Marzec 1

Ada (odcinek 5)

Ostatni odcinek scenariusza pt. Ada napisałam prawie rok temu  ➡  Ada (odcinek 4). Tam też można znaleźć odnośniki do części 1, 2, 3 i do trailera. Sprawą zajmuję się od listopada 2013, czyli szmat czasu.

______________________________________________________

Miejsce akcji: Rybnik

Czas akcji: Styczeń 2017 r.

Występują: ja oraz syn starszej pani, której tata był zaangażowany w ratowanie Ady i jej ojca Chaima. Pani ta opowiedziała mi o Adzie pierwszy raz.

Przypadkowe spotkanie.

Ja: O, cześć! Dobrze, że cię widzę. W kwietniu będę mieć pogadankę na temat Ady, jej taty i w sumie o całej tragicznej historii rodziny Schwerdtów. Oczywiście z głównym naciskiem na pomoc, której udzielała twoja rodzina i Chlubkowie. Serdecznie Cię zapraszam na to do Gliwic, do Domu Pamięci Żydów Górnośląskich.

Syn starszej pani: Niesamowite! Super! Postaram się być.

Ja: Może w międzyczasie udało ci się jakoś wykombinować kim był ów Chlubek ze Skrzyszowa, który ich przechowywał najdłużej?

Syn starszej pani: Nie. Tam już chyba nawet nie ma tego domu. A o Chlubku nic nie wiem.

Ja: A wiesz, że w ubiegłym roku pojechałam do miasteczka na Podkarpaciu, z którego pochodziła rodzina Schwerdtów?

Syn starszej pani: Co ty nie powiesz?

Ja: Tak. Jeździłam jako przewodnik cmentarny i choć Pruchnik, gdzie urodzili się dziadek, tata Ady, czyli Chaim i jego brat Max, nie był na zaplanowanej trasie, to uparłam się i przejechaliśmy przez to miasteczko. Nawet udało mi się rzutem na taśmę odnaleźć miejsce upamiętniające mord na miejscowych Żydach. No, ale nie zajmuję ci czasu. Tak czy inaczej, zapraszam do Gliwic w kwietniu.

Syn starszej pani: Dzięki.

__________________________________________________________________

Czas akcji: luty 2017.

Miejsce akcji: Rybnik

Występują: Facebook, koleżanka Żan, ciotka Urszula (o dzięki Ci Boże, że są zaangażowane ciotki, które nadal czują bluesa i wiedzą co to jest bycie aktywistką i zaangażowaną kobitą).

Ja do siebie od jakiegoś czasu: Mam całą historię poukładaną dzięki książce Otto Schwerdta – kuzyna Ady. Dwóch braci z małego miasteczka koło Jarosławia, po I wojnie chce żyć lepiej i mniej ortodoksyjnie. Max i Chaim wyjeżdżają do Niemiec. Do jakiegoś tam stopnia się asymilują, rodzą się im dzieci, m.in. moja Ada. Niestety, złym ludziom po jakimś czasie nie podobają się polscy Żydzi na ich terenie. Bracia, wraz z rodzinami, muszą wyjechać do Polski. Nie chcą wracać do swego biednego sztetla i wybierają Katowice, bo tam jeszcze w latach 30-tych mówi się po niemiecku, a ich dzieci są już urodzone w Niemczech, więc w sumie myślące po niemiecku. No, a potem wojna, Dąbrowa Górnicza, getto. Max wraz z synem Otto do Auschwitz, potem Gross-Rosen, Theresienstadt. Reszta rodziny, czyli żona Maxa i pozostałe dzieci giną. Zaś Chaim, brat Maxa i zarazem tata mojej Ady, zostaje jakoś uratowany przez ojca starszej pani (z pierwszego odcinka o Adzie). Tu pojawia się pan Chlubek i Skrzyszów, gdyż Chaim tam jest ukrywany. Ojciec starszej pani ratuje też Adę (wyprowadza ją z getta w Dąbrowie Górniczej). Ada jest w Rybniku, następnie u Chlubka w Skrzyszowie.

Małgosia, jak to prosto i łatwo teraz pisać. Ada tu, Ada tam. Ada u tego, Ada u owego. Ten jej nie chciał, ten ją zabrał, tamten nie mógł. Co ty byś zrobiła, gdybyś miała na szali swoje dziecko i dziecko żydowskie? Ja w duchu do siebie, odpowiadając na to pytanie: Poświęciłabym dziecko żydowskie, a ratowała swoje. Zrelatywizowałabym sobie ten wybór i ratowałabym własną córkę, a nie Adę.

(A ty czytelniku! Kogo byś ratował?)

Ja nadal w duchu do siebie: Ada u Chlubków nie mogła być zbyt długo, gdyż nie były to warunki odpowiednie dla małej dziewczynki (jakiś bunkier?, piwnica?, ziemianka?) i ze Skrzyszowa zabrał ją Niemiec – hydraulik Frenzel – bohater. Zabrał i przewiózł do Fünfteichen (dzisiejsze Miłoszyce w powiecie oławskim). To wiem z książki Otto. Tata Ady – Chaim zaś do końca wojny był u Chlubka. No właśnie. Chlubka… Jak znaleźć rodzinę tego kolejnego bohaterskiego człowieka. Kurde… może przez Dziennik Zachodni poszukam.

Ja pisząc pracę podyplomową na głupich studiach: Hmmm, jechać do tego Skrzyszowa i rozpytywać ludzie? Głupio tak. Czy jednak poprzez artykuł w prasie? No, musi być jakiś ślad. Ktoś musi coś pamiętać. Toż Skrzyszów, to nie Londyn, czy nawet Lądek. Dobra, kolejny raz Facebook. Pomagał już tyle razy, że może i tym razem będzie tą właściwą deską ratunku.

Ja wpisując na Fb: „Szukam potomków, czy też piątej wody po kisielu, rodziny Chlubków, mieszkającej w Skrzyszowie w trakcie II wojny”. Enter.

Ja już nie pisząc pracy podyplomowej: Kurcze, a jak ktoś się obrazi? Trudno. Choć mam nadzieję, że nie.

Plim (odgłos messengera Facebooka).

Wiadomość od koleżanki Żan: Twojego posta przesłałam do koleżanki, pracującej w gminie oraz ciotki działaczki. Jak kogoś znajdę dam znać.

Ja: Dzięki! (tu krótko wtajemniczam Żan o jaką historię chodzi)

Messenger od Żan: Zadzwoń do mnie.

Ja dzwonię, po wysłuchaniu opisu śledztwa, które zrobiła Żan i ciotka, na cały głos mówię: Kocham cię Facebooku! Kocham ciocie działaczki, nawet z równoległego świata!

Czas akcji: 26 luty 2017

Miejsce akcji: Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna,Wodzisław, Rybnik

Występują: koleżanka Żan, inne kolegówny też broniące prace na głupich studiach, Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna (przez przypadek), pan Stanisław, ja.

Ja (po obronie): Żan, powiedz mi to jeszcze raz, spokojnie, who is who, czyli co ciotka wyniuchała, a co znajoma z gminy?

Żan (przed obroną): Ciocia jest z tych zawsze zaangażowanych, pomagających i ciekawych świata. No i ona doszła do tego, że chyba jeszcze żyje prawnuczka Chlubka, ale jest w szpitalu. I na starość źle już słyszy.

Ja: Prawnuczka? W szpitalu? Na starość? Nie pasi.

(w międzyczasie kolegówny bronią się)

Ja: A może to córka tego Chlubka?

Żan: No… ja nie wiem, cioci mogło się coś pokićkać. Jak będę mieć telefon, pod który będziesz mogła zadzwonić, to dam ci znać.

Ja: Ok. Niesamowita sprawa, że tylu obcych i niezwiązanych ze sprawą ludzi mi cały czas pomaga 🙂

(wszystkie kolegówny się obroniły w międzyczasie – żegnaj AHE).

Następnego dnia.

Klik: SMS od Żan: Tel. (…), pan Stanisław (…), powołaj się na ciocię Urszulę (…), daj znać co ustalisz. Jestem ciekawa.

Ja dzwonię: Dzień dobry, nazywam się Małgorzata Płoszaj, tel. do pana dostałam od pani Urszuli… (lecę dalej z lajerą).

Pan w telefonie: Ale mama jest w szpitalu i źle słyszy, gdyby ją tam odwiedzać, to ciężko by było rozmawiać.

Ja: Wiem, rozumiem. Poczekam. Proszę mi tylko powiedzieć, czy mama jest córką Ludwika? Chlubka?

Pan w telefonie: Tak.

Pode mną się nogi uginają. Mam!!!

Ja: A który rocznik jest mama?

Pan w telefonie: dwudziesty… (reszty nie usłyszałam)

Ja w duchu: Czyli ona musi to pamiętać! Masakra! Mam! Mam świadka!

Ja do pana: Poczekam na powrót mamy ze szpitala i jeśli państwo pozwolą to przyjadę do Skrzyszowa.

Odkładam telefon.

Od momentu odłożenia telefonu głupia myśl mi drąży mózg. Adę też znalazłam, się nawet cieszyłam i wyszła z tego dupa, a raczej „rzić”, jeśli pamiętacie. Ostatecznie nie chciała rozmawiać. Co będzie, gdy teraz stanie się tak samo? Co wtedy wymyślę?


Tagi: , , ,

Opublikowano 1 marca 2017 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika