Sierpień 8

Rudolf Strauss – zapomniany oszust

Przy okazji wyburzenia budynku dawnej przychodni przy ul. Hallera przypomniała mi się historia żydowskiego przedsiębiorcy, którego afery pod koniec lat 30-tych rozpalały umysły rybniczan tak, jak dziś rozpala tropikalne powietrze, które od wielu dni wisi nie tylko nad moją hałdą.

Hallera burzenie (1)

Jak zwykle to będzie historia ze znakami zapytania, oparta jedynie o wycinki z ówczesnej prasy i moją wyobraźnię. A dlaczego przyszła mi na myśl w związku z burzeniem zielonego budynku, to już wyczytacie sami.

Wiele razy pisałam tu o garbarni, a potem fabryce skór rodziny Haasych. Trzeba jednak dodać, iż nie była to jedyna działająca w Rybniku tego typu firma. W miejscu gdzie dziś mamy wielki parking przy ul. Hallera przed wojną stało sporo fabryczek, zakładów, czy warsztatów.

8.08.1015 (3)

Strauss 1937Między innymi stała tam garbarnia, która w latach trzydziestych nosiła szumną nazwę Górnośląskiej Fabryki Skór. Jej właścicielem był niemiecki Żyd – Rudolf Strauss. Nie wiem skąd pochodził i czy był rybniczaninem. Raczej zakładam, iż był z zewnątrz i że fabrykę nabył od nieznanych mi poprzednich właścicieli (być może też Żydów, którzy wyjechali z Rybnika). Zanim został sam właścicielem fabryki miał wspólnika o nazwisku Kellerman. Nie wiem jak wyglądał, czy był żonaty i czy miał dzieci. Internet pomaga mi jedynie w dotarciu do jego afer.

autoAaa, na pewno miał samochód, gdyż w Dzienniku Urzędowym dla województwa śląskiego jest wymieniony jako ten, który takowy ma i musi go zapewnić w razie konfliktu zbrojnego. Biorąc pod uwagę jego późniejsze wyczyny, to można sobie wyobrazić, że nie był to byle jaki samochód. Adres, pod którym mieszkał to Rybnik ul. Pocztowa 6. Tak sądzę, że jest to istniejący do dziś budynek przy parkingu. Choć jeden dość wiekowy rybniczanin, powiązany rodzinnie z braćmi Żurkami, którzy też prowadzili garbarnię (kupioną w 1921 r. od Haasych) kiedyś mi napomknął, że Strauss mieszkał właśnie w budynku, którego już nie ma, czyli dawnej zielonej przychodni. Dokładne ustalenie wymagałoby grzebania w starych księgach wieczystych, a tego mi się po prostu nie chce. Dla swoich szufladowych wywodów bardziej mi pasuje ten, jakiś czas temu odnowiony, budynek, w którym obecnie mieści się kancelaria komornicza. Zresztą właśnie on ma adres Pocztowa 6. Niestety zatracił swe cechy pierwotne i wygląda wyjątkowo głupkowato z kolumienkami à la polski dworek. Brakuje jeszcze tylko Bogumiła Niechcica stojącego na progu  :mrgreen:

8.08.1015 (11)

Wracam do Rudolfa i tego czym zbulwersował cały Rybnik i nie tylko. Strauss swoją fabrykę prowadził z rozmachem. Jej załoga w 1937 liczyła 90 robotników, do tego dochodziła administracja, czyli choćby prawa ręka właściciela – Zachariasz Kirchstein. Na nieruchomości składały się zabudowania fabryki wraz z maszynami, lokal biurowy, dom mieszkalny, place i łąki. Przedsiębiorca handlował z firmami ze Śląska oraz z zagranicy. Jedną z ich była np. znana Bata. Myślę, że w pewnym momencie doszło do przeinwestowania, kredyt gonił kredyt, nagle pojawiły się braki i nie było z czego płacić podatków, ówczesnych „zusów”. Plajta w najczystszej postaci, a może z góry ukartowane bankructwo. Rudi (zawsze jakoś tych swoich bohaterów jednak lubię i nazywam familiarnie, nawet gdy są oszustami) jeszcze się na pewno jakiś czas łudził, że to ogarnie. Tu pociulał, tam pocyganił, robotnikom obiecał, że w następnym miesiącu będą pełne wypłaty i pchał ten skórzany wózek. Aż się pętla tak zacisnęła, że uznał, iż należy wycyndalać z Rybnika. Przedtem posprzedawał na pniu to, co można było. Choćby kilka wagonów skór, które dostał od firmy Schenker z Zebrzydowic. Pobrał zaliczki na towary i z gotówką w wysokości 300.000 zł zwyczajnie z Rybnika uciekł latem 1937 r., przedtem wystarawszy się o przedłużenie paszportu.

rybnik_strauss_271I wybuchła afera. Z racji tego, że uciekł w sobotę, to dopiero w poniedziałek do pracowników fabryki i rybniczan dotarło co się stało. Robotnicy zaczęli strajk okupacyjny, gdyż chcieli uratować choćby 1200 sztuk skór, by zrekompensować sobie niewypłacone pensje. Przygotowane przez Straussa bankructwo było wielkim szokiem dla całego miasta, bowiem fabryka była dotychczas uważana za solidną i majętną. Przynajmniej tak ją przedstawiała gazeta Polska Zachodnia, choć generalnie nie zostawiała na samym właścicielu suchej nitki.

