Styczeń 27

Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno!

Jest taki napis w Obozie Zagłady w Bełżcu… on zastępuje wszystkie słowa, które można by dziś – z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, powiedzieć.

Ciemność na stacji w Bełżcu

Obóz Zagłady Bełżec

Takich ukrytych dojść do miejsc, gdzie leżą bezimienni ludzie, jest tysiące – tu Brzozów.

Pamięci Tadzia z Bochni.

Grób masowy w Tarnogrodzie

Barwinek – mogiła zbiorowa Żydów z Dukli i Rymanowa

Katowice

Kolbuszowa – o tym miejscu prawie nikt nie pamięta

Działoszyce – mogiła zbiorowa

Rybnik – mogiła zbiorowa ofiar Marszu Śmierci

Cmentarz żydowski w Wałbrzychu – pomnik upamiętniający zamordowanych kolegów

Kulno – mogiła w głębokim lesie

Lesko  – cmentarz żydowski

Mogiła zbiorowa Żydów lubaczowskich

Mogiła w Parku Magurskim, czyli miejsce, które wstrząsa tak jak Bełżec. Gdy jest mi źle, myślę o matce Helenie, która zapewne najpierw musiała patrzeć na śmierć swoich dzieci wrzucanych do dołu w hałbowskim lesie, zanim sama zginęła.

                    Warszawa

                                    Pruchnik

Przemyśl

Las Dąbry – 364. 

Kańczuga

Nasza ukochana Mateczka i inni – Sławków-Krzykawka

Las Wolica w Dębicy

Radomyśl Wielki – sądzę, że w ciągu ostatnich paru lat nie było tam nikogo, kto by położył kamyk…

Kolce w Górach Sowich

Zbylitowska Góra – zamordowano tam m.in. setki dzieci

Zbylitowska Góra

Wszystkim tym bezimiennym i znanym z imienia, zapalmy dziś świeczkę.

To tylko mały ułamek zdjęć, które zrobiłam w miejscach uświęconych krwią niewinnych.

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno! została wyłączona
Wrzesień 3

Jodentransporteen naar Cosel

Odsłonięcie, na stacji kolejowej Kędzierzyn-Koźle Zachodni,pamiątkowych tablic ku czci około 9000 Żydów, chłopców i mężczyzn, wyciąganych z pociągów, który szły z obozów Westerbork w Holandii, Darcy i Pithiviers (Francja) oraz  Malines (Belgia) do Auschwitz.

K-K 2.09.2016. (1)

Takie uroczystości są zawsze smutne, ale dobrze, że są. Dobrze, że znajdują się w Polsce ludzie, którym zależy na przypominaniu bezimiennych żydowskich ofiar nazizmu.

K-K 2.09.2016. (51)

K-K 2.09.2016. (64)

Ciężko mi znaleźć właściwe słowa po uroczystości, w której wczoraj brałam udział. Dużo przemówień, odsłonień tablic w 6 językach, łamiące się głosy zagranicznych gości, klęczący przed tablicą lokals, kadisz, bogate bukiety i polna wiązanka kwiatów – nie wiem co było ważniejsze, czy bardziej wzruszające.

K-K 2.09.2016. (15)

K-K 2.09.2016. (137)

Gdy tak wieczorem, już we własnym i bezpiecznym łóżku myślałam o tym dniu, to uznałam jednak, że chyba niezrozumiały dla mnie, bo wyrecytowany przez holenderskiego poetę, wiersz. Poeta poprosił, by zdjąć buty. Gdy tak stałam bosa na rampie, to początkowo poczułam ulgę po zdjęciu swoich espadryli. Dzień był upalny i nogi jak zwykle puchły. Ale po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że latem 2016 r. to ulga dla stóp, ale w grudniu 1942 r., to ulgą by nie było. Gdyby ktoś obserwujący z zewnątrz patrzał na przedstawiciela ambasady Królestwa Holandii  stojącego boso w czarnych skarpetkach i garniturze, to mógłby się zaśmiać. Ale to nie było śmieszne, to był oddany hołd.  Nic więcej nie mam do powiedzenia.

K-K 2.09.2016. (124)

Polskie tłumaczenie wiersza Dan J.C.G.Lumey (za ulotką rozdawaną przez organizatorów)

Bosymi stopami chcę całować ziemię

Przyprowadzono ich tu przez zimny wiatr. Nawet w letnim czasie nie ma miejsca na ciepło. Na zimno postanowiono o ich losie. 

Dzień, w którym mężczyźni leżeli na zimnej posadzce w Cosel jest pozbawiony ludzkości. Nie da się poznać człowieka jako stworzonego na obraz Boga. 

Okrutnie, kijami, zostały zabite ich myśli, ich dusza została złamana, aby ich przygotować do bycia bezbronnymi i bezradnymi ludzkimi istotami, które w oczach ich oprawców nie zasługiwały na miano ludzi.

Leżąc na betonowej posadzce, z oczami które już nic nie widziały, słyszeli pociąg, którym oddalały się ich babcie, dziadkowie, matki i dzieci, czując w sercu że się już nigdy nie zobaczą.

Tam zostali: mężczyźni. Żonaci i nieżonaci, ojcowie i ci którzy na to byli za młodzi: z pustymi rękami, skazani na śmierć zanim mogli osiągnąć kwiat życia w cieple i miłości.

K-K 2.09.2016. (44)

P.S. Nooo, tylko pieśń o Ince ni z kupy, ni z dupy na takiej uroczystości.

K-K 2.09.2016. (76)

Kategoria: Judaika | Możliwość komentowania Jodentransporteen naar Cosel została wyłączona
Sierpień 20

92 dni – teatr zbrodni, czyli o filii Auschwitz w Rydułtowach

Gdy jakiś czas temu mignęła mi na Fb informacja o przygotowywanym spektaklu o nazwie „92 dni – teatr zbrodni” na temat filii obozu Auschwitz w pobliskich Rydułtowach, to wiedziałam, że muszę tam być. Gdy się jeszcze okazało, że w przedsięwzięciu biorą udział koleżanki i koledzy z Zapomnianego Rybnika, to już, jak to mówią, nie było opcji.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (6)

O filii KL Auschwitz, istniejącej w Rydułtowach wiedziałam od dawna. Nawet kilka lat temu dla Wirtualnego Sztetla cykałam fotę obelisku, który upamiętnia ten obóz, ale przyznam szczerze, że szczegóły nie były mi znane. Zresztą nie ja jedna psińco o tym podobozie wiedziałam. Dziś, gdy opowiadałam tacie, co wczoraj przeżyłam, to sam zbaraniał, że tak blisko nas (hałdę Szarlottę z kopalni Rydułtowy widzę z okna dachowego w kuchni) był taki obóz. Bo to taki zapomniany obóz. Kto tam wie gdzieś w Polsce, gdzie leżą Rydułtowy (żeby nie było, dotyczy to i mojego Rybnika), co dopiero o obozie w tym mieście. Na pewno dzięki wczorajszemu spektaklowi pamięć o nim wróciła.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (8)

W czasie wojny obecna kopalnia Rydułtowy nazywała się Charlottengrube. W samym mieście było kilka obozów pracy przymusowej oraz jenieckich. Jesienią 1944 r., czyli gdy Rosjanie byli prawie za rogiem, po negocjacjach koncernu Hermann Goering Werke z władzami KL Auschwitz, zaczęto do Rydułtów przywozić więźniów  oświęcimskich – w większości Żydów. Pierwszy ich transport dotarł tutaj 19 września 1944 r. Składał się w większości z Żydów węgierskich i rumuńskich. Powiada się, że przez obóz łącznie przeszło około 1200 więźniów – głównie Żydów.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (62)

Więźniowie pracowali w makabrycznych warunkach pod ziemią, na powierzchni kopalni, niektórzy w lokalnym tartaku. Chorych, zmarłych, zabitych wysyłano z powrotem do Auschwitz. Resztę może sobie każdy dopowiedzieć.

