Listopad 8

Przed Kristallnacht o kozielskich macewach

Jutro ważna data. Rocznica nocy trzaskanych szkieł. Już nie raz wspominałam, że w moim mieście jej nie było, ale była tuż za miedzą. ➡ „O Nocy Kryształowej”

Koźle, o którym chcę napisać nie było tak całkiem za miedzą. Od Rybnika to ponad 40 km. Z uwagi jednak na to, że jutro na cmentarzu żydowskim w Dębowej pod Koźlem, będą odsłaniane tablice upamiętniające to miejsce, to moje myśli i słowa wędrują w tamtym kierunku. Tym bardziej, że jednak coś Rybnik łączy z tamtejszym cmentarzem. Co prawda nigdy nie trafiłam na jakieś rodzinne powiązania moich Żydów z kozielskimi, to ponad dwa lata temu Rybnik niechlubnie się zapisał w historii Koźla i dlatego jakoś tą hańbę trzeba wymazać. Nie będę Wam już ponownie opisywać historii odnalezienia w moim mieście trzech macew, skradzionych ileś lat temu przez mieszkańca Rybnika, bo możecie sobie sami wrócić do lata 2018 r. ➡ „Kozielskie macewy”

Ktoś ukradł, a inni musieli po nim posprzątać. Tych zaangażowanych było sporo. Pan Ryszard, Sławek Pastuszka, nowi właściciele posesji, na której leżały skradzione nagrobki macewy, Stowarzyszenie „Blechhammer – 1944, Dom Pamięci Żydów Górnośląskich, Muzeum Ziemi Kozielskiej w Kędzierzynie-Koźlu, mój Płoszaj i jego znajomi Ukraińcy, ja i ostatnie ogniwo w tej ponad dwuletniej historii, czyli pan Wójt Gminy Reńska Wieś.
W ubiegłym roku jesienią, dzięki członkom Stowarzyszenia „Blechhammer – 1944”, macewy zostały przewiezione z Gliwic do muzeum w Koźlu. Jako strona przekazująca, po zasięgnięciu porady u fachowców-cmentarników i muzealników, nie oddałam nagrobków, a jedynie przekazałam w depozyt. Z zastrzeżeniem, że jeśli kiedyś (wówczas wydawało mi się, że będzie to w bardzo odległej bezterminowej przyszłości) cmentarz w Dębowej zostanie uprzątnięty oraz zabezpieczony, to mają wrócić, tam skąd je skradziono.

12 listopada 2019 r. pojechałam do Koźla na otwarcie wystawy o tamtejszych Żydach oraz na uroczystość odsłonięcia pomnika upamiętniającego synagogę spaloną w Noc Kryształową. Pomnik stanął na krótko. Przez jakieś biurokratyczne formalności związane z własnością działki niestety musiał na razie zniknąć z miejskiej przestrzeni. Mniej więcej znam okoliczności i je rozumiem. Jest covid i obecny właściciel tego terenu, czyli lokalny szpital ma inne problemy na głowie niż wyrażanie zgody na pomniki.

W muzeum kozielskim miałam przyjemność, zupełnie przez przypadek, poznać wójta Gminy Reńska Wieś. Na terenie tej gminy znajduje się cmentarz, na którym chowano Żydów z obecnego poczwórnego miasta, zwanego oficjalnie Kędzierzyn-Koźle. Wójt w rozmowie obiecał, że cmentarz ogrodzi. Pana Tomasz Kandziorę od razu na muzealnej konferencji przeinwigilowałam przez googla. Dobrze wróżyła informacja, że startował na stanowisko wójta z mniejszości niemieckiej. Nie jestem psychologiem, ale poczułam jakąś siłę i sprawczość w jego postawie. Sceptyczna część mojego ja podpowiadała: „To się nie uda, bo urzędnicy mają w dupie takie pierdoły”.

Macewy tymczasem stały w muzeum i czekały na swój czas i cud. Sławek Pastuszka z Pszczyny pięknie je opisał w ➡ Judaiście.

Czas powoli biegł, przyszły ciężkie pandemiczne czasy, a mnie się o uszy obijało, że cmentarz, który widziałam parę razy w ciągu ostatnich kilkunastu lat, zaczął wracać do życia. Już nie był ➡ smutnym kirkutem na Opolszczyźnie.

