Maj 16

Abramek z warszawskiego getta i rybnicki „hasiok”

Zdjęcie na 16 maja 2020, gdy został wygumkowany Kazik. Ze zbiorów Imperial War Museum w Londynie.

Dziś ważna data. 77 lat temu Jurgen Stroop wysadził synagogę na Tłomackiem. Dzielnica żydowska przestała istnieć. „Getto warszawskie skończyło swój żywot. Bo tak chciał Adolf Hitler i Heinrich Himmler” (słowa Stroopa). „Trujka” ostatecznie też przestała istnieć, ale to kompletnie inne światy.

Rybnik z warszawskim gettem nie ma wiele wspólnego, za wyjątkiem jednego z naszych ➡ Żydów, który według przekazów tam został wywieziony i ślad po nim zaginął. Może tych powiązań jest więcej, ale niestety nic o nich nie wiem.

Jakiś czas temu znajomy z Tarnowskich Gór, onegdaj kustosz w Imperial War Museum w Londynie, podesłał mi zdjęcie, które znajduje się w zasobach tej placówki.

THE WARSAW GHETTO, OCTOBER 1940-MAY 1943 (HU 60651) A teenage boy in ragged clothes standing by a waste container (produced by the Silesia Steelworks in Rybnik) in the ghetto. Copyright: © IWM. Original Source: http://www.iwm.org.uk/collections/item/object/205395068

Co widzimy na tej fotografii, zrobionej właśnie w getcie?

Stoi chłopak w łachmanach. Śmieciarz. Podarty sweter, spodnie zrobione z resztek szmat, związane w pasie sznurkami. Zresztą gacie też powiązane sznurkami. Ja go nazwałam Abramek. Dlaczego tak? Nie wiem.

Bose, zapewne w zimie odmrożone, brudne nogi. Na głowie czapka, taki kaszkiet, chyba za duży na głowę tego chłopaka. Na szyi coś a la chustka. Dziś powiedzielibyśmy: bandanka.

Ręce obwiązane szmatami schowane jakby w kieszeniach. Coś zawadiackiego jest w tym chłopcu. Czy ma strach w oczach? Raczej nie, choć tego nie widać spod czapki, bo daszek zasłania oczy. Rozchylone, pełne usta. Jest lato, a on ma na sobie wszystkie części ubrania, które posiadał. Jak się faktycznie nazywał? Kim był? Ile miał lat? Czyjś syn, zapewne brat. Dziecko, które walczyło o przetrwanie kilku kolejnych dni, czy godzin zbierając śmieci. Abramek patrzy na fotografa. Zdziwiony? Może. Mały warszawski andrus. Tak sobie wyobrażam, że był łobuziakiem. Że był cwany, bo zmusiło go do tego życie. Że był gagatkiem, bo takie były okoliczności. Że nie umarł od śmierci głodowej, bo nie był Abramkiem frajerem, a Abramkiem huncwotem. Niestety, na prawie 100% jest pewne, że nie przeżył getta. Czy jego końcem była „Mała Stacja Treblinki”? Czy też kulka jeszcze w getcie? A może udało mi się dotrwać do kwietnia 1943 roku i przed śmiercią zdążył kropnąć jakiegoś Szkopa?

Na tym zdjęciu drugim bohaterem jest kubeł na śmieci. Po naszemu, czyli po śląsku, to „hasiok”. Popatrzcie na napis: „ HUTA SILESIA Rybnik”*.

Hasiok solidny, z przesuwnym wiekiem i porządnymi uchwytami. Na pewno wyprodukowany w Rybniku przed wojną, bo jeszcze ma polski napis „HUTA”. Hasiok jako świadek tragedii jednego narodu. Hasiok jako narzędzie pracy, ale i na pewno rzecz, którą się dokładnie sprawdzało w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogło pomóc przeżyć następny dzień. Bez względu na to, czy to był suchy kawalątek chleba, czy 20 cm sznurka, czy kąsek hadry**. Śląski hasiok jako przyjaciel Abramka. Czy hasiok przetrwał spalenie getta? Miał na to większe szanse od Abramka.

Kim był autor fotografii?

Radiooperator Willy Georg z Münster urodził się w 1911 r.- zaciągnął się do wojska jako „stary żołnierz”. Był znakomitym fotografem, a podczas służby uzupełniał swoje dochody, robiąc zdjęcia swoim kolegom aparatem Leica. Latem 1941 r., gdy jego oddział stacjonował w Warszawie, fotograf Willy Georg razem z kilkoma kolegami wybrali się z aparatem do getta, by uchwycić życie codzienne.

Georg zużył cztery rolki filmów i rozpoczął piątą, gdy został zatrzymany przez niemiecką żandarmerię. Skonfiskowano jego aparat oraz 5-ty film. Na szczęście nie sprawdzono mu kieszeni, zanim nie został wyprowadzony z getta. Georg opracował cztery pakiety zdjęć i zachował je przez najbliższe pięćdziesiąt lat wraz z innymi obrazami wojennymi. Pod koniec lat 80. spotkał Rafaela Scharfa z Londynu, badacza relacji polsko-żydowskich, któremu dał te zdjęcia, i który opublikował je w 1993 roku w postaci książki- albumu pt. „W warszawskim getcie: Lato 1941”.

Obecnie te fotografie są własnością Imperial War Museum. I tam też jest zdjęcie Abramka, który pamiętnego roku 1941 znalazł się w obiektywie Georga przy hasioku z Rybnika. Niech dusza Abramka będzie związana węzłem życia

*Huta Silesia powstała oficjalnie w 1753 roku. Początkowo funkcjonowała jako typowa huta w Paruszowcu (obecnie dzielnica Rybnika), zajmowała się produkcją blachy oraz tego typu przetwórstwem. Zakład z czasem przechodził z rąk do rąk. Był między innymi własnością Królestwa Pruskiego, znajdował się pod władaniem prywatnych właścicieli, spółek, a po II wojnie światowej znalazł się w rękach państwa polskiego. „Huta Silesia” została zlikwidowana w latach 90. XX w.

** Hadra po śląsku to szmata, gałganek.

Kategoria: Judaika | Możliwość komentowania Abramek z warszawskiego getta i rybnicki „hasiok” została wyłączona
Kwiecień 19

Myśli z okazji rocznicy 19 kwietnia

Za komuny o tym nie uczono (jakoż i teraz). Na lekcjach historii o tym nie mówiono. Przynajmniej ja tego tematu w szkole nie miałam. No ale cóż, może przez to, że byłam w klasie mat.-fiz. i do głowy mi wbijano czym jest prawo wielkich liczb Bernoulliego, ewentualnie czy sinus jest funkcją parzystą czy nieparzystą. Gówno pamiętam z funkcji trygonometrycznych, psińco z praw wielkich liczb, ale od liceum pamiętam kim był Jürgen Stroop, choć żaden nauczyciel nawet nie bąknął słowem o powstaniu w getcie. Dziś też większość z nich nie bąka. Gdyby nie babcia bibliotekarka, to zapewne bym o Moczarskim, Stroopie, Grossaktion in Warschau, wiedziała tyle ile o dynastii Qin w Chinach. Czyli null. To właśnie babcia podsunęła siedemnastolatce „Rozmowy z katem”. Mam je do dziś, choć są już makabrycznie sfatygowane. Zostały mi po niej. Data wydania 1977 r. – 41 lat temu. Na książce pieczątka biblioteki z Domu Górnika nr 1 Kopalni Węgla Kamiennego Jankowice. 

Dziś taka data, że musiałabym je znowu przeczytać, ale czekają „Młyny boże”, więc przeleciałam tylko kilka, luźnych ze starości, kartek.

Nie powinnam oddawać głosu zbrodniarzowi, ale „Rozmowy z katem” są niezwykłym dokumentem, dlatego niech przemówi ten butny, arogancki SS-man.

 

O wysadzeniu synagogi na Tłomackiem: – Ależ to był piękny widok! – opowiadał z błyskiem w oku Stroop. – Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny! Staliśmy z moim sztabem dość daleko od synagogi. Oficer saperów  odpowiedzialny za prawidłowe wysadzenie w powietrze, wręczył mi , za pośrednictwem Maxa Jesuitera, aparat elektryczny wywołujący poprzez przewody elektryczne jednoczesną detonację ładunków wybuchowych w murach synagogi. (…) W końcu krzyknąłem: H! H! (nie zacytuję tego – przyp. Szuflada Małgosi) – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Feeria kolorów. Niezapomniana alegoria triumfu na żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot (…).

Komunie nie wolno wybaczać błędów i makabrycznych rzeczy, ale jedno jej trzeba oddać. Z takimi jak Jürgen Stroop się nie pierdzieliła. Sądzę, że gdyby go Amerykanie nie przekazali Polakom, to pomimo skazania na karę śmierci, wyszedłby po 10 latach. U nas przynajmniej go powieszono, choć to niewielkie pocieszenie. Ch…j skończył swój żywot.

A dziś… projekt Wielka Przywraca Pamięć. Synagoga, którą wysadził Stroop zostanie multimedialnie odbudowana. Wbrew i na przekór.

#ŁączyNasPamięć

 

 

 

Kategoria: Judaika | Możliwość komentowania Myśli z okazji rocznicy 19 kwietnia została wyłączona