mąż Walter Becker mieli pozwolenie na emigrację do Brazylii. Czy wyemigrowali? Nie wiem. Wolę myśleć, że tak.

Poboczny bohater tej opowieści, czyli Fritz Schweritz przeżył wojnę. Po wojnie został skazany na kilka lat więzienia za zbrodnie m.in. na Żydach, choć on sam uważał, że wstąpił do SS po to, by ratować swą rodzinę oraz innych Żydów. Taka niby V żydowska kolumna w SS. Cała rodzina zginęła w czasie wojny i w zasadzie nie miał kto potwierdzić jego słów, za wyjątkiem przybranej siostry. Historycy do dziś się spierają, czy był zbrodniarzem, czy zbawcą. Ja osobiście nie wierzę w jego dobre zamiary. Na mój rozum, to Schweritz po wojnie ciulał ile wlezie. Emmy by też nie uratował. Bo i z jakiej racji miałby się przejmować jakąś tam starą lokatorką swej żony. Jeśli już tam kogoś w obozie ratował, to za kasę.

Po Emmie od jakiegoś czasu jest ślad w Berlinie. Przy Güntzelstrasse 49, czyli kamienicy gdzie mieszkała przez wiele lat wraz z wieloma innymi niemieckimi Żydami, pochodzącymi z najrozmaitszych miast, 20 marca 2007 r. osadzono w bruku kamień pamięci. Po niemiecku to lepiej brzmi: Stolperstein, czyli „kamień, o który się potykamy”. Łącznie przy tej kamienicy upamiętniono 21 osób, zamordowanych w Auschwitz, Theresienstadt, Rydze, czy na Majdanku. Mosiężne tabliczki umieszczono w chodniku przy wejściu głównym. Emma z Rybnika jest upamiętniona w mieście, w którym spędziła większość swego życia.

Emma by James Steakley Wikipedia

Korzystałam m.in. z książki „Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen” R. Rhodes oraz „Final solution in Riga: Exploitation and Annihilation, 1941-1944” autorami której są A. Angrick, P. Klein, R. Brandon.

Zdjęcie Stolpersteinu Emmy pochodzi z Wikipedii i jego autorem jest James Steakley. Zdjęcie kamienicy, w której mieszkała Emma – Google View. Kamienica jest wielkim kompleksem i niestety google pokazuje jedynie jej fasadę od strony ulicy, a Emma chyba mieszkała w jakimś bocznym skrzydle.

Kategoria: Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Z Rybnika do lasu Bikernieki, czyli o Emmie z rodu Aronadych została wyłączona