Kwiecień 14

Ada (odcinek 7) – zakończenie

Ten, prawdopodobnie ostatni odcinek o Adzie nie będzie już pisany w formie scenariusza. Muszę tym razem normalnie, tak jak zwykle – z emocjami. I dzień dziś taki, i nastrój ponury, no i przeczytana przed chwilą relacja Ady, złożona w Yad Vashem, nie nastrajają do chłodnego pisania.

Już wczoraj jakoś dziwnie się czułam przed spotkaniem w Gliwicach. Miałam opowiedzieć całe moje dochodzenie w sprawie poznania historii Ady i jej rodziny słuchaczom w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich. Nawet Młoda zauważyła, że coś nie teges ze mną i mam jakąś wyjątkową tremę. Podobnie miałam przy opowiadaniu o rodzinie Weissenbergów. Za bardzo osobiste to są opowieści, za mocno się włazi buciorami w czyjeś życie.

Jeszcze ten Wielki Czwartek i obawy, czy w ogóle ktoś dotrze. Na szczęście stali bywalcy dopisali. Pani Basia niestrudzona turystka, pani Iza starająca się rozwikłać sprawę Żyda Sandomirskiego, pani Małgosia z Nowin Gliwickich i wiele osób, których nie znam z imienia, a jedynie z twarzy. Przyszli, by posłuchać o tragicznych losach dziewczynki i jej rodziny w ten prawie świąteczny dzień. Pliki głosowe z opowiadaniami pani Klaruni ( ➡  Odcinek 6) udało się zsynchronizować z prezentacją i jakoś to poszło.

Historia Ady została pierwszy raz publicznie przedstawiona. Szuflada to jednak tylko takie pisanie sobie a muzom, mówienie do prawdziwych i zainteresowanych słuchaczy, to jednak o wiele poważniejsza sprawa. Zdjęcie, które dostałam od pani Klary stało elegancko w ramce obok książki Otto i Maschy Schwerdtów.

Na spotkanie przyjechał też syn starszej pani, od której to wszystko się zaczęło ( ➡ Odcinek 1 ), czyli Romek, który przekazał mi kopie listów Chaima – taty Ady (  ➡ Odcinek 4).

Z głośników poleciały słowa pani Klary, które osobom, nieznającym śląskiego spisałam na ekranie: „Nie bydzie już wojny? A kto tak powiedzioł, pani?” No właśnie, kto tak powiedzioł?   Ehhh 🙁

Potem jeszcze rozmowy, pogaduchy i do domu dotarłam o 21-wszej, odsłuchując non-stop tej samej piosenki w aucie.

Dziś, dzięki koneksjom pracowników Domu Pamięci, dostałam od pani profesor Barbary Engelking ( ➡ Odcinek 3) relację Ady, złożoną w wieku 23 lat w Yad Vashem. Dobrze, że jej wczoraj nie znałam. Pasuje do nastroju wielkopiątkowego.  Nie ma bohaterów, zawsze są tylko ofiary. Już wiem, dlaczego Ada nie chciała ze mną kontaktu ( ➡  Odcinek 2 ), już to rozumiem na 1000%. I to już nie jest do rzici. Do rzici to jest to, że nie wiadomo, że nie będzie wojny. Bo nikt tak nie powiedzioł. A wojna, to plugastwo, koszmar, chujnia.

I jeśli czujesz się
Zmęczona tak, jak ja
A sny masz złe i chore

To czas odwrócić się
Uciekać hen przez śnieg
Od tych, co tęsknią do wojen

Amen.

Kategoria: Edukacja, Judaika | Możliwość komentowania Ada (odcinek 7) – zakończenie została wyłączona
Styczeń 27

Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno!

Jest taki napis w Obozie Zagłady w Bełżcu… on zastępuje wszystkie słowa, które można by dziś – z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, powiedzieć.

Ciemność na stacji w Bełżcu

Obóz Zagłady Bełżec

Takich ukrytych dojść do miejsc, gdzie leżą bezimienni ludzie, jest tysiące – tu Brzozów.

Pamięci Tadzia z Bochni.

Grób masowy w Tarnogrodzie

Barwinek – mogiła zbiorowa Żydów z Dukli i Rymanowa

Katowice

Kolbuszowa – o tym miejscu prawie nikt nie pamięta

Działoszyce – mogiła zbiorowa

Rybnik – mogiła zbiorowa ofiar Marszu Śmierci

Cmentarz żydowski w Wałbrzychu – pomnik upamiętniający zamordowanych kolegów

Kulno – mogiła w głębokim lesie

Lesko  – cmentarz żydowski

Mogiła zbiorowa Żydów lubaczowskich

Mogiła w Parku Magurskim, czyli miejsce, które wstrząsa tak jak Bełżec. Gdy jest mi źle, myślę o matce Helenie, która zapewne najpierw musiała patrzeć na śmierć swoich dzieci wrzucanych do dołu w hałbowskim lesie, zanim sama zginęła.

                    Warszawa

                                    Pruchnik

Przemyśl

Las Dąbry – 364. 

Kańczuga

Nasza ukochana Mateczka i inni – Sławków-Krzykawka

Las Wolica w Dębicy

Radomyśl Wielki – sądzę, że w ciągu ostatnich paru lat nie było tam nikogo, kto by położył kamyk…

Kolce w Górach Sowich

Zbylitowska Góra – zamordowano tam m.in. setki dzieci

Zbylitowska Góra

Wszystkim tym bezimiennym i znanym z imienia, zapalmy dziś świeczkę.

To tylko mały ułamek zdjęć, które zrobiłam w miejscach uświęconych krwią niewinnych.

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno! została wyłączona
Grudzień 14

O historii pisanej listami w Gliwicach

Gdy Karolina Jakoweńko z Domu Pamięci Żydów Górnośląskich zaproponowała mi wymyślenie cyklu pogadanek o Żydach z naszego Śląska, to wiedziałam, iż na pierwszy rzut musi polecieć moja ukochana rybnicka rodzina Haasych. Jak to mówią: nie było opcji 😉 Mówiłam o nich tyle już razy, że spotkanie w Gliwicach, za wyjątkiem potwornej tremy (nie mówiłam do rybniczan), nie wywołało we mnie jakichś innych emocji.

Nad wyborem drugiej rodziny, o której miałam opowiadać, też się nie musiałam zastanawiać. Po prawie dwóch latach rozkminiań, poszukiwań i detektywistycznych analiz godnych Sherloka, które wraz z Clare (potomkinią rodu Weissenbergów) prowadziłam przez Internet, w archiwach i kilku miastach Górnego Śląska ➡ (opisywałam to już tu i tu), czuję się prawie jak jej przybrana kuzynka. To był mus, by opowiedzieć o tragicznych losach Blochów i Weissenbergów, których losy były splecione z Pyskowicami, Toszkiem, Pszczyną, Zabrzem i ostatecznie z  Gliwicami. Od razu wiedziałam, że to łatwe  nie będzie. I to nie z powodu, iż Żydzi spoza Rybnika, to za bardzo nie jest moja brocha. Tym problemem dla mnie były listy. Listy babci Clare, pisane do swojego syna, a zarazem ojca mojej angielskiej znajomej. Takie pośmiertne przesłania. Pisane pod koniec lat 30-tych z Gleiwitz. Proste, bez wyszukanego słownictwa, pełne ukrytej, bo nie wypowiadanej wprost, rozpaczy, a równocześnie przepełnione zwykłą troską o to, czy syn pije soki, pamięta o wysłaniu życzeń urodzinowych do ciotek, czy też czy kupił sobie kulki naftalinowe. Pamiętam, gdy po raz pierwszy przeczytałam je wszystkie w jedną noc na blogu Clare. Masakra. Dokumenty źródłowe, jak mi to wytłumaczyła Młoda. Tak, po naukowemu to niby dokumenty źródłowe, które dają świadectwo temu, co naziści zrobili Żydom niemieckim. A po mojemu to listy mamy do swego ukochanego synka. „Meine lieber Werner” – tak je zaczynała. Chyba nie muszę więcej pisać.

Gdy została ustalona data spotkania napisałam maila do Clare, czy nie zechciałaby przylecieć do Gliwic na moją pogadankę. Między Bogiem a prawdą, to napisałam z głupia frant, nie zakładając, że będzie jej się chciało rzucać wszystko i przylatywać do Polski w zimnym grudniu, w dodatku po raz drugi w tym roku. A tu szok 😯  Dla mnie, że przylatuje i dla niej, że ktoś, gdzieś będzie opowiadać o jej rodzinie i o tym, co się stało z jej prababcią, babcią, dziadkiem, czy tym jak tata wyszedł z Dachau.

Boże kochany, jak ja się przygotowywałam do tego. Mówiąc o Haasych w Gliwicach mogłam się ciulnąć, bo kto by zauważył jakikolwiek błąd 😉 (a tak btw, to dwa razy miałam wpadkę, co wychwyciła Młoda). A tu? Gdy będzie mnie słuchać córka i zarazem wnuczka osób, o którym będę mówić. I nieważne, że nieznająca polskiego. Sercem będzie rozumiała moje słowa. Pięć dni gadałam do ściany, a dokładniej do reklamy Pragera, cały wykład. Początkowo wybrałam ileś fragmentów listów, co dało mi 25 stron. Przetłumaczyłam je sobie na polski i skracałam, skracałam, skracałam. Co je czytałam, to beczałam. Jak coś skróciłam, to zaś to dodawałam, uznając, że zbyt ważne, by można to było wywalić. I bek. Niesprzyjające okoliczności przyrody, czy też raczej biologii, doprowadziły mnie do sporego rozchwiania emocjonalnego we wtorek. A spotkanie miało być w czwartek. Bałam się, że jak zacznę te fragmenty listów czytać, to się rozkleję na maksa i słowa z siebie nie wyduszę. I po części tak się stało.

Do Domu Pamięci pojechałam z duszą na ramieniu. Zawiłości rodzinne miałam w małym palcu, listy znałam prawie na pamięć, wsio w głowie. Tylko te dwa zdania z listu, który napisała babcia Clare do przyjaciółki (krótko przed wywózką do Auschwitz) mnie dławiły. Dużo zdrowia wam życzę, niech Bóg będzie z wami. Wydaje się, że o nas On zapomniał. No i mnie zdławiły. Zresztą nie mnie jedną. Widziałam panie ocierające łzy. Z tych emocji okulary mi się ciągle z nosa zsuwały, kartki z listami belontały*,  chrypka uniemożliwiała mówienie. Nightmare prelegenta, w szczególności takiego, który ma braki warsztatowe 😉 (to taka mała dygresja à propos ukochanego W.Manna).

Clare, jako gość specjalny, była niesamowicie wzruszona, choć starała się trzymać. Dla niej to był też trudny wieczór. Wiem, że go bardzo przeżyła. Po raz kolejny wizyta w Polsce nią poruszyła. Nastrój spotkania, atmosfera Domu Pamięci, pytania zadawane po mojej opowieści, jej odpowiedzi, sympatia ze strony słuchaczy, to wszystko było tak magiczne, że aż do Rybnika mi w łepetynie prądy przeskakiwały we wszystkie strony.

Na drugi dzień spotkałyśmy się ponownie w Gliwicach – był jeszcze wywiad dla Nowin Gliwickich 😉 Był to dla nas obu zaszczyt, że lokalna prasa zainteresowała się tym tematem. Choć przyznam, że robienie zdjęć kojarzyło mi się jakoś z fotami na tzw. ściance 😉 Miejmy nadzieję, że zdjęcia nie zostaną opublikowane.

Z Gliwic pojechałyśmy jeszcze do Bytomia na cmentarz żydowski, by poszukać grobu pradziadków, czyli Alberta i Bettiny Weissenbergów. Dzięki niesamowitej pani Ewie, opiekunce tego miejsca, udało nam się wsio znaleźć. Gdy patrzałam na Clare, stojącą samą przy ich grobie, znowu się popłakałam. Odeszłam na bok, by mogła pobyć z nimi. Potem mi powiedziała, że to takie cudowne, że mają grób, leżą razem, że tego grobu nikt nie zniszczył.

Pani Ewa, w swej uprzejmości, pokazała nam groby wszystkich Weissenbergów pochowanych na tym cmentarzu. Widziałam, że Clare już zamarza, ale ja tam wolałam wsio obejść just in case, bo nigdy nie wiadomo, czy któryś z pochowanych się nie okaże się kiedyś krewnym. Lepiej foty mieć 😉

Wieczorem dostałam od Clare taki list z linkiem do jej bloga, z prośbą, bym umieściła to na swoim fejsie. W wolnym tłumaczeniu Clare w ten sposób podziękowała wszystkim w Gliwicach:

Właściwy post blogowy napiszę, gdy już wrócę do Anglii do swojego biurka, ale tera chciałabym szczerze podziękować wszystkim Wam – dobrym ludziom, którzy nas tak ciepło przyjęli poprzedniego wieczoru w Żydowskim Domu Pamięci. Nie wiem czego oczekiwałam – myślę, że pół tuzina przyjaciół Małgosi i cichego ale interesującego spotkania z nimi.

Zamiast tego, zobaczyliśmy salę pełną ludzi, których ciepłe przyjęcie nas otoczyło, jak tylko weszliśmy. Przyszliście zimnego grudniowego wieczoru krótko przed świętami Bożego Narodzenia, wtedy gdy raczej powinniście siedzieć w ciepłych domach ze swoimi rodzinami. Przyszliście, by posłuchać jak Małgosia opowiada o naszej rodzinie, posłuchać w ciszy i ze współczuciem. Zadawaliście inteligentne pytania, na które jako prawdopodobnie zbyt przytłoczona nie potrafiłam inteligentnie odpowiadać. Ale się starałam. Nie jestem przyzwyczajona do publicznych wystąpień, mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej (…)

Dziękuję wam wszystkim wspaniali ludzie, za to, że czuliśmy się tak dobrze. Byliśmy wzruszeni waszą reakcją na historię naszej rodziny. 

I przede wszystkim dziękuję Gliwicom za wysłuchanie słów, o kimś kto był waszą córką i również moją babcią – o Else Weissenberg. 

Tyle od Clare, która już odleciała z Polski do kraju, który stał się w 1939 r. ojczyzną dla jej taty – niemieckiego Żyda, urodzonego w Pless, absolwenta gimnazjum w Beuthen, absolwenta uniwersytetu w Breslau, więźnia Dachau, syna Else zamordowanej w Auschwitz, wnuka Herminy zamordowanej w Auschwitz.

Ja też Wam dziękuję gliwiczanie! Dziękuję również znajomym z Mikołowa, Mysłowic, Zabrza i Pyskowic! Za pomoc, za słuchanie i za bycie 🙂

Zdjęcia ze spotkania: Iza Grauman oraz Ireneusz Skwirowski, z Bytomia moje, zaś archiwalne fotografie z albumu rodzinnego Clare i ➡  jej blogu „From numbers to names.

P.S. Kolejne spotkanie w Gliwickim Domu, zaplanowane na 23 lutego 2017 r., już nie będzie takim wyciskaczem łez, bo będzie o zębach  😉 Na zachętę dodam, iż i o gybisie** Hitlera.

Dla nie Ślązaków:

* belontać: mieszać

** gybis: sztuczna szczęka

Kwiecień 16

Kryptonim 446

Tytuł dzisiejszego wpisu jest zapewne tajemniczy. Ale właśnie tak nazwano projekt, który wczoraj z niezwykłym zaangażowaniem zakończyła młodzież gimnazjum Nr 5 w Rybniku-Boguszowicach wraz z młodymi artystami z Młodzieżowego Domu Kultury z mojego miasta. Drugi raz współpracowałam z tym gimnazjum oraz jego nauczycielami i po raz drugi jestem pełna zachwytu i uznania zarówno dla uczniów, jak i ich wychowawców.

446

Tym razem projekt miał upamiętnić ofiary Marszu Śmierci, spoczywające w zbiorowej mogile w Lasku nad Rudą. 446 bezimiennych ofiar zamordowanych na naszej ziemi z okazji Dnia Pamięci o Holokauście i Przeciwdziałaniu Zbrodniom Przeciwko Ludzkości.

wyklad 2Moje pierwsze spotkanie z młodzieżą nie należało do najłatwiejszych i z ręką na sercu powiem, że chyba nie dotarłam do nich z tym co chciałam przekazać. Na pewno uznali mnie za starą babę gadającą nudne rzeczy i mieli do tego pełne prawo. Myślę, że trzecie – ostatnie spotkanie w szkole było już bardziej ciekawe dla nich bowiem bezpośrednio dotyczyło tych spraw najsmutniejszych, czyli Marszu Śmierci. Nawet, gdy tylko w kilku parach oczu widać zaciekawienie, to warto opowiadać.

wykladMoja rola kończyła się na tych 6 godzinach lekcyjnych. Całą resztę na swe barki wzięły nauczycielki z gimnazjum i pani reżyser z MDK-u. No i oczywiście ci młodzi ludzie, którzy zbierali słoiki i mini świeczuszki, by nimi oświetlić drogę od pomnika przy Rudzie do grobu zbiorowego, uczyli się tekstów, które mieli zaprezentować widzom, analizowali, które słowa powinny wisieć na ogrodzeniu kąpieliska Ruda na drodze tego swoistego Marszu Żywych, drukowali zaproszenia, rozdawali je w mieście i ćwiczyli swoją inscenizację teatralną owianą tajemnicą.

Byłam w 100% pewna, że wszystko wyjdzie perfekcyjnie. Mamy fantastyczną młodzież i jak ktoś na nią narzeka, to powinien w momencie wypowiadania złych słów o młodych ludziach, od razu dostać w ciaprok. A młodzież z Boguszowic to jest w ogóle „nadrewelacyjna”. Taka mega, jak to się mówi.

Kryptonim 446 (39)Początek wydarzenia zaplanowano na 20.30, by już było ciemno. Niestety w tym samym czasie na stadionie – tuż obok odbywał się mecz piłki nożnej, więc potężne reflektory ciemność rozświetlały. Smaczku dodawały też radiowozy policyjne, które stały w pobliżu  😉

Kryptonim 446 (34)

Przyjechałam pod pomnik na godzinę przed rozpoczęciem całej imprezy. Wszyscy pracowali jak pszczoły, podzieleni na rejony (a teren do obskoczenia był spory). Jedni wieszali duże plakaty na płocie basenu, inni rozstawiali słoiki z podgrzewaczami, jeszcze inni je zapalali, w lesie trwały nadal próby, pomocna firma prywatna oświetlała te próby, niektórzy po raz kolejny przepowiadali sobie kwestie, które mieli wygłosić.

Kryptonim 446 (41)

Na stadionie było słychać jakieś okrzyki radości (a może zawodu), zaś nad pobliskim byczym centrum handlowych, którego nazwy nie wymienię, bo za reklamy mi nie płacą, krwawiło niebo po deszczu, który wiedział, że ma się skończyć.

Kryptonim 446 (36)

O 20.30 się zaczęło. Gimnazjaliści pięknie i bez tremy opowiedzieli widzom, którzy dopisali, historię tego miejsca. Bez patosu, bez nadmiernego epatowania tragizmem. Tak zwyczajnie.

Kryptonim 446 (55)

Potem przeszliśmy z pochodniami w pierwszym rybnickim Marszu Żywych od pomnika, czyli miejsca śmierci, do mogiły zbiorowej, czyli miejsca pochówku ofiar. Obok jeździły auta, kończył się mecz, ludzie wychodzili z zakupami i wsiadali do aut, świecił się kompleks basenowy – życie. Dobrze. Tak powinno być. Życie zawsze powinno wygrywać.

Kryptonim 446 (46)

Kryptonim 446 (54)

Droga przejścia wyglądała niesamowicie przez ten prosty pomysł ze słoikami. W lesie, do którego już nie dochodziły odgłosy miasta czekała na nas uczta duchowa. Całą inscenizację przygotowała pani reżyser Zofia Paszenda z Młodzieżowego Domu Kultury i chylę przed nią czoła. To samo robię w kierunku aktorów. Kapitalne przedstawienie bez słów. O tolerancji, wolności, empatii i pamięci.

Kryptonim 446 (61)

Kryptonim 446 (62)

Nakręciłam filmik, ale ponoć nie wyświetla się on na wszystkich przeglądarkach. Nie mam aż takiego polotu, by opisać to co zobaczyłam, więc odsyłam do YT.  ➡ Projekt 446 na YT

Kryptonim 446 (64)Na koniec był jeszcze gimnazjalny laureat konkursów recytatorskich recytacji i Miłosz. Miałam łzy w oczach.

Dziękuję Wam wszystkim. Nie należy się obawiać o nasze jutro, gdy mamy taką młodzież i takich nauczycieli-mistrzów. Oni będą rozsiewać te ziarna tolerancji, empatii i wolności. Parafrazując moich ulubionych Fisza i Emade powiem, że oni będą  „Uciekać hen przez śnieg od tych, co tęsknią do wojen„. Bo mają serca i się nie boją.  ➡ Fisz Emade Wojna

I ostatnie zdanie. Szkoda, że tego projektu nie obejrzał nikt z osób, które debatowały w tym czasie o wielkiej kulturze w Teatrze. Mała kultura czasem jest większa niż ta duża.

Luty 12

Juliusz Roger w Uniwersytecie III Wieku

Za każdym razem, gdy mam pogadankę w rybnickim Uniwersytecie III Wieku jestem zaskakiwana czymś nowym. Tym razem tym zaskoczeniem była ilość słuchaczy. Takich tłumów jeszcze na moim wykładzie nie było. Na zdjęciu wszystkich nie widać  😉

J.Roger UIIIW (7)

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Juliusz Roger w Uniwersytecie III Wieku została wyłączona
Listopad 24

Rybniccy Żydzi w Zespole Szkół Technicznych

TG 24.11.2015 (9)Trzeci raz z niesamowitą radością opowiadałam uczniom Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku, który dla mnie na zawsze pozostanie Technikum Górniczym, o rybnickich Żydach. W kolejnym Szkolnym Tygodniu Edukacji Regionalnej dyrekcja szkoły oraz jej nauczyciele (chwała im za to!) uznali, że warto młodzieży mówić o wszystkich rybniczanach, którzy kiedyś mieszkali w naszym mieście.

Takie wykłady zawsze uskrzydlają, szczególnie gdy prawie wszyscy słuchają. Nawet ci, którzy pierwszy raz słyszą pojęcie synagoga, czy macewa i dla których historia to jest takie bleeee.

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Rybniccy Żydzi w Zespole Szkół Technicznych została wyłączona
Luty 4

Upamiętnienie Marszu Śmierci

Kilka subiektywnych NAJ z okazji rocznicy marszów

W ostatnich tygodniach zarówno Rybnik, jak i okoliczne miejscowości upamiętniały 70-tą rocznicą Marszów Śmierci, które w styczniu 1945 roku przechodziły przez naszą część Śląska.

Najwięcej niesamowitych informacji, faktów i wiadomości wyniosłam z konferencji zorganizowanej przez muzeum w Wodzisławiu Śląskim. Wysiedziałam wiele godzin, do samiuśkiego końca, w dodatku na podłodze, pod oryginalnym pasiakiem i ani jeden ziew nie pojawił się na mojej buzi. Zrobiłam kilkanaście stron notatek i jeszcze poznałam pana Klistałę!

17.01.2014 Konfa W-slaw (22)

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Upamiętnienie Marszu Śmierci została wyłączona
Sierpień 14

Wizyta Mannebergów na Śląsku w 2014 (cz.1)

No i po wizycie rodziny Mannebergów na Śląsku 🙂

Był to niezwykły tydzień i nie będzie mi go łatwo opisać, bowiem tyle rzeczy się działo, tylu nadzwyczajnych ludzi poznałam i spotkałam, że przelanie tego na klawiaturę na pewno nie odda emocji i wzruszeń. Jednak spróbuję 😉

Niedziela, czyli powitania

Mimo różnych politycznych i wojennych trudności wszyscy goście dotarli do Polski i Rybnika bezpiecznie. Część via Warszawę i Katowice, a część przez Kraków.

Susan, która przyleciała z Berlina, to Amerykanka, profesor na Uniwersytecie Northwestern. Jej rodzina pochodzi z Wodzisławia i głównym celem tej wizyty miał być właśnie dawny Loslau oraz Opole. Dziadek Susan urodził się w Wodzisławiu, był odznaczony dwukrotnie Żelaznym Krzyżem za udział w I wojnie, jeszcze przed którą osiadł w Opolu i tam został pochowany na cmentarzu żydowskim w 1924 roku. Ismar Manneberg był bardzo cenionym prawnikiem i zasłużonym dla społeczności ówczesnej stolicy prowincji górnośląskiej.

Michael przyleciał z Bazylei i z kolei jego dziadek Josef był rybniczaninem również zasłużonym dla miasta, w którym mieszkał aż do 1939 roku.

Eli oraz jego żona Ruth przylecieli zaś z Izraela. Eli to kuzyn Michaela, czyli też wnuk Josefa Manneberga. Cała trójka Mannebergów, do końca nie wiadomo w jaki sposób ze sobą rodzinnie powiązana, obrała za miejsce pobytu nasz Rybnik, bo jakże mogło by być inaczej 😉

Pierwszy dzień to były powitania – lotniskowe, hotelowe oraz historyczny spacer po Rybniku, czyli sprawdzenie jak się ma kamienica przy Sobieskiego i jak nasze miasto pięknieje, choć jeszcze jest rozkopane na maksa.

3.08.2014 (17)

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Wizyta Mannebergów na Śląsku w 2014 (cz.1) została wyłączona
Luty 20

Opowieść z szuflady o Jakubie i Dawidzie

Dawno nie przeżyłam tak mocnych emocji, jak podczas pogadanki na temat dwóch rybnickich żydowskich chłopców, którym los pozwolił przeżyć wojnę, choć rodziny zabrał.

Lubię chodzić do Uniwersytetu III Wieku, bo to tam, ileś  lat temu, publicznie debiutowałam ze swoimi opowieściami o Żydach. Tym razem studenci chcieli posłuchać o Jakubie Kupermanie i Dawidzie Danielskim (obecnie Danieli). Obaj chłopcy mieszkali w Rybniku, pochodzili z żydowskich rodzin, po zakończeniu wojny już tych rodzin nie mieli – zostali sierotami.

Ich życiorysy są odmienne od siebie, bowiem Jakub wojnę przeżył w obozach, Dawid zaś w śląskiej – rybnickiej rodzinie.

20.02.2014 Wyklad UIIIW (5) (Kopiowanie)

Czytaj dalej