Teraz o wczorajszym wydarzeniu. Jadąc do Rydułtów na godzinę 21-wszą czułam, że to będzie COŚ. Już z opowiadań kolegi, któremu przypadła rola (zagrał wyśmienicie) komendanta obozu Kurta Kirchnera wiedziałam, że będzie ostro, będzie trudno i będzie bez owijania w bawełnę. Sama zapowiedź organizatorów, iż spektakl przeznaczony jest dla osób powyżej 14 roku życia, wiele mówiła. Wbrew pozorom od jakiegoś czasu jestem odporna na „holokaustowe” książki, wydarzenia, czy filmy. Nawet staram się już nich unikać, bo ileż można. Mówiąc brzydko: mało co mnie rusza. No, ale przez „92 dni – teatr zbrodni” w Rydułtowach zostałam wbita w ziemię. Wcisnęło mnie w kostki brukowe, na których stałam. Czułam się jakbym sama dostawała pałą po nerach, gdy patrzałam na aktorów grających więźniów.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (42)

Kręcąc dwa krótkie filmiki w gardle mnie dławiło, a ręce drżały jak na mrozie. Patrząc na aktora grającego kapo zastanawiałam się, jak musiała go, w trakcie prób, motywować reżyserka pani Katarzyna Chwałek, by tak niesamowicie wczuć się w rolę.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (31)

Obserwując kolegę odgrywającego Lagerführera Kirchnera czułam dumę, że go znam. Toż to aktor-amator rekonstruktor. A tu nie dość, że wyśmienity niemiecki, którego nie zna, to idealna, wręcz wzorcowa postawa SS-mana (Remik, te ręce z tyłu odchylające skórzany płaszcz to majstersztyk).

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (26)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (51)

O aktorach i aktorkach odgrywających więźniów, ucharakteryzowanych na muzułmanów, nie wspomnę. Genialne!

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (46)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (37)

Przy końcowych scenach przedstawiających ewakuację obozu, wkurw Kirchnera i symboliczne spalenie kukieł ludzkich, łykałam łzy.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (55)

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (34)

To przedstawienie powinno być wystawiane w wielu miejscach w naszej okolicy. Powinno być pokazywane młodzieży! Z tym okrucieństwem i przekleństwami. Nie będę tu pieprzyć frazesów teraz, że wojna jest bee, bo to ponoć wszyscy wiedzą. Czasem jednak warto nawet tym wszystkim jeszcze raz o tym przypomnieć, choćby przez taki spektakl.

92 dni - teatr zbrodni Rydultowy (38)

Na koniec dwa filmiki, które pozwolą choć wirtualnie wczuć się w to co mogliśmy zobaczyć wczoraj. Pani Kasiu! Szacun!

Kwiecień 26

Ada (trailer)

W nomenklaturze filmowej na taką zajawkę mówi się trailer. Nie do końca mi to pasuje, ale streszczenie, to chyba jeszcze mniej odpowiednie słowo. Rzecz będzie o Adzie, jej rodzinie, powiązaniu z Rybnikiem, o Sprawiedliwych bez dyplomu, dobrych i złych ludziach, strasznych czasach i poszukiwaniu prawdy, do której rzadko kiedy udaje się dotrzeć, bo ona dla każdego jest inna. Nie będzie oceniania ani wartościowania. Przynajmniej tak zakładam.

Występują:

Starsza pani; Ada; Chaim – tata Ady i brat Maxa; Max – ojciec Otto i brat Chaima i zarazem wujek Ady; Otto – syn Maxa, bratanek Chaima i kuzyn Ady; ojciec starszej pani; Paweł – wujek starszej pani; Chlubek vel Hlubek; Niemiec Frenzel – hydraulik; pani Frenzel – żona hydraulika, Czech Viktor – kolega Otto; Rachela – druga żona Maxa, mój tata, ja i inni.

Miejsca akcji:

Braunschweig, Berlin, Katowice, Dąbrowa Górnicza, Kl Auschwitz-Birkenau, Rybnik, Skrzyszów, AL Fünfteichen (filia KL Gross Rosen w Miłoszycach), Theresienstadt, Regensburg i wiele innych.

Scenariusz: życie

Reżyseria: życie

Research: ja i syn starszej pani.

Specjalne podziękowania dla syna starszej pani, pani tłumacz, jednego amerykańskiego Chińczyka, gminy żydowskiej w Regensburgu oraz córki Maxa i Racheli.

Otto Schwerdt (74)

Na razie tyle. Zbieram się na ognisko z młodzieżą z Projektu „Kryptonim 446”. Za oknem wali deszczem, nad Radlinem chmury z tych śniegowych, ale co tam 😉

To be continued.

 

Kategoria: Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Ada (trailer) została wyłączona
Kwiecień 16

Kryptonim 446

Tytuł dzisiejszego wpisu jest zapewne tajemniczy. Ale właśnie tak nazwano projekt, który wczoraj z niezwykłym zaangażowaniem zakończyła młodzież gimnazjum Nr 5 w Rybniku-Boguszowicach wraz z młodymi artystami z Młodzieżowego Domu Kultury z mojego miasta. Drugi raz współpracowałam z tym gimnazjum oraz jego nauczycielami i po raz drugi jestem pełna zachwytu i uznania zarówno dla uczniów, jak i ich wychowawców.

446

Tym razem projekt miał upamiętnić ofiary Marszu Śmierci, spoczywające w zbiorowej mogile w Lasku nad Rudą. 446 bezimiennych ofiar zamordowanych na naszej ziemi z okazji Dnia Pamięci o Holokauście i Przeciwdziałaniu Zbrodniom Przeciwko Ludzkości.

wyklad 2Moje pierwsze spotkanie z młodzieżą nie należało do najłatwiejszych i z ręką na sercu powiem, że chyba nie dotarłam do nich z tym co chciałam przekazać. Na pewno uznali mnie za starą babę gadającą nudne rzeczy i mieli do tego pełne prawo. Myślę, że trzecie – ostatnie spotkanie w szkole było już bardziej ciekawe dla nich bowiem bezpośrednio dotyczyło tych spraw najsmutniejszych, czyli Marszu Śmierci. Nawet, gdy tylko w kilku parach oczu widać zaciekawienie, to warto opowiadać.

wykladMoja rola kończyła się na tych 6 godzinach lekcyjnych. Całą resztę na swe barki wzięły nauczycielki z gimnazjum i pani reżyser z MDK-u. No i oczywiście ci młodzi ludzie, którzy zbierali słoiki i mini świeczuszki, by nimi oświetlić drogę od pomnika przy Rudzie do grobu zbiorowego, uczyli się tekstów, które mieli zaprezentować widzom, analizowali, które słowa powinny wisieć na ogrodzeniu kąpieliska Ruda na drodze tego swoistego Marszu Żywych, drukowali zaproszenia, rozdawali je w mieście i ćwiczyli swoją inscenizację teatralną owianą tajemnicą.

Byłam w 100% pewna, że wszystko wyjdzie perfekcyjnie. Mamy fantastyczną młodzież i jak ktoś na nią narzeka, to powinien w momencie wypowiadania złych słów o młodych ludziach, od razu dostać w ciaprok. A młodzież z Boguszowic to jest w ogóle „nadrewelacyjna”. Taka mega, jak to się mówi.

Kryptonim 446 (39)Początek wydarzenia zaplanowano na 20.30, by już było ciemno. Niestety w tym samym czasie na stadionie – tuż obok odbywał się mecz piłki nożnej, więc potężne reflektory ciemność rozświetlały. Smaczku dodawały też radiowozy policyjne, które stały w pobliżu  😉

Kryptonim 446 (34)

Przyjechałam pod pomnik na godzinę przed rozpoczęciem całej imprezy. Wszyscy pracowali jak pszczoły, podzieleni na rejony (a teren do obskoczenia był spory). Jedni wieszali duże plakaty na płocie basenu, inni rozstawiali słoiki z podgrzewaczami, jeszcze inni je zapalali, w lesie trwały nadal próby, pomocna firma prywatna oświetlała te próby, niektórzy po raz kolejny przepowiadali sobie kwestie, które mieli wygłosić.

Kryptonim 446 (41)

Na stadionie było słychać jakieś okrzyki radości (a może zawodu), zaś nad pobliskim byczym centrum handlowych, którego nazwy nie wymienię, bo za reklamy mi nie płacą, krwawiło niebo po deszczu, który wiedział, że ma się skończyć.

Kryptonim 446 (36)

O 20.30 się zaczęło. Gimnazjaliści pięknie i bez tremy opowiedzieli widzom, którzy dopisali, historię tego miejsca. Bez patosu, bez nadmiernego epatowania tragizmem. Tak zwyczajnie.

Kryptonim 446 (55)

Potem przeszliśmy z pochodniami w pierwszym rybnickim Marszu Żywych od pomnika, czyli miejsca śmierci, do mogiły zbiorowej, czyli miejsca pochówku ofiar. Obok jeździły auta, kończył się mecz, ludzie wychodzili z zakupami i wsiadali do aut, świecił się kompleks basenowy – życie. Dobrze. Tak powinno być. Życie zawsze powinno wygrywać.

Kryptonim 446 (46)

Kryptonim 446 (54)

Droga przejścia wyglądała niesamowicie przez ten prosty pomysł ze słoikami. W lesie, do którego już nie dochodziły odgłosy miasta czekała na nas uczta duchowa. Całą inscenizację przygotowała pani reżyser Zofia Paszenda z Młodzieżowego Domu Kultury i chylę przed nią czoła. To samo robię w kierunku aktorów. Kapitalne przedstawienie bez słów. O tolerancji, wolności, empatii i pamięci.

Kryptonim 446 (61)

Kryptonim 446 (62)

Nakręciłam filmik, ale ponoć nie wyświetla się on na wszystkich przeglądarkach. Nie mam aż takiego polotu, by opisać to co zobaczyłam, więc odsyłam do YT.  ➡ Projekt 446 na YT

Kryptonim 446 (64)Na koniec był jeszcze gimnazjalny laureat konkursów recytatorskich recytacji i Miłosz. Miałam łzy w oczach.

Dziękuję Wam wszystkim. Nie należy się obawiać o nasze jutro, gdy mamy taką młodzież i takich nauczycieli-mistrzów. Oni będą rozsiewać te ziarna tolerancji, empatii i wolności. Parafrazując moich ulubionych Fisza i Emade powiem, że oni będą  „Uciekać hen przez śnieg od tych, co tęsknią do wojen„. Bo mają serca i się nie boją.  ➡ Fisz Emade Wojna

I ostatnie zdanie. Szkoda, że tego projektu nie obejrzał nikt z osób, które debatowały w tym czasie o wielkiej kulturze w Teatrze. Mała kultura czasem jest większa niż ta duża.

Styczeń 22

Planeta Auschwitz

W ➡  ubiegłym roku było głośno, wiele się działo, wszyscy przypominali… w tym roku cicho, mało kto pamięta, za wyjątkiem żydowskich portali nikt nie pisze. Czyli mus coś opowiedzieć, bo nie wolno zapominać i udawać, że skoro to było 71 lat temu, to już nie jest ważne.

24.01.2015 (29)Będzie jak zwykle w powiązaniu z Rybnikiem. Miasto moje było na trasie Marszu Śmierci, który szedł z Auschwitz. Pisałam już o tym rok temu i myślę, że jeśli ktoś będzie chciał, to powróci do tragicznej historii holenderskiego KorczakaW lesie pod Rybnikiem, za przysiółkiem Młyny, kolumna pędzonych ludzi została ostrzelana, czy celowo, czy przypadkiem, tego nie dojdziemy. Zginęło wówczas wielu więźniów. W chaosie, który zapanował, spora ich liczba zaczęła uciekać i starała się ratować swoje życie. Pół wieczoru kombinowałam, czy da się z tego tragicznego dnia wycisnąć coś pozytywnego, by nie pisać jedynie smutnych rzeczy. W sumie da się, bo można napisać o rodzinach Sprawiedliwych, czyli choćby Jurytkach, którzy uratowali niemałą grupę żydowskich uciekinierów, można napisać o samotnych i nieznanych z nazwiska Ślązaczkach z okolicznych wsi, które pomagały. Samotnych, bo ich mężowie byli wtedy w Wehrmachcie. Można mniej więcej określić ilu udało się uciec – to też wieli pozytyw. Ale na tej próbie optymistycznego spojrzenia na to, co się stało w podrybnickim lesie, a potem na rybnickim stadionie, gdzie zginęło ponad 400 ludzi, kładzie się zawsze cień. Cień Planety Auschwitz.  

Nie myślcie, że to ja taka mądra i to określenie wymyśliłam. Nie, to nie moje. Tak nazwał Auschwitz Yechiel Feiner – numer obozowy 135633. Kombinując nad czymś co mogłoby zainteresować czytelników Szuflady, a co nie byłoby tylko suchym przypomnieniem rzezi, która miała miejsce w Rybniku zaczęłam przeglądać kartki z książki pana Jana Delowicza. W ciepełku kuchennym, przy gorącej herbacie patrzałam na nazwiska więźniów, którzy szli w tej nitce marszu i szukałam w krótkich notkach kogoś, kto mógłby zostać pozytywnym (bo taki był początkowy zamysł tego wpisu) bohaterem opowieści. Czyli takim, któremu udało się przeżyć. Nie ten, nie ten, ten też nie. Mam! Ostatnie zdanie w krótkim biogramie było obiecujące: ” W procesie Eichmanna występował jako świadek”. 

Google początkowo niewiele pokazywało. Dopiero po wpisaniu nie spolszczonej wersji nazwiska ukazała mi się ogromna ilość angielskich stron, których czytanie mnie tak wciągnęło, że nawet oczekiwanie na kolędę się nie dłużyło. Niestety, im więcej czytałam, tym bardziej docierało do mnie, że to nie będzie wesoły wpis, choć Yehielowi Feinerowi udało się z marszu zbiec i to właśnie pod Rybnikiem. 

Yehiel Feiner (Jechiel Fajner) Denur urodził się 16 maja 1909 r. w Sosnowcu. Pochodził z chasydzkiej rodziny i od młodości był uzdolniony. Studiował w słynnej jesziwie w Lublinie, a po niej na Uniwersytecie Warszawskim. Był utalentowanym skrzypkiem, komponował i pisał wiersze w jidisz. Pierwszy tomik jego wierszy opublikowano w Warszawie w 1931 r. Gdy na planecie Ziemia zapanowała wojna dostał się do KL Auschwitz II-Birkenau  (1943 r.) wraz z transportem Żydów z Sosnowca. Był tam prawie 2 lata. Dwa lata na Planecie Auschwitz.

Las w KamieniuWraz z tysiącami innych w styczniu 1945 r. popędzono go z podobozu Günthergrube w kierunku Gliwic, potem pociągiem przewieziono do Rzędówki pod Rybnikiem i dalej pieszo przez las w stronę Rybnika. Czy ten chodzący szkielet by przeżył gdyby nie strzelanina w lesie? Ta, w której zginął amsterdamski Korczak? Jaki Bóg nad nim czuwał, że nie sięgnęły go kule w naszym lesie? Zapewne ten sam, który ocalił go niejednokrotnie przed wzrokiem Anioła Śmierci, czyli doktora Mengele, choć jak sam o sobie pisał po wojnie – był archetypem muzułmana. Tu wyjaśniam niewtajemniczonym, iż określenie to było używane w żargonie obozowym i oznaczało więźnia skrajnie wycieńczonego z powodu głodu. Tacy, w trakcie selekcji, szli od razu do komory. W komorze gazowej zginęła niemalże cała rodzina Yehiela – żona, ojciec i rodzeństwo. A on wyszedł z Planety Auschwitz i jako chodzący trup zdołał uciec i po tułaczce w śniegu i mrozie po nieznanych mu lasach natknął się na żołnierza Armii Czerwonej, który go podniósł i podał mu płaszcz. Nota bene, to znalazło odzwierciedlenie w jego powieści Feniks z popiołów, w której bohater niesie zniekształcone zwłoki arabskiej kobiety, która zginęła od miny. Yehiel Feiner pytał wtedy: „Czyż to my nie powinniśmy być tymi, którzy przerwą to koło nienawiści?”.  

Feiner, po zakończeniu wojny, tułał się po Europie. Trafił do szpitala na terenie Włoch, gdzie bardzo powoli dochodził do zdrowia. Następnie wyjechał do Palestyny, zmienił nazwisko na Dinur, ożenił się, miał dwójkę dzieci i dożył 92 lat. Z pozoru wsio ok. Udało mu się, bo uciekł pod Rybnikiem. Przeżył, miał następną rodzinę, Planetę Auschwitz zostawił gdzieś daleko. Nic bardziej mylnego. Cień tej strasznej Planety towarzyszył mu przez całe życie. 

Ka-TzetnikUznał, że musi zostać kronikarzem. Uważał, że przeżył, tylko w jednym celu – by mówić co się stało i by być rzecznikiem ofiar. Pierwszą nowelę napisał jeszcze we Włoszech. Nie pisał jako Yehudi Feiner, ani jako Fajner, ani też jako Dinur. Otóż pisał jako Ka-Tzetnik 135633. Czyli Kacetnik – od niemieckiego Konzetrationslager (obóz koncentracyjny). 135633 to był jego numer obozowy wytatuowany na przedramieniu. 

Jego powieści to rodzaj kronik pokazujących piekło. Najsłynniejszą książką Ka-Tzetnika 135633Dom lalek jest Dom lalek, w której opisywał oddziały rozkoszy, gdzie żydowskie kobiety zmuszane były do świadczenia usług seksualnych w obozach koncentracyjnych. Sugerował, że bohaterka książki Daniella to może być jego młodsza siostra, której nie udało się przeżyć Holokaustu. W kolejnej z książek, Piepel, w której naziści seksualnie wykorzystują młodych chłopców, znowu sugerował, że bohaterem opisanych wydarzeń był jego brat, zmarły w obozie. Niektórzy krytycy twierdzili, że momentami ocierał się w swoich powieściach o kicz i przesadną wulgarność. Większość jednak jednoznacznie uznawała, iż dawał świadectwo tego, co miało miejsce w Auschwitz. 

Adolf_Eichmann_at_Trial1961W 1961 r., został, jak tysiące innych ocalałych z Holokaustu, powołany na świadka w procesie ➡  Adolfa Eichmanna – zbrodniarza wojennego, porwanego przez wywiad izraelski w Argentynie (1960 r.) i skazanego na śmierć przez powieszenie w Izraelu (1962 r.). W dziejach państwa Izrael wykonano tylko jeden wyrok śmierci. Ponowne, bezpośrednie zetknięcie się mojego bohatera ze wspomnieniami, patrzenie na osobę, która była koordynatorem Ostatecznego Rozwiązania, która była winna śmierci milionów Żydów, która jednym podpisem wysyłała ludzi do komór, nie mogło być łatwe.

1389.9 Holocaust AI nie było. Do momentu procesu nie było wiadomo, iż znany już wtedy izraelski pisarz, ukrywający się pod pseudonimem Ka-Tzetnik 135633 to Yehiel Dinur – ocalały z Auschwitz. Po zaprzysiężeniu, Yehiel odpowiadając na pytanie prokuratora: „Jaki był powód panie Dinur, że ukrywał pan swoją tożsamość pod pseudonimem Ka-Tzetnik?”, powiedział:

To nie było literackie nazwisko. Nie uważam się za pisarza czy twórcy materiału literackiego. To jest kronika planety Auschwitz. Byłem tam prawie dwa lata. Czas tam nie był taki jak gdzie indziej na ziemi. Każda cząstka minuty mijała w innej skali czasu. A mieszkańcy tej planety nie mieli imion, nie mieli rodziców ani nie mieli dzieci. Nie ubierali się w taki sposób jak ludzie tutaj; oni się tam nie urodzili i nie dawali życia; oni oddychali zgodnie z innymi prawami natury; oni nie żyli, ani nie umierali zgodnie z prawami tego świata. Ich imieniem był Kacetnik. Oni byli tam odziani, jak by to pan nazwał…

Prokurator na to: Tak. Czy to jest to co nosiliście? (w międzyczasie do Yehiela podeszła osoba z pasiakiem).

Yehiel: To jest strój planety zwanej Auschwitz. I ja wierzę, że muszę nadal nosić tą nazwę, tak długo, puki świat nie obudzi się po ukrzyżowaniu narodu, by zniszczyć to zło, tak jak ludzkość obudziła się po ukrzyżowaniu jednego człowieka. Wierzę, że tak jak w astrologii gwiazdy wpływają na nasze przeznaczenie, tak planeta popiołów, Auschwitz , stoi w opozycji do naszej planety i wpływa na nią. 

Następne, wypowiadane przez Yehiela, słowa sprawiają mu już trudność. Widać potworne zdenerwowanie.

Jeśli jestem w stanie tu stać dziś przed wami i odnosić się to wydarzeń na tej planecie, jeśli ja, odpad z tej planety, jestem w stanie tu być w tym czasie, to usilnie wierzę, że to przez przysięgę, którą im dałem. Oni dali mi siłę. Ta przysięga była zbroją, z którą otrzymałem nadprzyrodzoną moc, że powinienem być w stanie, po czasie – czasie w Auschwitz, dwóch latach, gdy byłem Muzułmanem, przetrzymać to. Dla tych, którzy mnie zostawiali, zawsze mnie zostawiali, rozstawali się ze mną a ta przysięga zawsze pojawiała się w ich oczach. Prawie dwa lata żegnali się ze mną i zawsze zostawiali mnie w tyle. Ja ich widzę, oni się na mnie patrzą, widzę ich, widziałem ich stojących w kolejce.

Prokurator stara się zadać pytanie, ale już nie dostaje odpowiedzi, bowiem nasz bohater traci przytomność na sali sądowej. Później okazało się, że przeszedł w tym momencie zawał. Cień Planety Auschwitz…

Nagranie z dramatycznego przesłuchania świadka na procesie Eichmanna możecie zobaczyć tutaj  ➡  Film (Clip 1) (tłumaczenie najważniejszej części powyżej – mojego autorstwa).

Do końca życia cierpiał na depresję i nigdy nie opuściły go koszmary. Poddał się nawet eksperymentalnej terapii przy użyciu LSD. Do końca życia też pisał i był bardzo uznanym twórcą. Niestety, spalił swoje pierwsze wiersze, które kiedyś, już po wojnie, znalazł w Bibliotece Narodowej w Izraelu. Wychodził z założenia, że jego twórczość sprzed Auschwitz powinna obrócić się w prochy. Był też wielkim zwolennikiem pojednania między Arabami i Żydami. Zmarł na raka w 2002 r.

A miało być ciut pozytywniej.

 Źródła:

http://www.nizkor.org/hweb/people/e/eichmann-adolf/transcripts/Sessions/Session-068-01.html   http://www.ushmm.org/online/film/display/detail.php?file_num=2285&clip_id=F7D306BC-99B4-48E0-8DEB-0929831F171E;    http://www.nobleworld.biz/images/Abramovich.pdf   http://www.tabletmag.com/jewish-arts-and-culture/books/97160/ka-tzetnik ; J.Delowicz „Śladem krwi”

 

 

Kategoria: Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Planeta Auschwitz została wyłączona
Luty 4

Upamiętnienie Marszu Śmierci

Kilka subiektywnych NAJ z okazji rocznicy marszów

W ostatnich tygodniach zarówno Rybnik, jak i okoliczne miejscowości upamiętniały 70-tą rocznicą Marszów Śmierci, które w styczniu 1945 roku przechodziły przez naszą część Śląska.

Najwięcej niesamowitych informacji, faktów i wiadomości wyniosłam z konferencji zorganizowanej przez muzeum w Wodzisławiu Śląskim. Wysiedziałam wiele godzin, do samiuśkiego końca, w dodatku na podłodze, pod oryginalnym pasiakiem i ani jeden ziew nie pojawił się na mojej buzi. Zrobiłam kilkanaście stron notatek i jeszcze poznałam pana Klistałę!

17.01.2014 Konfa W-slaw (22)

Czytaj dalej

Kategoria: Edukacja, Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Upamiętnienie Marszu Śmierci została wyłączona
Styczeń 21

Samuel Kops – holenderski Korczak

Jutro minie 70. rocznica masakry na tzw. Młynach w Kamieniu.  22 stycznia w lesie pod Rybnikiem SS-mani otworzyli ogień do maszerujących więźniów Auschwitz-Birkenau.  O tej historii można znaleźć kilka informacji w sieci, jak choćby na stronie nowego projektu Strażnicy Pamięci. Dlatego nie będę opisywać, która to nitka Marszu Śmierci była, skąd szła i dokąd doszli ci, którzy przeżyli. Z tego dramatu sprzed 70 lat chcę wyłuskać „miejsce i imię”, czyli Yad Vashem.

6.04.2014 (1)

Te miejsca to Amsterdam, a imię to Samuel Kops.

Czytaj dalej

Kategoria: Judaika, Rybnik, Turystyka i krajoznawstwo | Możliwość komentowania Samuel Kops – holenderski Korczak została wyłączona