W czasie pierwszego lockdownu wysłuchałam jak zwykle fantastycznego wykładu Sławka o kozielskich macewach organizowanego przez Muzeum Ziemi Kozielskiej. Te lockdowny mają jednak swoje korzyści. Siedzi sobie człowiek w kuchni w papuciach, pije herbatę i przenosi się w miejsca, do których by nie dotarł.
Jesienią nagle przyszedł mail. Macewy wracają na ogrodzony cmentarz. Simon, Henrietta i Adolf ponownie staną w miarę na swoich miejscach. Co tam pandemia, co tam, że stracę na to dzień urlopu. Niecały miesiąc temu ponownie ruszyłam do Koźla, by zobaczyć przekazanie i by podpisać stosowne papiery, jako tzw. deponent. Nie byłabym sobą, gdybym przed podpisaniem przekazania najpierw nie sprawdziła stanu cmentarza. Podjechałam do Dębowej i ujrzałam wykoszony i zadbany cmentarz, ogrodzony solidnym płotem z zamkniętą bramą. Uff. Mogłam z czystym sumieniem oddać nagrobki. Te wyjechały z muzeum i dotarły na swoje miejsce.

Teraz sobie tam stoją bezpieczne. A ja zaczęłam zastanawiać się na tymi, dla których jest ustawiono. Te kamienie to ślady po ludziach. No i wstałam dziś o 5 rano, nakarmiłam koty, wybrałam kuwety, zrobiłam sobie kawę i zaczęłam. Już jakiś czas temu szybkim przelotem przez Internety znalazłam parę wiadomości na temat potomków Adolfa, ale teraz chcę Wam, a bardziej mieszkańcom ziemi kozielskiej opisać to co ustaliłam dzisiaj.
Zacznę od tego, o którym wiem najmniej.
Simon Kaufmann

Jego macewa jest najstarszą z uratowanych. Simon zmarł w 1829 roku w Koźlu w wieku 55 lat. Był jednym z ważniejszych w ówczesnej gminie. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć co napisano na jego nagrobku, to niech sięgnie do artykułu Sławka Pastuszki. Nie znalazłam o nim więcej informacji, bo też za głęboko nie szukałam, do czego się przyznaję.

Henriette Schlesinger

Nad Henią już się bardziej pochyliłam, bowiem jest ona jakąś tam pięćdziesiątą wodą po kisielu w drzewie genealogicznym mojego znajomego z Anglii. Zresztą jak tylko się znalazła, to mu posyłałam zdjęcia jeszcze, gdy stała w moim ogrodzie.
Henrietta urodziła się w Toszku jako córka Salomona Gassmanna i Marii z domu Nothmann. Zmarła w szabat, w Koźlu w czerwcu 1886 roku jako stosunkowo młoda kobieta, mając zaledwie 37 lat. O jej zgonie poinformował mąż Moritz. Być może nie doszła do siebie po ostatnim porodzie. We wrześniu 1885 roku bowiem urodziła ostatnią córkę Marię i może jakieś komplikacje spowodowały jej śmierć po tak krótkim czasie. Osierociła dwie dziewczynki i ich braciszka. Sama zresztą też nie zaznała miłości matczynej, a jedynie opiekę macochy. Henrietta straciła mamę, gdy miała 3 latka. Jej dzieci też zostały bez mamy. Nie wiem co się stało z mężem. Jej najstarsza córeczka Elsbeth, urodzona w Koźlu w 1878 zdołała przeżyć wojnę, bowiem prawdopodobnie jeszcze przed Nocą Kryształową wyjechała z Niemiec. Najpierw jednak w 1903 roku wyszła po raz pierwszy za mąż za mieszkańca Nysy – Ludwiga Bergera. Los pierwszego męża nie jest mi znany, ale na pewno z drugim mieszkała w 1930 roku we Wrocławiu przy Placu Republiki. Alfred Freudenthal, bo tak nazywał się jej ówczesny mąż, również nie był prawiczkiem i jedno małżeństwo miał za sobą. Elsbeth zmarła jako wiekowa pani w Izraelu. Nie znalazłam informacji o dzieciach.

Jedyny syn Henrietty Schlesinger – Dagobert, też urodzony w Koźlu (1879 r.) został zamordowany w czasie wojny. Niestety, taki sam los spotkał jego młodszą siostrę Marię. Miriam narodziła się niecały rok przed postawieniem macewy Henrietty Schlesinger na cmentarzu w Dębowej. Gdy miała 25 lat wyszła za mąż w Koźlu za lekarza Adolfa Wolffa z Prudnika. Tam też młoda para zamieszkała. I tam urodziły się im dzieci – Hans i Ursula. Niestety, ani Maria, ani jej mąż się nie uratowali. Zostali wywiezieni z Wrocławia do Theresienstadt, a stamtąd do Auschwitz. Na szczęście wnuki Henrietty, czyli Hans oraz Ursula z mężem Ernestem Mendelsohnem zdołali wyjechać z Niemiec. Ostatecznie znaleźli się w USA.

Oboje zmarli w Stanach. Na pewno ich potomkowie nadal tam mieszkają. Czyli ktoś kiedyś może przyjedzie do Koźla położyć kamyk na nagrobku przedwcześnie zmarłej Henrietty Schlesinger.

Adolf Apt

Jego zostawiłam sobie na koniec, bo był taki krótki moment, że myślałam, iż on mój jest. W Rybniku też mieszkał Adolf Apt 😉 Stąd ta sympatia.

Urodzony w 1848 r. Adolf był niezwykle znaczącą personą w Koźlu. Był nie tylko kupcem handlującym przy Rynku. Był przełożonym bractwa pogrzebowego Chewra Kadisza, założonego w 1882 r. Zapewne w synagodze miał swoje stałe miejsce.

Ożenił się z mysłowiczanką Marią Nothmann. Urodziło im się pięcioro dzieci, z których jedyna córka Anna zmarła w dzieciństwie. Dorosłego wieku nie doczekał też syn Hugo, o narodzinach którego Adolf informował w prasie w 1882 roku.

Wg kroniki rodu Nothmannów Hugo (ur.1882) ponoć zginął tragicznie po tym jak zjeżdżał po balustradzie. Prawdopodobnie po śmierci żony w 1907 roku, Adolf przeprowadził się do Berlina. Tam zresztą mieszkali, żenili się i pracowali jego pozostali synowie: Bruno, Fedor Max oraz Friedrich.
Dumny tata świadkował na ślubie najstarszego Bruno. Ten na pewno nie był zakompleksiałym mizoginem, jak jeden dupek za oceanem, którego Amerykanie w końcu wykopali. Sam będąc wysoce wykształconym (był doktorem prawa) wziął sobie za żonę kobietę o dużych ambicjach i ogromnych oczach.

W 1914 roku w Berlinie, Bruno Apt oraz Friede Bielschowsky z Łodzi podpisali się na akcie pieczętującym ich małżeństwo.

Ha! I tu ciekawostka. Frieda była córką Luisa vel Juliusa z małego miasta Pless na Śląsku. Luis dorobił się majątku w Łodzi, tam też został pochowany. A wszystkie swoje dzieci dobrze wykształcił. Synowa naszego Adolfa Apta też uzyskała doktorat z filozofii. Była prawnikiem. W tamtych czasach! Jak widzicie powyżej, świadkami na ślubie byli dwaj ojcowie – rentier Adolf Apt i właściciel fabryki Louis Bielschowsky.
To musiało być niesamowite małżeństwo. Takie dwa intelekty spierające się na przykład na temat tego co się stanie z Niemcami po I wojnie. Ech… chciałoby się posłuchać. I te dwie wybitne osoby zostały wywiezione do Theresienstadt w sierpniu 1942 r. Tam zginął Bruno. Jego żonę zgładzono 12 października 1944 w Auschwitz. Na szczęście ich syn Hans Joachim zdołał przeżyć. Na pewno w 1947 był w Palestynie, do której dotarł ze Szwajcarii, gdzie spędził wojnę jako bezpaństwowiec. Bruno i Frieda mieli jeszcze córkę, która zmarła jako dziesięciolatka w Berlinie. Zmarła na rok przed śmiercią swojego dziadka Adolfa Apta.

