Marzec 7

Hazynhajda

To miejsce darzę ogromnym sentymentem. Wielki park, ofiarowany miastu pod koniec XIX wieku przez żydowskiego przedsiębiorcę, radnego, filantropa – Juliusa Haase (pisałam o nim 5 lat temu tu ➡ Juliusz społecznik). Na cześć darczyńcy nazwany Haasenheide.

Bodajże najstarsza karta przedstawiająca park ma właśnie opis: „Haasenhaide. Gruss aus Rybnik. O.S.”. Widać na niej, jak eleganccy mężczyźni spacerują po świeżo wytyczonych i obsadzonych zielenią alejkach. Na drugim planie wije się droga z Chwałowic do Rybnika, który jest gdzieś tam w oddali.

W czasach niemieckich, ten fragment Rybnika był ulubionym tematem na pocztówkach. Po „Stadtparku” przechadzały się rodziny.

Rybniczanki w długich sukniach kryły się przed słońcem w cieniu wielkich drzew.

Kto wie, może te widokówki sponsorował sam Julius Haase. Ta poniższa, na której widać rok nadania 1904, jest z czasów, gdy jeszcze mieszkał w Rybniku. Przyglądający się z troską roślinom, dwaj mężczyźni, to mogą być urzędnicy miejscy sprawdzający, czy przyjęły się posadzone przy Alejce Haasego dęby Bismarcka.

Po wybudowaniu tarasu widokowego, który jest istniejącym do dziś, przeuroczym elementem małej architektury z początków XIX w., wydawcy uznali, że to się może sprzedać 😉 I chyba sprzedawało, bo aż na trzech pocztówkach przedstawiono „Stadtpark-Terasse”. Park tętnił życiem. Były koncerty, mała restauracyjka, rybniczanie dreptali z miasta do tej zielonej oazy z wielką ochotą.

A jak już tam przydreptali to patrzeli na to, jak pięknie wyglądało nasze miasto od strony Hasenheidy! Widać było żydowski sierociniec, Juliuskrankenhaus, starostwo, budynki przy dzisiejszej Świerklańskiej, Antoniczka. Całe miasto buchało zielenią. Przynajmniej ja tak to widzę 😉

W 1905 roku park został powiększony o parę hektarów, które nabyło miasto. Cztery lata później fundator – Juliusz Haase został honorowym obywatelem miasta Rybnika. Jakiś czas potem zostawił Oberschlesien i przeniósł się do Berlina, gdzie zamieszkał w takim paradnym budynku przy Kaiserallee 209.

No, a potem odszedł w wieku 64 lat. Pochowany został na cmentarzu żydowskim Weissensee. Niestety, gdy tam byłam ponad 2 lata temu, to kwatera, w której spoczął Julius, a następnie jego żona, była zawalona drzewami po przejściu huraganu Ksawery. Wiem, że groby małżonków istnieją, ale ich nie znalazłam. Świat jednak, mam nadzieję, jeszcze się nie kończy, więc kiedyś tam wrócę.

Gdy Rybnik stał się polski parkowi zmieniono nazwę z Hasenheide na Kozie Górki (ewentualnie Kozie Góry). Choć jeszcze w 1924, a nawet w 1925, w prasie robotniczej, gdy informowano o obchodach święta 1 Maja, to używano nazwy oryginalnej. Towarzysze szli w pochodzie na Hasenheide 😉

Obecnie park zwą i Kozie Górki, i Hazynhajda, i Hajda. Tą ostatnią nazwę przyjęła jedna z lepszych restauracji rybnickich, która od wielu lat działa w środku tej zielonej plamy. Stoi tam też tablica informacyjna, która w kilku językach skrótowo przedstawia historię tego miejsca.

Sam Julius jest upamiętniony w parku w dwóch miejscach. Od lat stoi stary obelisk przy Restauracji Hajda. Parę lat temu miałam wielką przyjemność, by pociągnąć za szarfę i odsłonić jego nowy pomnik wraz z prezydentem miasta oraz przedstawicielką dzielnicy Meksyk.

W pobliżu parku, niejako w jego otulinie, przez lata stała ruina dawnego hotelu – domu gościnnego o nazwie „Rondo”. Jeszcze dziś można w internecie natrafić na zdjęcia przedstawiające zarówno środek jak i obejście tego należącego do PKP byczego bloku. Wielki komunistyczny moloch swym zdewastowanym obliczem psuł wizerunek pobliskiej Hazynhajdy.

Ponad 3 lata temu pojawiły się informacje, iż ktoś kupił, ktoś coś zmierza, ktoś chce z tego opuszczonego i zrujnowanego ośrodka zrobić mieszkaniową perełkę. Po jakimś czasie okazało się kto i to już zaczęło dobrze wróżyć. Nie żaden szemrany zewnętrzny deweloper, a dziołcha „stond” – „naszo”. Rudo dziołcha z „pałerem”, jak to mówią. I ta dziołcha to kupiła, wyremontowała, a terozki sprzedowo. Czyli ta dziewczyna to kupiła, wyremontowała i teraz sprzedaje. Ale, zdając sobie sprawę z ważności historii, z potencjału Hazynhajdy, to ta dziewczyna stwierdziła, że należy zajrzeć do „szuflad” z naklejką „Haase”. Z wielką przyjemnością je otwarłam i opowiedziałam co wiedziałam.

Teraz te historie będzie przekazywał miły pan ze zdjęcia, bowiem to on, w imieniu rudej dziołchy, zajmie się sprzedażą. Nie jestem skora do reklamowania prywatnych inicjatyw, ale tą muszę, bo wiem, że Juliusz Haase się ucieszył, że wreszcie otoczenie jego parku wyładniało. On sam inwestował w nieruchomości, lubił piękno, na bank był estetą, więc przylazł do mnie w nocy 😉 i rzekł: Małgosia, schreiben Sie über die Wohnsiedlung „Parkowa”. A czegóż ja nie zrobię dla Julka 😉

Podjechałam pod Osiedle Mieszkaniowe Parkowa. Połaziłam se po Hazynhajdzie, pogadałam z Julkiem w myślach. Doszliśmy do wniosku, że jeszcze ciut za mało zieleni przy budynkach. Obojgu nam by się marzyły pnącza i wiele, wiele kwiatów. Mieliśmy to samo zdanie: jak posadzą tam iglaki, to Julek ich będzie straszyć.

Jednak ostatecznie, gdzieś po 15 minutach, Julek filuternie mrugnął okiem tam gdzieś na wysokościach i powiedział: „Aaaa, napisz”. Szkryfnął podpis i dał przyzwolenie.

No to napisałam. Nie wiem, czy mieszkania są w środku ładne. Nie wiem, czy będzie więcej zieleni. Nie wiem, czy remont był dobrze przeprowadzony i czy drogo, czy też tanio. Ale wiem, że to niesamowite miejsce, że w pobliżu jest kilka hektarów starego, naturalistycznego parku, że zaraz obok jest najlepsza pizza w Rybniku i że Julius Haase będzie czuwać nad tym miejscem. Mazeł tow!


Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Opublikowano 7 marca 2020 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika