Maj 23

Mini reportaż z wizyty wnuków Józefa Manneberga (dzień wywiadów)

Dzień wywiadów, czyli czwartek 23 maja 2013 roku

 Z gośćmi spotkałam się dopiero ok. godz. 11.30, gdyż jechałam na pogrzeb.

Za to z rana spotkała się z nimi w hotelu Julia, o której już napomknęłam kilka dni temu, czyli  dziewczyna, z którą miałam pogawędkę się w Krakowie. Mam nadzieję, że o Julii kiedyś mi przyjdzie tu jeszcze napisać 😉 Po rozstaniu z Julią zostali już tylko dziennikarze 😀  Pani Sabina Horzela-Piskula, której pióro bardzo cenię, z Gazety Rybnickiej czekała na telefon. Spotkaliśmy się na Rynku. Myślę, że i w tym przypadku nawiązały się nici wzajemnej sympatii, tym bardziej, że Sabina mogła sama się z gośćmi dogadywać po angielsku i była do tego wywiado-spaceru wyśmienicie przygotowana.

rybnik (1)

rybnik (2)

 

rybnik (3)

rybnik (4)

rybnik (5)

rybnik (6)
rybnik (8)

Zdjęcia z przechadzki po mieście mówią same za siebie.

W Parku Sztywnych Sabina zagadnęła o wodzionkę, czyli zupę, którą Józef jadał do końca życia w Izraelu, a o której wiedziała ode mnie. Możecie posłuchać, co odpowiedział Eli:  Wodzionka dziadka

Z parku Bukówka (nawiasem mówiąc 7 lat temu, gdy Eli był w Rybniku po raz pierwszy, to ktoś z Urzędu Miasta wskazał mu ten park, jako były cmentarz żydowski) poszliśmy z powrotem w stronę Rynku. Na Rynku Eli opowiedział, gdzie urodził się ich dziadek. A urodził się w kamienicy przy Sobieskiego 2, czyli to nasz dawny „sklep sportowy”, a obecnie Dom Mody. Józef Manneberg urodził się mieszkanku, które Leopold (jego tata, a pradziadek moich gości) wynajmował od rodziny Priesterów. Całe imperium „handlu żelazem” powstało dużo później.

Kuzyni chcieli iść do gimnazjum, po drodze wstępując do kościoła, bo o tym miejscu opowiadali ich ojcowie i dziadek. Michael mi powiedział, że rano już był na mszy, z której nic nie rozumiał, ale która bardzo mu się podobała. W każdym kącie świata chodzi do miejsc kultu religijnego i czerpie z tego siłę. Super! Też tak robię.

 

rybnik (10)

 

Następny przystanek to było gimnazjum na Cmentarnej, czyli nasza stara rybnicka szkoła.

rybnik (11)

Nie mogłam nie opowiedzieć o likwidacji cmentarza przez Niemców i wyrzucaniu ludzkich szczątków w miejscu, gdzie mamy obecnie  parking przy ul. Brudnioka.

rybnik (12)

Jeszcze wspólne spojrzenie na kamienicę dziadka Józefa…

rybnik (13)

Z panią Sabiną i Gazetą Rybnicką pożegnaliśmy się pod Świerklańcem, bowiem gdzieś trza było się wzmocnić przed następnym wywiadem.

rybnik (14)

Opowieść o wizycie będzie pod koniec czerwca „GR” – zarówno w wydaniu internetowym jak i papierowym.

Po obiedzie czekał na nas pan Król z Dziennika Zachodniego, który właśnie przy Sobieskiego 15 ma swą siedzibę. Eli opowiadał historię rodziny po raz kolejny.  A uwierzcie mi, ma dar opowiadania. W końcu to emerytowany nauczyciel.

rybnik (16)

Michael dopowiadał wątki o swoich rodzicach. Opowiedział m.in. o historii, którą przeżył jego tata Ernst. Otóż Ernst w plebiscycie opowiedział się za Niemcami i zachował niemieckie obywatelstwo, choć pracował w Rybniku u swego ojca, czyli Józefa, który z kolei opowiedział się za Polską. Takie zagmatwane losy śląsko-żydowsko-niemiecko-polskie. Na naszym terenie sprawy mniejszości regulowała Konwencja Genewska. Ta sama konwencja działała po stronie niemieckiej. U nas chroniła Ernsta jako Niemca, a po stronie niemieckiej jako Żyda. Po dojściu Hitlera do władzy Ernst i jego żona Ilse (ur. w Katowicach) mieli problemy z uzyskiwaniem pozwolenia na pracę po polskiej stronie, czyli w Rybniku. Sami wtedy mieszkali w Gliwicach. Pewnego dnia Ernst zadecydował, że pojedzie aż do Berlina, by interweniować w jakimś wyższym urzędzie wydającym te pozwolenia. Gdy dotarł przed oblicze oficera ten odmówił wydania zgody na pracę w Rybniku wrzeszcząc, że nie będzie niemiecki Żyd pracował dla polskiego Żyda i państwa. Ernst jeszcze raz próbował nalegać, ale Niemiec przyłożył mu pistolet do głowy i powiedział, że jak natychmiast nie wyjdzie to go tu zastrzeli jak psa.

Ernst wrócił do Gliwic do żony i pierworodnego syna Klausa i podjął decyzję o wyjeździe do Palestyny. Z perspektywy czasu wiemy, że była ona słuszna.

Gdy po kilku miesiącach (ok. 1937 r.), gdy już rodzina była spakowana do wyjazdu na stałe, to z Berlina przyszła zgoda na pracę w Polsce. Ernst z Ilse już z niej nie skorzystali i wyjechali jako pierwsi z całej rodziny do Palestyny. Michael przyszedł już tam na świat na początku lat 40-tych.

rybnik (17)

Tych ciekawostek z życia rodziny było multum, nie byłam w stanie wszystkiego sobie spisać.

Kuzyni jeszcze zwiedzili biura Dziennika Zachodniego zastanawiając się gdzie była kuchnia, gdzie mogła mieszkać Ana – śląska opiekunka, gdzie Janek (ojciec Eliezera) hodował kozę…

rybnik (18)

Wywiady się skończyły, ale nie zakończył się dzień. Poszliśmy tyłami na zaplecze kamienicy Sobieskiego 2, czyli tam gdzie być może było małe mieszkanko, w którym urodził się Józef. I wyobraźcie sobie, że jest jeszcze u nas taka enklawa, takie stare coś, co nie jest oblepione styropianem. Coś co wygląda niezwykle w środku naszego „totalnie odnowionego” miasta.

rybnik (19)

rybnik (20)

Kuzyni długo analizowali, czy to było to, czy nie…

rybnik (21)

Wszyscy ponownie padali ze zmęczenia, ale wiedziałam, że z gośćmi chce się spotkać mój kolega – znawca rybnickiej historii i architektury, właściciel „Galerii Pod Manekinem”, czyli Jacek Kamiński.

Siedliśmy w kawiarence i zamówili pyszne ciasto a Jacek pędem biegł z drugiego końca miasta. Jak wtatarował, to tchu nie potrafił złapać, ale myślę, że gości ujął swoim pierwszym zdaniem „Nigdy w życiu nie pomyślałem sobie, że będę mieć tą przyjemność, iż poznam potomków Józefa Manneberga”.

Oj tak, Jacek wie, że to były wielkie dni dla Rybnika. Rozpoczęły się kolejne opowieści. Tym razem Jacek mówił kiedy pierwszy raz jego dziadek opowiadał mu o przedwojennym prawym i uczciwym kupcu, u którego wszyscy kupowali materiały budowlane. Ponownie od naszego stolika biły pozytywne emocje i wielka sympatia obustronna.

 

rybnik (22)

rybnik (23)

 

rybnik (25)

Niestety, ja musiałam się zbierać, gdyż przyjechała po mnie Magda. Jacek został z nimi trochę, bo było jeszcze wiele do obgadania.

To był obfity w wydarzenia dzień.



Opublikowano 23 maja 2013 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika