Październik 14

Wybory a geny

Przed genami się nie ucieknie

Rozum mi zaćmiło i zgodziłam się startować w Wyborach Samorządowych. Jak zwykle poszłam za emocjami, bez kalkulowania i analizowania, czyli bardzo po babsku. Dobrze, że Szuflada jest moja i nikt mi wpisu nie ocenzuruje, a jak nie będzie chciał dalej czytać, to se kliknie na Onet, przeniesie go w wielki świat i nie będzie musiał hamować odruchów wymiotnych przy czytaniu moich słówek.

A tym, którzy ciekawi wyjaśnię w skrócie why and for what.

W ubiegłym roku wiosną przygotowując się do Spaceru śladami Żydów rybnickich spamowałam zaproszeniami po całym świecie, by jak najwięcej ludzi przyszło posłuchać i zobaczyć. W tym amoku zapraszania wysłałam jedno do Piotra Masłowskiego, wówczas mało znaczącego kandydata na senatora w wyborach uzupełniających, które sparaliżowały moje miasto i skludziły do nas prawie wszystkich możliwych polityków. Chłopa nie znałam, ale co mi tam zależało. I o dziwo przyszedł. Nie rzucając się w oczy, z żonkilem w ręce (wręczałam je wtedy na pamiątkę rocznicy powstania w getcie) obszedł całe miasto ze spacerowiczami nie wchodząc w obiektywy aparatów, choć to był dokładnie dzień wyborów. Zapamiętałam to sobie 🙂 Senatorem nie został co wiadomym było.

Maslo

Po jakimś czasie Piotr poprosił, by zaopiniować jeden z projektów do budżetu obywatelskiego. Projekt ten mi był bardzo bliski, bowiem wnioskował o kasę na wybudowanie obelisku upamiętniającego rybnickich Żydów. Zapamiętałam to sobie 🙂  Wniosek nie przeszedł co wiadomym było.

Gdy prawie rok temu Piotrek (już nie Piotr) zadzwonił, by go poprzeć w starcie w wyborach na prezydenta Rybnika, nie miałam ani chwili wahania i powiedziałam: TAK, bo pamiętałam. Poszłam na zebranie i zostałam członkiem pierwszego w swoim życiu stowarzyszenia – pozapartyjnego Forum Obywateli Rybnika. Gdy wróciłam do domu z tego pierwszego mitingu to z nerwów aż zasnąć nie mogłam, bo po emocjach przyszły wątpliwości. Po co ci to dziołcho! Na stare lata stowarzyszenia, wybory – toż to nie mój świat. Przy moim ogromnym poczuciu niezależności zawsze broniłam się przed formalnymi członkostwami.

for 1

Powiedziałam te TAK, choć zaznaczyłam wtedy, że popieram, ale żadne starty na radnego mnie nie interesują, bo się na tym nie znam i po prostu nie chcę. Wiem, co sama zawsze gadam o kandydatach, partiach i wyborach. Nie mniej jednak jestem legalistą i w wyborach jako obywatel zawsze uczestniczę narzekając jak wszyscy, że nie ma na kogo głosować, że kandydaci są do dupy i wybory są jedynie między dżumą a cholerą (na dziś byśmy powiedzieli między cholerą a ebolą).

Czas mijał, a ja se chodziłam na spotkania i poznawałam coraz więcej dziwnych, pozytywnie pokręconych rybniczan. I nagle odezwały się geny. A z nimi nie da się walczyć. Znienacka zaczęło mnie atakować moje DNA, w którym fragment jest po dziadku – działaczu sportowym (był założycielem i przez 25 lat prezesem KS „Pierwszy Chwałowice” a po wojnie prezesem Podokręgu PZPN w Rybniku), po wujku harcerzu i radnym, po tacie członku Rady Dzielnicy. Na drugim końcu łańcucha były geny mamy, które mówiły „Małgosia co ty robisz!”. Odpowiadałam patrząc w niebo: „Mamo, przecież ja nie startuję, tylko pomagam, popieram, spokojnie Mamo”.

images
No i przyszedł dzień, gdy się okazało, że na listach brak kobiet, że są jakieś parytety, D’Hondt’y przeliczniki, że ludzie nie chcą się angażować, bo wsio mają gdzieś, no i że nie można stać w rozkroku. I znowu, pod wpływem emocji powiedziałam: „Startuję”. A w łepie myśl: „Co jo godom, co jo godom!”. Rodzina mnie ochrzani, to pewne.
Wróciłam do domu i przekazałam najbliższym swoją decyzję. Zgodnie powiedzieli: „Why not” 🙂

W międzyczasie wraz z potomkami rybnickich Żydów i Muzeum Bojowników Getta z Izraela zaczęłam pracować nad projektem dla Rybnika, o którym już tu wspominałam. Jest on dla mnie bardzo ważny i też w pewnym sensie z tego powodu zdecydowałam się zaangażować w lokalne działania już bardziej formalnie i nie tylko jako całkiem prywatna osoba, jak robiłam to dotychczas. Przez lata, gdy jeździłam na różne spotkania z osobami zaangażowanymi w ratowanie dziedzictwa żydowskiego w Polsce przedstawiałam się jako „Małgosia Płoszaj, osoba prywatna”. Wszyscy reprezentowali stowarzyszenia, fundacje, organizacje, a jak zawsze „Małgosia z Rybnika”. Taka bez koneksji, bez powiązań, bez nazwy. Nawet gdy umawiałam spotkanie z władzami miasta, to zapytano mnie kogo reprezentuję. No kogo? Tylko siebie. Może w końcu czas to zmienić. Widziałam jak szarpał się Boguś w Mysłowicach ratując cmentarz żydowski. Dopiero zaangażowanie jednego z tamtejszych radnych pomogło mu dokonać cudu. Dotarło do mnie, że w pojedynkę, bez tych powiązań, bez znajomości, układów nie uda mi się doprowadzić do powstania Centrum Humanistycznego w Rybniku. Trzeba mieć możliwości lobbowania, czyli trza wejść do środka. Nawet jeśli się radnym nie zostanie (a nie zostanie, co jest wiadomym), to zawiązanie przyjaźni, kontaktów, i tych czasem negatywnie postrzeganych znajomości, może pomóc.

I dlatego też otworzyłam szufladę „Wybory”, szufladka geny sama wyskoczyła, a jeszcze doszła do tego ogromna sympatia do Piotrka Masłowskiego… no i stało się. Jestem na liście, mam jakiś numer, fotograf mi zrobił zdjęcia (broniłam się bardzo przed tym pozowaniem), idąc po chleb we wsi delikatnie namawiam sąsiadów niczego nie obiecując (mam nadzieję, że mnie za to nie znienawidzą), wzięłam udział w otwarciu konwencji wyborczej (łooo masakra) i lecę z tym koksem. Jest teraz moda na określenie „50+” i jako taka pięćdziesiątka z plusem zaczęłam następną przygodę życia. Od ubiegłego roku non-stop zaczynam jakieś nowe działania, więc i te wybory się wpisują w ten trend. W końcu 2014 to rok Drewnianego Konia.
Jak nie wyjdzie, to luz i spoko, bowiem korzyścią będzie fura poznanych rybnickich freaków, choćby autor „Listów PROWincjonalnych” czy zapaleńcy ze Stowarzyszenia 17-tka. A jak wyjdzie, to będę się uczyć kolejnych nowych rzeczy i starać się uczciwie pracować.
Jestem w wielu różnych społecznościach, czy internetowych, czy realnych – na forum „Zapomnianego Rybnika”, na forum „Zbuntowanych Eksploratorów”, w nieformalnych grupach zajmujących się dziedzictwem żydowskim, i teraz mi doszła grupa sympatyków Forum Obywateli Rybnika. Fajnie jest być między fajnymi ludźmi 🙂

To tyle ekshibicjonizmu na dziś. Idę piec, wprawdzie nie maślane ciasteczka, a pleśniaka nucąc sobie pod nosem „My way”.

 

 


Tagi: , , , , , ,

Opublikowano 14 października 2014 przez Małgorzata Płoszaj in category "Różniste", "Rybnik