Na klepsydrze podpisali się 3 synowie z żonami. 3 dni po śmierci w Berlinie, zwłoki Adolfa Apta złożono na cmentarzu w Dębowej obok żony.
30 października 1927 roku nad grobem, oprócz Bruna z Friedą, stali też Fedor Max (ur.1887) i Friedrich (ur.1890) z żonami. Berlińczycy rodem z Koźla przyjechali do małej wsi pod ich rodzinnym miastem na pogrzeb taty i teścia. Fedor częściej zwany Maxem wraz z bratem prowadził w Berlinie przy Victoriestrasse kancelarię prawną. Kolejna szycha w rodzinie Aptów. Zapewne mądry i przewidujący. Ileś tam lat po pogrzebie Adolfa, zanim zaczęły płonąć synagogi rozpoczął starania o wyjazd ze swojego kraju. Jego całej rodzinie się udało. Fedor i żona Charlotte znaleźli się w Anglii. Po wybuchu wojny odstąpiono od jego internowania, mimo że takie prawo obowiązywało w Królestwie. W końcu był Niemcem, a Anglia była w stanie wojny z tym państwem.

W Anglii został księgowym. Tam zmarł i został pochowany wraz z Charlotte. Ich dwie córki też zdążyły opuścić Niemcy. Urodzona w 1915 roku Ilse, w 1952 roku wyszła za mąż w Londynie za Richarda Meyera. Gdzieś w Anglii mieszkają prawnuki Adolfa Apta, których imion tu nie podam, choć je znam. Z młodszej o 5 lat Evy, kozielski pradziadek Adolf byłby na pewno bardzo dumny. Sama byłam czytając artykuły o Evie. Szczęśliwie dotarła do Palestyny przed wojną. Nie widziała tłuczonych witryn żydowskich sklepów, bo była już bezpieczna w Palestynie we wrześniu 1938 r. Studia rozpoczęła już w 1941 r. na wydziale nauczycielskim. Dyplom otrzymała w 1944 r. Trochę zapewne pod wpływem męża, wybitnego eksperta od historii Środkowego Wschodu i Imperium Otomańskiego ➡ Gabriela Baer, zaczęła kolejne studia na Uniwersytecie w Jerozolimie, koncentrując się na kulturze Islamu oraz sztuce bizantyjskiej i muzułmańskiej. W 1960 przeniosła się do Londynu, by kontynuować naukę. Tytuł jej pracy doktorskiej brzmiał: „ Sfinksy i Harpie w sztuce średniowiecznego Islamu”. W 1964 wróciła do Jerozolimy. Wydała wiele książek. Była jednym z wybitniejszych żydowskich fachowców zajmujących się kulturą Islamu.

Eva Baer z domu Apt zmarła w Jerozolimie w 2017 r. Dwójka jej dzieci nadal żyje. Ale imion tych kolejnych prawnuków Adolfa znowu nie podam 😉

Z wszystkich dzieci Adolfa Apta, najmniej wiem o najmłodszym Friedrichu (Fritzu). Urodził się, jak pozostali, w Koźlu. Ożenił, jak inni bracia, w Berlinie. Świadkiem na ślubie był, jak i u pozostałych synów, Adolf. Też miał tytuł naukowy. Fritz zmarł w 1934 roku. Czy żona Luise Aurelia Süssmann urodziła mu jakieś dzieci? Tak. Jedną córkę o imieniu Ruth w 1923 r. Obie przeżyły wojnę (jak?) i w 1947 starały się o obywatelstwo palestyńskie.
To tyle o rodzinach trzech osób spoczywających na cmentarzu w Dębowej. Tym, którzy mają Fb polecam stronę tego onegdaj zapomnianego, a teraz na nowo odkrytego, ➡ cmentarza. Niech odpoczywają w spokoju ci, których tam pochowano.

Jeszcze raz dziękuję panu Tomaszowi Kandziorze, wójtowi Gminy Reńska Wieś, oraz wszystkim, którzy mu pomagali i którzy go wsparli. Szacun! Taki widok jest budujący!

I pamiętajcie o tej nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku. „Auschwitz nie spadło z nieba”.

Korzystałam z geni.com, ancestry.com, Centralnej Biblioteki Judaistycznej, artykułu Sławka Pastuszki o kozielskich macewach, Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, „In memoriam: Eva Baer Berlin 1920-Jerusalem 2017” Avinoam Shalem. Współczesne fotografie mojego autorstwa. Ostatnia autorstwa pana Tomasza Kandziory.


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Opublikowano 8 listopada 2020 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika