Maj 1

Margarete Biberstein z Rybnika, a święta Edyta Stein

Jak zwykle miało być o kimś innym, a będzie o jednej Małgorzacie – dalekiej powinowatej Edyty Stein. Wielką miałam kołomyję myślową w łepetynie, ale udało mi się pozbierać myśli i fakty do kupy, by móc Wam przedstawić powiązanie Rybnika z niemiecką filozofką, Żydówką, następnie karmelitanką bosą, męczennicą, świętą katolicką i patronką Europy.

Zanim jednak dojdę do Edyty, kilka słów o rodzinie, która w Rybniku mieszkała przez wiele lat. Schäfferowie na pewno byli u nas już w pierwszej połowie XIX w. Głównie parali się sprzedażą i produkcją alkoholu. Karczmarze i destylatorzy. Jednym z nich był Jakub, w internetach często widniejący jako Jacques. Wraz z żoną Hedwig dorobił się czwórki dzieci. Jedną z nich była Margareta urodzona w Rybniku w 1891 r.

Jacques z żoną, gdy Margarete była jeszcze mała, wyprowadził się z Rybnika i osiadł w Gliwicach. Na pewno to miasto dawało mu lepsze warunki do handlu.

Margarete miała 13 lat, a jej przyszły mąż ogłaszał się już jako gliwicki lekarz specjalista od zaburzeń przewodu moczowego, przyjmujący swoich pacjentów przy Wilhelmstrasse. Dziś to ulica Zwycięstwa – nadal jedna z ważniejszych ulic miasta.

Dr Friedrich Biberstein, bo o nim mowa, urodził się w Siemianowicach, czyli ówczesnej Laurahütte w 1879 r., jako syn Ludwiga i Cecylii. Miał o rok starszą siostrę. Niestety, ich mama zmarła młodo, osierocając Friedricha i Rudolfinę. Jego tata Ludwig (nauczyciel) ożenił się po raz drugi i z tego związku narodził się jeszcze jeden Biberstein – Hans. Macocha przyszłego doktora, a zarazem męża naszej rybniczanki Małgorzaty, nazywała się Dorothea i pochodziła z Rawicza. Wiem, że trochę to skomplikowane, ale właśnie przez Hansa dojdziemy do Edyty Stein, dlatego musicie się skoncentrować. Genealogia to nie jest taka prosta sprawa jakby mogło się wydawać. Po jakimś czasie zmarło się i ojcu Friedricha, Rudolfiny oraz Hansa, a druga pani Biberstein została sama z dwójką przybranych dzieci oraz swoim własnym, czyli Hansem. Jak to opisała Edyta Stein w swojej autobiografii, ojciec tej trójki Bibersteinów był bardzo lubianym i cenionym człowiekiem. Jako nauczyciel, nie zapominajmy, że Żyd, uczył również katolików i jednego z nich przygotowywał do bycia księdzem. Gdy po wielu latach wdowa po nauczycielu z Huty Laura, spotkała właśnie tegoż księdza we Wrocławiu, usłyszała wiele ciepłych słów o swoim mężu, zarazem nieznanym teściu naszej rybnickiej Małgorzaty. Wiem, wiem, już jesteście pogubieni w tych rodzinnych zawiłościach. No to mały skrót: był jeden cudowny i światły żydowski nauczyciel w Świętochłowicach, który miał z pierwszego małżeństwa syna Friedricha i córkę Rudolfinę. Zmarło się jego pierwszej żonie, więc ożenił się drugi raz i spłodził syna Hansa. Potem zmarło się i nauczycielowi. A w międzyczasie, gdzieś tam na skraju państwa niemieckiego, w małej pipidówie o nazwie Rybnik, w bogatej rodzinie Schäfferów przyszła na świat Margareta. Jej rodzice uznali, że pipidówa to nie jest miejsce dla nich, więc przeprowadzili się do Gliwic. A w tym mieście pracował już, jako uznany lekarz, syn nauczyciela z pierwszego małżeństwa. Skumali? Jak nie, to trza wrócić do liceum i powtórzyć lekcje z logiki. Jak tak, to lecę dalej. W Gliwicach, gdzie zamieszkali bogaci rybniczanie Schäfferowie ze swoją Małgosią, pracował już jako lekarz, Friedrich Biberstein. W 1910 r. doszło do zaręczyn 19-letniej dziewczyny ze starszym o 12 lat doktorem, którego młodszy, przyrodni brat za równo 10 lat ożeni się z siostrą Edyty Stein – Erną. Zaręczyny Margerete i pana doktora oficjalnie ogłoszono w prasie lokalnej. Następnie urząd stanu cywilnego podał informację o ślubie młodej dzierlatki z dojrzałym już mężczyzną, przy okazji informując kto się urodził, czy też kto przeszedł na drugą stronę mocy. 

I tu, przy tym ślubie, wreszcie doszłam do styku: katolicka patronka Europy i Rybnik. Otóż siostra świętej Edyty Stein była szwagierką rybniczanki – Małgorzaty Biberstein z domu Schäffer. No dobra, czaję, że wam się też w głowach już wsio plącze, ale jak się wczytacie uważnie, to skumacie. Edyta pochodziła z wielodzietnej rodziny, ale Erna z racji zbliżonego wieku była jej sercu najdroższa. Dlatego też rodzinie Bibersteinów, ta filozofka poświęciła sporo miejsca w swojej autobiografii, z której czerpię większość informacji.  Edytka ciepło pisała o nauczycielu (sądzę, że z racji tego, iż poświęcał swój czas katolikom), delikatnie obsmarowała szwagra Hansa i jego niesamowite przywiązanie do matki, nazywając matczyną miłość, wręcz tyranią. Już będąc zakonnicą pisała o nim niby delikatnie, a jednak z pewną ironią. Hans, na mój rozum to takim rozpieszczonym mamincyckiem i bawidamkiem był. Poniższa fota, u stóp wielu lasek, to obrazuje. Choć… był i niezwykle mądrym, inteligentnym i i zapewne normalnym facetem. Dociekliwym polecam wspomnienia Edyty.

 Noooo i nasza europejska święta wyraźnie napisała, iż starszy, przyrodni brat Hansa, czyli nasz gliwicki lekarz od moczowodów, bardzo bogato się ożenił (przypominam, iż z urodzoną w Rybniku Małgosią), dzięki czemu zaborcza macocha oraz młodszy brat Hans mieli się przez lata lepiej finansowo.

Całej historii świętej Edyty Stein nie będę przytaczać, bo łatwo ją znaleźć w Internecie. Wszyscy wiemy, że odeszła od wiary żydowskiej, co dla większości jej rodziny było straszne. Szczególnie dla mamy  wszystkich Steinów. To właśnie Erna, żona rozpuszczonego przez matkę Hansa Bibersteina, powiedziała rodzinie o zamiarze wstąpienia do klasztoru karmelitek przez Edytę. Jak widać ze zdjęcia Erna na stare lata bardzo elegancką damą była.

Jaki los spotkał przyszłą patronkę katolickiej Europy? Auschwitz. Tam zginęła też inna z jej sióstr – Rosa. Wykształcona Erna i jej, równie kształcony mąż Hans, zdołali wyjechać z dziećmi do USA i tam zmarli, jako i ich dzieci urodzone we Wrocławiu. A nasza rybnicka Małgosia – daleka powinowata Edyty?

Powiem wam tak: Uffff. I ona, i jej  mąż urolog, i ich jedyna córka Eva, też uratowali swoje życie i spoczęli w normalnych grobach na amerykańskiej ziemi. Urodzona w Rybniku Margaret Biberstein, z domu Schäffer, zmarła w wieku 85 lat w Nowym Jorku. Jej mąż, Friedrich Wilhelm Ludwig Paul Biberstein, zmarł mając 87 lat w tym samym mieście. Oczywiście, z racji różnicy wieku, Friedrich zmarł sporo lat przed swoją Margarete. Ich jedyna córka Eva (po mężu Ramos) też już nie żyje od 2001 r. Dzięki Centralnej Bibliotece Judaistycznej Żydowskiego Instytutu Historycznego wiemy, kiedy wyjechali do Ameryki. Margarete wraz z córką w kwietniu 1937 r. Mężowi udało się opuścić Gliwice rok później. 

Tyle. Zawsze będąc w naszej rybnickiej bazylice p.w. św.Antoniego patrzę na ogromny witraż z Edytą Stein.

I tak se myślę: Żydówka, choć katoliczka. Niemka, przez rodzinę Górnoślązaczka, demokratka, przez pewien czas ateistka, potem siostra Teresa Benedykta od Krzyża, na pewno Europejka. Ponoć, gdy ją aresztowano w klasztorze w Holandii powiedziała do swej siostry: Chodź, idziemy cierpieć za swój lud. Wiem na sto procent, że cierpiałaby widząc, co w dzisiejszych czasach robią wyznawcy wiary, którą wybrała, z kukłą w Pruchniku. Wiem na sto procent, że cieszyłaby się ze zjednoczonej Europy. I wiem na sto procent, że z nią, choć organicznie nie znoszę zakonnic, mogłabym se pogadać. Choćby o dalekiej powinowatej – Margarete Biberstein, dla której zrobiłam tą nową, maluśką szufladeczkę.

Korzystałam z autobiografii Edyty Stein w wersji angielskiej pt. „Life in Jewish family. 1891-1916”, portalu www.geni.com, Wikipedii, Centralnej Biblioteki Judaistycznej, zasobów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, Archiwum Państwowego w Raciborzu, strony https://www.wikitree.com/wiki/Biberstein-2, no i swojego umysłu. Mam nadzieję, że Wam się mózgi nie zagotowały od genealogicznych zawiłości 🙂 

Maj 29

Dawni rybniccy radni

Parę dni temu obchodziliśmy Dzień Samorządu Terytorialnego. Takie ogólne śmoje-boje, bo w naszym kraju lubimy wymyślać święta  😉 By było śmieszniej dzień ten ma patronkę katolicką. A mnie, ten dzień skojarzył się jednoznacznie: do 1918 r. mieliśmy w Rybniku wielu radnych wyznania izraelickiego, o których dziś nie pamiętamy. Pracowali dla miasta za friko, bo kiedyś tak było. Patronki nie potrzebowali :mrgreen:  Wtedy bycie rajcą nobilitowało. Być może też się kłócili, może też atakowali, kto wie. Znając jednak solidarność żydowską i pracowitość niemiecką, to dla nich – jako niemieckich Żydów, służących swej małej ojczyźnie jakim był Rybnik, najważniejsze było miasto. Przynajmniej tak mi się wydaje i tak se to w głowie poukładałam.

Nasz niemiecki, ale o polskich inklinacjach, kronikarz – Artur Trunkhardt w Dziejach Rybnika podaje takie informacje (znani mi Żydzi podkreśleni):

Najznamienitsi ze znamienitych. Najbogatsi z bogatych. Najbardziej pracowici z pracowitych.

Choćby pierwsi z brzegu – trzech Haasych, czyli Ferdynand, jego syn Julius i wnuk Felix. Niejednokrotnie już tu pisałam co im nasze miasto zawdzięcza. Nie chcąc się powtarzać, zachęcam do sięgnięcia do starszych szufladek.

Kolejni dwaj. Hermann Müller i jego syn Zygfryd – właściciele rybnickiego browaru. Bogacze jak na Rybnik, ale czynnie angażujący się w sprawy miasta.

Kilku Schäfferów też kronikarz wymienił.

Fabian Leuchter, hurtownik, po latach jego syn będzie prowadzić kino.

Noah Leschcziner, kupiec, którego kamienice budzą zachwyt do dziś, też rajcował. Pisałam już o nim  ➡ tu

Dalej, Josef Altmann – destylator, właściciel okazałej kamienicy na Rynku. Jemu decyzja o przyznaniu Rybnika Polsce nie przypadła do gustu i wyjechał do Berlina.

Kolejny ważny radny, zarazem zasłużony pedagog, pracujący z sierotami w żydowskim przytułku – dr Katz. On też opuścił nasze miasto. Jego postać zasługuje na głębsze badania.

Abraham Prager – kupiec, który nie tylko służył miastu radą i działaniami samorządowymi, ale i wykładał swoją własną kasę na wiele przedsięwzięć. Jak choćby na cegłę, z której wybudowano powyżej pokazaną ochronkę. A cegły tej poszło sporo.

Jego śmierć w 1914 roku była wielką stratą dla miasta.

Na liście jest jeszcze choćby dr Landsberg – ojciec późniejszego ministra sprawiedliwości  w pierwszym, demokratycznie wybranym, rządzie Republiki Weimarskiej – Otto Landsberga.

Jeden ze wskazanych przez Trunkhardta rajców – Benno Levy został w Rybniku do 1939 r. Co prawda w okresie międzywojennym już nie działał w radzie miasta, ale pracował na rzecz gminy żydowskiej. Co ciekawe, nie był rodowitym rybniczaninem, gdyż pochodził z miejscowości Mieścisko w Wielkopolsce. Jednak tu się ożenił z panną Kornblumówną i tu żył aż do momentu wywózki do getta w Trzebini. Reszty można się domyśleć. Myślę, że przy selekcji usłyszał słowo „Links!”, czyli od razu do komory gazowej. Był za stary, by usłyszeć „Rechts!”.

O pozostałych już nie napiszę, gdyż muszę kończyć, bo kotka patrzy na mnie już z wyrzutem, że jeszcze mnie nie ma w łóżku  😆

To na tyle z mojej strony jeśli chodzi o dziwne święto związane z rządzeniem miastem.

 

Kategoria: Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Dawni rybniccy radni została wyłączona
Grudzień 2

Takie sobie obwieszczenie gwiazdkowe

Grudzień 2016. Zbliża się Gwiazdka. Wystawy sklepowe pełne migoczących lampek, w centrach handlowych bycze choinki postrojone kolorowymi bombkami, na każdym kroku tłum ludzi szukających prezentów na „Dzieciątko”. No właśnie, u nas geszynki przynosi „Dzieciątko”, żaden tam aniołek, gwiazdor, Mikołaj, czy inny wymyślony cudok. 119 lat temu też tu mówiono na prezenty bożonarodzeniowe „dzieciątko”.

zakaznie-na-mocy-umowy-nowiny-rac-23-12-1897

To chyba było pierwsze co rzuciło mi się w oczy po przeczytaniu obwieszczenia o zakazie dawania podarków. Takie zwykłe ogłoszenie, a ile treści w sobie niesie. Umowa wzajemna. Żydowscy kupcy z Rybnika podpisali wzajemną ugodę z tymi nieżydowskimi, iż nie będą dawać dzieciątka odbiorcom, ich służącym, lub urzędnikom pod karą 10 marek. Urzędnikom też 😉 Zero korupcji.

O co chodziło z tym niedawaniem? Czy kupcy chrześcijańscy się oburzali, że Żydzi dawali coś za darmo, może chcąc tym przyciągnąć klientelę? Czy też odwrotnie? Żydzi nie chcieli, by ich współwyznawcy otrzymywali jakieś zakazane prezenty przy okazji nieuznawanych przez nich świąt? Na chłopski rozum, to raczej chodzi o to pierwsze.

Lista podpisanych jest elegancko ustalona, czyli alfabetycznie. Na pewno więcej jest pod ugodą kupców żydowskich, jak choćby Altmann, Aronade, dwóch Boehmów, Kornblum, Priester, Münzer, Schäffer, czy Geppert.

j-altmann

Nawet jest tu ojciec niedawno wysznupanego przeze mnie żydowskiego lekarza Hefftnera.

No i jeszcze legendarny Hermann Sladky (na obwieszczeniu błąd w nazwisku). Niemiec z krwi i kości. Żaden tam Żyd. Jego syn Karl, urodzony w 1893, po latach będzie przez jakiś czas burmistrzem Rybnika w okresie okupacji. Musiało chyba starego Sladky’iego szpanować, że jego służący mogliby dostawać jakieś podarki od Żydów za darmo.

rynek-i-kamienica-sladky

Parę jeszcze nazwisk odnalazłam na starych pocztówkach. J. Muschalik:

j-muschalik

Gasthaus Richarda Gruberta, członka Rady Nadzorczej Banku Ludowego założonego w 1901 r. i zaraz za nim drogeria V.Proske.

ul-koscielna

Aaa, i jeszcze J.Urbanczyk’s Sohn z Rynku. To na pewno nie byli Żydzi.

 rynek

Kilku ważnych w porozumieniu brakuje. Leschcziner nie dał się w to wmanewrować, ani Pragerowie, Rahmer też chyba wolał coś dać, by potem zyskać. Kapelusznik Pick również siedział cicho i dzieciątkowe geszynki chrześcijanom być może rozdawał 🙂

No cóż. Żydowskich kupców w Rybniku już nie ma i dziś nikt żadnych porozumień nie podpisuje, a jak dają dzieciątko za darmo to się bierze i tyle. Nie ważne od kogo. Na razie. Bo czort wie co się stanie za rok, czy dwa. Może znowu zakażą pod karą brać podarki od „innych”.

Styczeń 7

Judaika rybnickie – uzupełnienie

Kaiser (1)Opisując w grudniu swoje ➡ rybnickie judaika kompletnie zapomniałam o malutkiej, ale jakże dla mnie ważnej karteczce z reklamą sklepu Josefa Kaisera. Dostałam ją onegdaj od pana Michała Palicy, potem wsadziłam w koszulkę Kaiserów i wypadła mi z pamięci. Jest niezwykle ważna, bowiem jest świadectwem istnienia rodziny, która niestety prawie cała zginęła w Holokauście. Kaiserowie prowadzili swój sklep przy Sobieskiego 36, byli skoligaceni m.in. z Leschczinerami i Dąbrowskimi. Słyszałam, że mieli jakąś kamienicę i na ul.Staszica.

Jak widać z ulotki w sklepie tym sprzedawano wyroby modne zarówno dla pań, jak i panów. Asortyment był szeroki, czyli od bielizny, przez pościel, firanki po linoleum. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze w jakimś rybnickim domu leży na podłodze ta wykładzina podłogowa kupiona w sklepie Josefa Kaisera?

Tył ulotki jest bardziej osobisty, choć sądzę, że zapiski dotyczące miłości nie wyszły spod ręki członka rodziny.

Czytaj dalej

Kategoria: Judaika, Rybnik | Możliwość komentowania Judaika rybnickie – uzupełnienie została wyłączona