Strajk okupacyjny zakończył się dzięki interwencji policji, która ustawiła przy fabryce posterunki, by strzec pozostawionego majątku. Prokurator sądu okręgowego zarządził aresztowanie prawej ręki Straussa, czyli Zachariasza Kirchsteina, a za nim samym wystawiono listy gończe. O sprawie pisały wszystkie gazety, a robotnicy poszli na bruk.

Zaczęły się zgłaszać poszkodowane przez oszusta firmy. Łączną kwotę zobowiązań wyliczono na ponad 1.500.000 zł! Czyli całkiem sporo. Choć wartość nieruchomości oszacowano na 200.000 zł, to ciążyła na nich hipoteka w wysokości 120.000 zł. Strauss zaciągnął kredyt w chorzowskiej KKO (Komunalnej Kasy Oszczędnościowej) i roszczenia tego banku musiały być zaspokojone w pierwszej kolejności. Następny w kolejce po kasę był jego dawny wspólnik niemiecki Żyd Kellerman, któremu prawdopodobnie nie zapłacił całości ceny sprzedaży udziałów, co wynosiło 80.000 zł. Już tylko te dwie kwoty stanowiły wartość pozostawionego przez Straussa majątku.

polska zachodnia 9.07.1938

Straussa aresztowano w Czechosłowacji – ponoć w trakcie próby przekraczania granicy węgierskiej. Miał powiedzieć, iż udaje się do Palestyny. Kombinatorowi jednak plan nie wypalił i na mocy umowy ekstradycyjnej czechosłowacka policja przekazała go w ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Polska Zachodnia 3.12.1937

Akta sprawy liczyły 4 tomy, a zgłoszonych poszkodowanych, oprócz pracowników, było ponad 30. Na ławie oskarżonych zasiadło jeszcze kilka innych osób, w tym i główny księgowy fabryki. Proces rozpoczął się przed trybunałem karnym we wrześniu 1938 r. w rybnickim sądzie. Rozprawy były często odraczane z uwagi na niestawianie się świadków, których sąd karał grzywnami oraz przez ujawnianie nowych faktów, które z kolei wymuszały wzywanie kolejnych osób do złożenia wyjaśnień. Sam Strauss kręcił przed sądem zwalając wiele na swego księgowego – Salpetera. Obciążał również swego dawnego wspólnika. Świadkowie też nie byli zgodni w zeznaniach. Na pewno w fabryce był burdel, czyli jak się to dziś mówi „kreatywna księgowość” i odchodziły niezłe szwindle. Zresztą sami przeczytajcie.

Polska Zachodnia 26.09.1938

W międzyczasie, jak wynika z donosów prasowych, fabryka częściowo wznowiła pracę. Jej dzierżawcą był dr Kański z Krakowa, a kierownictwem przedsiębiorstwa miał się zajmować… Strauss! Nie kumam dlaczego, ale i nie mam przed sobą akt z tamtych lat, więc może były jakieś okoliczności, czy przepisy prawne, które to umożliwiały.

7 groszy 22.12.1938 Strauss 1

Proces zakończył się 14 lutego 1939 r. Jaki wyrok zapadł nie wiem, sądzę jednak, że wybuch wojny uniemożliwił jego pełne wykonanie. Czy jej początek zastał Straussa w rybnickim więzieniu? Czy przedtem odsiedział to co musiał? To, że swoich długów nie spłacił, to wydaje się pewne. Pewnym jest również to, że był zwykłym oszustem i kombinatorem, jakich i w dzisiejszych czasach pełno i to bez względu na pochodzenie, religię, czy narodowość.

Dalsze losy Straussa, jak to u większości Żydów w czasie II wojny, to albo komora gazowa, albo jakaś kula, albo śmierć głodowa. Na stronie Yad Vashem jakiś jego przyjaciel spisał tzw. Page of Testimony, tym samym poświadczył, iż Rudolf Strauss z Rybnika zginął w czasie okupacji.

Rudolf Strauss

8.08.1015 (6)Po zapomnianym malwersancie zostały nam ślady podmurówek na parkingu przy ul. Hallera, przerobiony na dworek jego dom i kilka artykulików z międzywojennej prasy. I choć był negatywnym bohaterem to uznałam, że wart był opisania, bo nawet tacy kanciarze zasługują na przypomnienie. A bankrutem może zostać każdy z nas  😉

resztki

Źródła: Śląska i Pomorska Biblioteka Cyfrowa, Yad Vashem.


Tagi: , , , ,

Opublikowano 8 sierpnia 2015 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika", "Rybnik