Październik 8

Ku pamięci dziadka, z podziękowaniami dla Teatru SAFO

Sielankowa niedziela przed wyjazdem do Berlina. Za oknem deszcz, czerwieniejące liście na hałdzie, kawusia na stole, prawie wszystko spakowane. Niby zero spraw na głowie, a jednak coś do zrobienia. Coś, na co wcześniej nie miałam czasu, a dziś akurat tak.

Mam na myśli podziękowanie dla Teatru SAFO za spektakl, który co prawda obejrzałam już jakiś czas temu, ale z uwagi na to, że wczoraj był wystawiany ponownie, to podziękowanie jest na czasie.

Kasiu (to do Kasi Chwałek – reżyserki), drodzy występujący (to do aktorów), szanowni autorzy książki „Jo był ukradziony” (to do panów Kazimierza Miroszewskiego oraz Mateusza Sobeczko) a także pozostała grupo, która tyle zrobiła by przypomnieć o tragedii Górnoślązaków w 1945 r. : DZIĘKUJĘ.

Miałam jednego śląskiego dziadka, którego pamiętam jak przez mgłę. Odszedł, gdy miałam ciut ponad 6 lat, ale nadal pamiętam, gdy pasłam z nim kury na rancie za domem, gdy opowiadał mi o utopcach, które go goniły, jak wracał z roboty (najczęściej, wtedy, gdy był „na cyku”). Nie zapomnę nigdy gdy wsadzał mi pod kołdrę flaszkę z gorącą wodą, by mi nie było zimno pod tą kołdrą z poszwą nakrochmaloną przez babcię na totalnego sztywniaka. Huśtał mnie na nodze i śpiewał: „Roz, dwa, trzi, sztyry, mioł jedyn Żyd pełno rzić szmyry”. Babcia go zawsze wtedy po niemiecku strofowała  😉 Kto wie, może przez tą durną przyśpiewkę od zawsze do Żydów miałam sentyment. Robiliśmy razem fojerę za domem i ogień w piecu w łazience. Do dziś uwielbiam ogniska i ogień. Dziadek był ciepły, kochany dla mnie, choć jako mąż to różnie bywało. Pamiętam jak odszedł i leżał w domu w trumnie. Zakazano mi wchodzić do tego pokoju, ale po kryjomu się wślizgnęłam, gdy Mama nie widziała. A potem już tylko pogrzeb i oszałamiający zapach byczej lipy nad jego grobem. Nie pamiętam, czy cierpiałam, że odszedł. Myślę, że tak. Mamy wspólne tylko dwa zdjęcia.

I w imieniu tego dziadka Wam wszystkim wymienionym powyżej dziękuję. Mój śląski dziadek wraz z całą rodziną podpisał, czy też został wpisany na Volkslistę. Taki wybór: Volkslista albo Auschwitz. Też bym podpisała, by ratować dzieci i współmałżonka. Od zawsze wiedziałam, że dziadek został zaraz po wojnie aresztowany przez Ruskich i wywieziony do obozu w Oświęcimiu, a następnie do Płaszowa. Widziałam też, że był krótko w Wehrmachcie. Zwolniono go, gdyż miał silną skoliozę i chyba był totalnie bezużyteczny dla armii niemieckiej, nawet w końcowej fazie wojny. Parę lat temu, w albumie kuzynki znalazłam zdjęcie dziadka w mundurze wojska niemieckiego. Ten jeden ze zgrabniejszych mundurów, na moim dziadku wisi jak worek. Dziadek wygląda w nim jak czysty śląski ciulik (sorry dziadku, ale taka prawda).

W książce „Jo był ukradziony” dziadek jest wymieniony, jako więzień obozu w Płaszowie, aresztowany przez Armię Czerwoną.

Na pewno był tam 9 maja 1945 roku, gdyż wtedy dotarła do Krakowa babcia, która zapamiętała radość na ulicach z okazji końca wojny. Miała możliwość go zobaczyć. Nie wiadomo jak długo był przedtem w obozie przymusowych prac, jak to zgrabnie nazywano, w Oświęcimiu. Według taty wrócił do Chwałowic jesienią 1945 r. W sumie był szczęściarzem, gdyż Wehrmacht go wypluł i nie dostał się na front wschodni, jak jego młodszy brat Alfred. Alfred, też Ślązak ale bez skoliozy, dostał się na wschodzie do niewoli, potem do Karagandy i wrócił około 1948 roku. Nigdy nikomu nie powiedział słowa o swoich przeżyciach. Dziadek ponoć też ani o Płaszowie, ani Oświęcimiu nie mówił.

Jedyny ślad znalazłam w Archiwum Państwowym w Raciborzu. Jak widać wpłynęła sprawa Józefa Ochwata, ale odroczył ją Urząd Wojewódzki.

Niczego więcej o dziadku nie znalazłam w AP, choć widziałam inne odręczne pisma, które miały takich adresatów:

Los dziadkowi sprzyjał, gdyż nie dostał się do „Zgody” w łapska Morela, ani nie wywieziono go pociągiem na daleki wschód. Tu przy okazji kilka słów o spektaklu, który powstał na kanwie książki „Jo był ukradziony”. Już miałam przyjemność podziwiać kunszt reżyserski Kasi Chwałek oraz talenty jej aktorów z Teatru SAFO. Przypomnę czytelnikom Szuflady o ➡  Teatrze Zbrodni, czyli filii Auschwitz w Rydułtowach .

Kasia wie jak poruszyć widza. Kasia potrafi wydusić z aktorów wszystko. Kasia wybiera do ról najlepszych z najlepszych. Byli genialni, ale jeden był the best of the best. Ponownie muszę stwierdzić, że jestem dumna, że go znam. Granie trzech odmiennych postaci, w tym zbrodniarza Morela, to dla aktora-amatora niesamowite zadanie i wyzwanie. Remik skąd się u Ciebie biorą takie pokłady siły? Gdzieś Ty się chował, gdy nie grałeś na scenie? W jakiej dziurze Ty byłeś schowany zanim Ci Kasia dała takie role?

Nagrałam kulminacyjny moment sceny z Morelem, ale z uwagi na brutalność oraz ostre słowa, które padały z ust Salomona Morela nie wiem, czy się czytelnicy nie oburzą. Poza tym spektakl był dla osób dorosłych, a na Szufladę mogą trafić dzieci, więc… Gdyby jednak ktoś chciał, to podsyłam link do ➡  YT. Podkreślam jednak: UWAGA! TYLKO DLA WIDZÓW DOROSŁYCH! 

Na koniec jeszcze raz: Dziękuję Wam i chapeau bas! 

P.S. Wczoraj przedstawienie w Rydułtowskim Centrum Kultury obejrzał mój tata i był zachwycony 🙂

P.P.S. Od teraz już relaks i wnet Berlin 🙂

Kategoria: Judaika, Różniste | Możliwość komentowania Ku pamięci dziadka, z podziękowaniami dla Teatru SAFO została wyłączona
Sierpień 5

Ja siama

Miało być o Doris Aronade, jednak będzie bardzo, ale to bardzo prywatnie. Prywatnych szufladek mam sporo i nie lubię ich otwierać, ale uznałam, że zawartość tej pokażę.

„Ja siama”

Najpierw była Stefkiem Burczymuchą, bo burczała w brzuchu i miała płeć nieokreśloną. Gdy pan doktor, w iluś tam procentach, mógł określić: będzie dziołszka, to została Magdą. Potem ją pan doktor swoimi wielkimi łapskami ze śmiechem wypchał na świat. Pierwsze pytanie: „To ona jest ruda?”  :mrgreen: Nie była.

Po trzech miesiącach zaczęła podróżować. Do nosidła, do auta, do Babci, po pracy od Babci, do nosidła, dom. I tak wkoło. Potem szybko zaczęła gadać jak opętana, od razu pokazując uparty i stanowczy charakterek. Ja siama. Typowy Wodnik. Niezależny, nie ulegający wpływom.

Rodzaj podróży powoli się zmieniał. Lazła tam gdzie my. Chaszcze, chwasty, krzaki, lasy, wysokie góry w niewłaściwym dla szkraba wieku (ojjjj, nie byliśmy zbyt rozsądnymi rodzicami), kirkuty, zapomniane i ukryte dziedzictwo, o którym wtedy za bardzo nie miała pojęcia. Ale łaziła wszędzie bez strachu.

Już wtedy wykrystalizowało się marzenie życia: Zostanę archeologiem. Nie zabroniłam, nie odradziłam. Chcesz – bądź.

Potem odeszła Babcia. Nagle ośmiolatka stała się dorosła. Po jakimś czasie przyszedł bunt przeciw moim zainteresowaniom, bo ona „siama” i ma swoje. Pragnienie bycia archeologiem na moment wygasił Quentin Tarantino. No, ale jeśli dziesięciolatce pozwala się na obejrzenie Fikcyjnej Pulpy w wersji niewypipanej, to nie może być inaczej. Kupiona kamera, która miała służyć do nakręcenia oskarowego filmu przydawała się do filmowania zaniedbanych cmentarzy żydowskich, jorcajtów w Leżajsku, czy innych, bardziej dla mnie interesujących, spraw i miejsc.

W gimnazjum ksiądz mówił do niej „Ty od Żydów”. Wtedy to właśnie posłałam jej zdjęcia z Milówki na nowo powstający serwis ➡ Kirkuty.  I wówczas wymyśliła, by napisać mini pracę o rybnickich Żydach, dzięki czemu mnie oświeciło, że patrzę po innych okolicach a swoimi się nie zajmuję.

Cały czas jednak trwała przy swoim: archeologia. Bo ona siama. Musiała mieć coś swojego, a nie maminego. Potem było liceum, zafarbowanie łba na rudo 😉 , fascynacja betonem, czyli bunkrami i cel główny: ARCHEO i kopanie w Egipcie. Czasem dało się ją jeszcze namówić na rodzinny wypad cmentarny.

Zwiedzenie Egiptu wszerz i wzdłuż tylko pogorszyło sprawę, bo utwierdziło ją w swoim postanowieniu. Przyszedł konflikt z historykiem, bo ona siama wiedziała jak się uczyć do przyszłorocznej matury. Siama też przygotowała się (noooo, przy lekkiej pomocy mamy 😉 ) do konkursu Fundacji Szalom, co zaowocowało indeksem na UW, olanym zresztą, bo nie był to indeks na archeologię, a „tylko” na historię. Gdy dziś sobie przypomnę, jak wylazła na scenę i powiedziała: „A ja dziękuję swojej mamie”, gdy wszystkie dzieci dziękowały nauczycielom, to zaraz mam łzy w oczach.

Tak myślę, że nie zdając sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, powoli zaczynała sięgać po pałeczkę, choć wtedy podświadomie broniła się przed tym całym jestestwem. Na półkach przybywało książek o archeologii, ceramice, Egipcie, itd.

W tym samym roku jeszcze jedno wydarzenie było dla nas obu istotne. To był ten moment, gdy Zygmunt Rolat odwrócił się i spojrzał na nastolatkę odbierającą z rąk Ambasadora Izraela dyplom za ratowanie dziedzictwa żydowskiego. Nie Ambasador, nie ten dyplom, a obecność i spojrzenia Rolata oraz Tomasza Blatta – uciekiniera z Sobiboru. O rozmowie z „kirkutowym” guru – panem Janem Jagielskim nie wspominając.

Następnego roku, jadąc w pociągu do Lublina, na żydowski objazd  organizowany przez Muzeum Polin, usłyszałam przez telefon, że zdała rozszerzoną maturę z historii na 98%. Bo nauczyła się jej tak jak chciała. Siama. Archeo na UJocie zdobyła z palcem w d…

Potem przyszły pierwsze praktyki przed studiami. Łopata, upał, kopanie w skale. Maszkowice i Góra Zyndrama. Pasja nie przeszła. Pierwszy wyjazd na praktyki do Egiptu.

Potem kolejny, porewolucyjny. Potem trzeci, jeszcze Jordania, a nawet walcząca Ukraina. A ja za każdym razem przez lapem śledząca czy samolot leci, czy wylądował. Bo ona tam siama. Archeo było na pierwszym miejscu. Żadni tam Żydzi. Choć muszę być sprawiedliwa i powiedzieć, że jak nasz przyjaciel Sławek Pastuszka organizował akcje na cmentarzu w Pszczynie, to zaiwaniała na kirkucie.

Wkurwiał ją stan wielu cmentarzy – jak choćby Mysłowic lata temu, ale nadal było na pierwszym miejscu archeo.

I nagle przyszedł jakiś przełom, zwrot, cholera wie co się stało, ale oświadczyła, że idzie równolegle na judaistykę, bo chce napisać pracę o wykorzystaniu archeologii w badaniach nad Holokaustem. Walczyła z promotorem, by napisać to na archeologii, ale się nie udało. Musiała napisać o jakichś polepach z osady kultury pucharów lejkowatych (cokolwiek to oznacza) w Mozgawie.

Potem nauka hebrajskiego, absolutorium z judy i w międzyczasie poszła na podyplomówkę w Muzeum Auschwitz. Przestało przybywać książek o archeo, a półki zaczęły się uginać od Bełżca, Majdanka, procesów zbrodniarzy itp. Zaczęła chwytać tą pałeczkę, którą jej podaję. Choć ja wiem, że ona siama, więc idzie bardziej w stronę ludobójstw, które dla mnie są zbyt dołujące. Wolę historie o ludziach.

Mijający tydzień mi uświadomił, że prowadzi w tej sztafecie, a ja zostałam już z tyłu. Jej wyjazd na Lubelszczyznę, by móc pracować z panią archeolog profesor Caroline Sturdy Colls , na której badaniach chce oprzeć swą koleją pracę magisterską utwierdził mnie, że biegnie właściwą drogą.

(fot. Piotr Sewruk)

(fot. Piotr Sewruk)

Archeologia też była właściwa, bo to dzięki niej wiele się nauczyła. Na Lubelszczyźnie zaiwaniała wraz z innymi wolontariuszami na 3 zadżunglonych cmentarzach w hycu, kleszczach, chaszczach i innych ciulstwach. Dzięki ich wspólnej pracy, walające się bez poszanowania, szczątki bezimiennych ofiar zamordowanych na kirkucie w Piaskach (a zgładzono tam ok. 2000 Żydów) zostały złożone w ziemi zgodnie z Halachą. Mini reportaż o ich pracy nadała ➡ TVP Lublin  Rudy łepek też widać 😉

Jestem z Ciebie dumna Dusiu! Robisz ważne rzeczy siama! Choć wiem, że jak dotrzesz dziś w nocy do domu, to zaraz się powadzimy z jakiegoś błahego powodu :mrgreen:

A teraz przepraszam za ten pean na cześć własnej córki. Myślę, że wszystkie mamy mnie zrozumieją. No i coś na koniec. Znam jedną szaloną mamę, której córka jeszcze jest na etapie dziecięcego „ja siama”, ale jak Karola będzie dalej tachać swoją Helkę na wszystkie kirkuty, to ani się nie obejrzy jak z Heli wyrośnie dziewucha, która też sięgnie po żydowską pałeczkę.

(Na zdjęciu powyżej roczek w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich i Karolina Jakoweńko z Magdą, czyli przyrodnie siostry, gdyż ktoś kiedyś uznał, że Karola jest moją córką, co mi bardzo pochlebiło. Reszta towarzycha to załoga i przyjaciele Domu Pamięci.)

Kategoria: Judaika, Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Ja siama została wyłączona
Luty 17

Koty – cmentarni strażnicy

Nie wypada, by miłośniczka kotów siedziała cicho w takim dniu, jak dzisiejszy. Nawet profilowe zdjęcie „Szuflady” jest kocie i choć seria z zawstydzoną i obrażoną Mrużką ma już ponad 4 lata, to nadal ją lubię  😉

Jednak to nie własne koty chcę dziś pokazać. Przy okazji cmentarnych podróży zdarza mi się spotykać strażników, którzy pilnują grobów, złowrogo patrząc, gdy ktoś naruszy spokój pogrzebanych. Tak na przykład spojrzał na mnie ten cudny dziki kot na cmentarzu żydowskim w Katowicach.

Jego kolega w tym samym czasie kompletnie mnie ignorował i miał w dupie.

Pewnego roku, przy pracach renowacyjnych na żydowskim cmentarzu w Pszczynie, obserwacje prowadził kot (kotka?), który w momencie, gdy odłożyłam grabie i wzięłam aparat, odwrócił się dystyngowanie i odszedł. Być może uznał, że choć naruszamy mir cmentarny, to jest to w dobrej wierze.

Z kolei na ogromnym kirkucie tarnowskim koty mają swoje własne M-2, a może i M-3 😉 Jest to zrozumiałe, bowiem obszar do kontrolowania jest tam przeogromny.

Jeden z tarnowskich strażników wygląda tak.

Jedyna kotka (chyba w rui), która do mnie podeszła była częstochowianką. Pilnowała grobów masowych no i cmentarza. Obserwowała nas przez wiele minut, w końcu ośmieliła się podejść i uznać naszą obecność na jej terenie.

I na koniec potomkowie Muezzy, czyli ukochanego kota proroka Mahometa, pilnujący grobów w Sarajewie.

Międzynarodowy Dzień Kota dobiega końca, czas więc na sen z mruczącą Mrużką w stopach. Masza woli sypianie z Młodą 😉 Mrauuuuuu  :mrgreen:

Kategoria: Judaika, Różniste | Możliwość komentowania Koty – cmentarni strażnicy została wyłączona
Grudzień 31

Dziękuję i Do Siego!

Szuflada jest otwarta dla czytelników od ponad 3 lat.  Wczoraj liczba odsłon tych moich grafomańskich wpisów przekroczyła 33.000 😆

Pierwotny zamysł założenia strony firmowej oraz odciążenia „Zapomnianego Rybnika” od przynudzania swoimi jednostronnymi zainteresowaniami, przekształcił się w bloga o Żydach z Rybnika, Górnego Śląska oraz o  innych sprawach, w które się angażuję.

Rzadkość wpisów nie wynika z braku tematów. Raczej to brak czasu. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni w 2017.

Na razie żegnam 2016 rok – dobry rok, w którym spotkałam na swej drodze znowu tylu życzliwych ludzi.

Rok, w którym znalazłam nowy Dom w Gliwicach – Dom Pamięci Żydów Górnośląskich. Przy okazji też, same Gliwice zaczęłam traktować jako drugi Heimat.

Rok, w którym mogłam w tym Domu uczestniczyć w fantastycznych spotkaniach, słuchać wykładów mądrych, charyzmatycznych i niesamowitych osób.

Rok, w którym w tym Domu wisiała wystawa moich zdjęć (!!!), pod którą siedział sam Michał Nogaś.

Rok, w którym w tym Domu mogłam opowiedzieć gliwiczanom o rybnickich Haasych i o rodzinie Weissenbergów.

Rok, w którym w tym Domu siedziałam razem ze Sławkiem Pastuszką i dr. Jackiem Proszykiem jako goście specjalni!

               (fot. Heniek z forum Eksploratorów)

Rok, w którym reprezentowałam rybnickich Żydów w Muzeum Galicja na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.

           (fot. Alicja)

Rok, w którym w Rybniku odsłonięto pomnik Juliusza Haase i nawet poproszono mnie o pomoc w ściąganiu szarfy.

Rok, w którym znowu z radością mogłam pomagać młodzieży w różnych konkursach związanych z kulturą żydowską.

Rok, w którym zwiedziłam dziesiątki cmentarzy żydowskich i synagog.

                 Muszyna

                 Grybów

                   Bobowa

                  (Baligród)

Rok, w którym doznałam wielu życzliwości i usłyszałam mnóstwo miłych słów w trakcie spacerów po Rybniku organizowanych przez halo! Rybnik.

              (fot. Ania Zdrojewska)

Rok, w którym Zapomniany Rybnik skończył 10 lat.

W tym mijającym roku działo się jeszcze wiele innych rzeczy, które radowały, inspirowały, podnosiły adrenalinę a nawet wyciskały łzy. To hipcie lubią najbardziej  😉

Dziękując Wam wszystkim za docieranie do tego zakątka Internetu, życzę dużo zwykłych radości, codziennej uciechy z życia, mało defetyzmu dookoła i i zerowej ilości „dobrych zmian” w 2017 roku!

Małgosia  🙂

Kategoria: Judaika, Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Dziękuję i Do Siego! została wyłączona
Luty 12

Juliusz Roger w Uniwersytecie III Wieku

Za każdym razem, gdy mam pogadankę w rybnickim Uniwersytecie III Wieku jestem zaskakiwana czymś nowym. Tym razem tym zaskoczeniem była ilość słuchaczy. Takich tłumów jeszcze na moim wykładzie nie było. Na zdjęciu wszystkich nie widać  😉

J.Roger UIIIW (7)

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Juliusz Roger w Uniwersytecie III Wieku została wyłączona
Październik 28

Rozmowa z babcią

Babcia przed wojnaMoja rozmowa z Babcią, której nigdy nie przeprowadziłam, bo byłam za smarkata, za głupia i miałam fiu bździu w głowie. Spisałam ją na potrzeby warsztatów blogowych, w których brałam udział i dzięki którym nie dość, że znowu poznałam fantastycznych ludzi, to jeszcze wgłębiłam się w jakieś nieznane i zawikłane historie rodzinne.

Publikuję tą rozmowę, gdyż jestem jedynym żyjącym ogniwem po kądzieli i nikt mnie za to nie pozwie do sądu 😉  No chyba, że Babcia, tam, gdzieś, kiedyś, da mi w łeb. Wczoraj, gdy mnie poproszono, by publicznie wejść w rolę Babci, czyli by odczytać jej/moje słowa emocje wzięły górę i w pewnym momencie ściśnięte gardło i łzy pozbawiły mnie głosu.

Sorry Babciu, puszczam to w eter. BTW im bardziej się starzeję, tym bardziej się robię do Ciebie podobna.

__________________________________________________________________

Czytaj dalej

Kategoria: Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Rozmowa z babcią została wyłączona
Wrzesień 3

Uchodźca, uchodźcy

Tsunami nienawiści zalewa nasz świat i powoli chwieje się w posadach Stara Europa, jakby nie pamiętała, co taka nienawiść do innych może spowodować. Jakby wymazała z pamięci komory gazowe, obozy zagłady, mordowanie dzieci, znakowanie ludzi, rozdzielanie na lepszych i gorszych. Jakiś historyczny zawijas sprawia, że w tak trudnym czasie dla współczesnego świata ci, którzy kiedyś wyrządzili mu tyle krzywd, nagle okazują się humanitarni. Pragmatyzm? Ekonomia? A może nie ma w nich już nacjonalizmu? Jakiekolwiek są pobudki, to kłaniam się Wam sąsiadom – Niemcom. Tak jak i dalekim wyspiarzom z zimnego kraju.

Czytaj dalej

Kategoria: Judaika, Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Uchodźca, uchodźcy została wyłączona
Marzec 26

Go purple!

Purple Day.

Skojarzenia

„Purple rain”… bleee, nie lubię Prince’a. 

Purpurowe pierwiosnki gruzińskie już wyściubiły buzie. Ponoć kolor utożsamiany jest z próżnością, ekstrawagancją i indywidualizmem. Gdzież u tych bidulków próżność?

23.03.2014 (20)

Czytaj dalej

Kategoria: Różniste | Możliwość komentowania Go purple! została wyłączona
Marzec 21

Chwałowicka hałda pierwszego dnia wiosny

Zachwycić się parkiem jest łatwo. Każdy zobaczy piękno w purpurowych rododendronach. Poprzycinane krzewy i wymuskane trawniki są wizytówkami miast. Wiosna w takich miejscach jest kolorowa, pachnąca, bogata. Taka bombonierka. Słodkość aż do korzeni zębów sięga i trzeba je zaraz myć pastą do Senso… itd. (nie lokuję produktu).

A na hałdzie? Chaotycznej, ciągle sypanej, z torem kolejowym, śmieciami, słupami, spychaczami, itp., itd.?  Jaka jest tu wiosna? Aaa, jest jak tytka kukułek. Zwykła i ze smakiem babcinym. Albo jest jak kołoczyk z Ochwatowej piekarni.

Mówili dawniej, że każda potwora znajdzie amatora. Moja hałdusia też  :mrgreen: Oblazłam z okazji pierwszego dnia wiosny ten mój hałdziany ekosystem i zmniejszyły mi się wyładowania w głowie  😆 Do teraz się oblizuję.

P1510395

Czytaj dalej

Kategoria: Różniste, Rybnik | Możliwość komentowania Chwałowicka hałda pierwszego dnia wiosny została wyłączona