październik 24

Córka rabina, córka ślusarza

Kobieta usiadła w restauracji na rogu Żeglarskiej i Szerokiej. Kiedyś Breitestrasse. Patrzała na najbardziej ekskluzywną, piękną i chyba najważniejszą z ulic toruńskiej starówki.

Zapaliła papierosa. Siedzący z kobietą mężczyzna wczytywał się w menu. Był głodny. Kobieta patrzała na początek, czy raczej koniec Szerokiej i równocześnie szukała jakichś informacji w komórce oraz starych dokumentach, które wyciągnęła z torebki. Pod numerem 46 bogata kamienica z niesamowitą neogotycką elewacją, wykuszami-balkonami, herbami, stromym dachem, na którego szczycie widać ornament z rokiem powstania budynku. Architektoniczne cacko wybudowane w 1899 r., w miejscu średniowiecznego domu.
Zaraz za nią, idąc od Rynku Staromiejskiego, widziała schowaną wąziutką kamienicę z numerem 44. Też niezwykłą. Teraz Dom Towarowy. A obok niej nr 42. Na parterze sklep, trzy piętra i poddasze. Bladoróżowa. Skromna w porównaniu z pozostałymi na Szerokiej. Niecałe 30 metrów stąd stał Kopernik.

Kiedyś jeździły tu tramwaje, dziś przelewa się wielojęzyczny tłum turystów oraz torunianie.

Pod koniec lat czterdziestych XIX w., pod numerem 46, swoje pierwsze słowa wypowiedziała córka rabina – ważnego dla historii miasta i ruchu nazwanego potem syjonizmem. Niecałe sto lat później, na początku lat czterdziestych XX w., w kamienicy pod numerem 42, zaczynała gaworzyć córka ślusarza -kompletnie nieistotnego dla historii miasta, ani dla żadnego ruchu. Rabin nie był rodowitym torunianinem. Pochodził z Leszna, wtedy zwanego Lissa. Ślusarz zresztą też tu się nie urodził. Przyszedł na świat w Niederschönhausen, dziś należącym do Berlina.

Kelnerka podała jedzenie. Powoli zapadał zmrok, a tłum się nie zmniejszał.

Córka rabina, nie była jego jedynym dzieckiem. Wraz z żoną sprowadził ich na świat kilkanaście. Córka ślusarza pozostała jedynaczką – jej maleńka siostrzyczka zmarła zanim wypowiedziała swoje pierwsze słowo. Rabin mieszkał tu przez wiele lat. I tu został pochowany. Również tu, w Toruniu, spoczęła jego żona. Ślusarz, choć też na pewno kochał miasto, musiał stąd wyjechać. Spoczął na obcej mu ziemi. Jego żona, dla której Toruń był całym światem, do końca swego życia nie zaakceptowała miejsca, do którego zagnał ją los.

Kobieta o niej kiedyś pisała ➡ https://szufladamalgosi.pl/rozmowa-z-babcia/

Znowu zapaliła papierosa.  Cały czas wpatrywała się w kamienice przy Szerokiej. Myślała o obu dziewczynkach urodzonych w tym mieście. „Rabinacka” urodziła się wczesną wiosną 1847 r. Jej tato był tu naprawdę ważną personą. Krótko po jej narodzinach otwarto synagogę w Toruniu. „Ślusarska” dziewczynka otworzyła oczka 11 maja 1940 r. Po synagodze nie było już śladu, a jej tato starał się o jakąkolwiek pracę, by utrzymać żonę i dziecko. Czy przy narodzinach „rabinackiej” była jakaś Habemamme? Kobieta, następnego dnia się dowie, że przy porodzie „ślusarskiej” córeczki pomagała położna Martha Lewandowski z Junkerstrasse.

Zrobiło się zimno. Czas na nocleg. Kobieta i jej mąż ruszyli w stronę ulicy Łaziennej. Przechodząc obok katedry przystanęła przy ceglanych murach świątyni. Na pewno tu ślusarz i jego żona biuralistka brali ślub. Na pewno tu ich córeczka została ochrzczona. Kto wie… może przy tej samej chrzcielnicy co sam Kopernik? Na pewno tu szła do pierwszej komunii, a potem stała za trumną swojej babci.

Przed snem kobieta jeszcze długo myślała.


Gdy „rabinacka” córeczka, zresztą najmłodsza z całej gromadki, miała 4 latka, „Maschinenfabrike Drewitz Thorn”, czyli odlewnia i fabryka maszyn Drewitza działała już na pełnych obrotach a tatuś rabin rzadko w domu bywał, bo zajmowało go pisanie mądrych książek i praca publiczna. Śliczna dziewczynka ślusarza, a w zasadzie wówczas Schlossera, nie za bardzo rozumiała dlaczego mamusia i babcia cały czas płaczą, a tatuś nagle musi iść na wojnę i go nie będzie. Na kamienicy obok powiewały flagi z dziwnymi krzyżami a tatuś ciągle tłumaczył, że na pewno wróci.

Rabin pisał listy do najbogatszych w Europie przekonując ich o powrocie Żydów do Ziemi Izraela, dostawał odpowiedzi, o czym kilkuletnia Jenny, nie miała bladego pojęcia, bo w końcu była najmłodsza, więc nikt sią za bardzo nie przejmował. Przy tej samej Breitestrasse, ale w innych czasach, mała Alunia podsłuchiwała co mamusia czyta babci po otwarciu koperty z dużą liczbą pieczątek. Bała się zapytać co znaczy ta Volkslista.

Niespełna pięcioletnia córka rabina powoli zaczynała się uczyć tego, co kobiety powinny znać. Bawiła się gałgankami i starała się haftować, jak mama. Była radosnym i pogodnym dzieckiem ubóstwianym przez starsze rodzeństwo. Lubiła patrzeć za płatki śniegu spadające na ulicę przy której mieszkali. Choć na dworze był mróz, to w domu było ciepło i dostatnio.
Alusia w styczniu 1945 patrzała jedynie na spadające z samolotów ulotki, informujące mieszkańców miasta o nadciągającej sowieckiej hordzie. Tęskniła za tatą ślusarzem i strasznie się bała tych huczących maszyn na niebie. Nie chciała oddać jedynej lalki, a mamusia ją wzięła i dała tej obcej dziewczynce na wozie ciągniętym przez chudego konia. Było jej na przemian zimno i gorąco, ale nie miała siły, by zapytać dlaczego mają gdzieś jechać i zostawić dom.

Jenny lubiła patrzeć na mamę zapalającą świece szabatowe w domu przy Szerokiej 46. Tak się wszyscy zawsze wtedy uśmiechali. I tatusia rabina mogła nawet o coś zapytać, bo wtedy był taki dobry dla niej, a nie zajęty. Alunię mamusia obkładała mokrymi prześcieradłami. Obudziła się znowu w swoim łóżku przy Szerokiej 42. Ledwo do niej docierało, że babcia modląc się zapalała ostatnie dwie świeczki, bo myślała, że jej wnuczka umiera. To przez nią wróciły z dwudniowej ucieczki z Torunia. Tatusia ślusarza nadal nie było. Nigdy nie zapomni rozerwanych przez bomby ludzi i koni, choć z gorączki prawie cały czas była nieprzytomna.

Kobieta obudziła się bardzo wcześnie. Zrobiła sobie kawę, poczytała Internety i uradowała się, że „Kajś” wygrało. Wyszła na balkon spojrzeć na Wisłę. Specjalnie wynajęła w Toruniu apartament z balkonem, bo w starym albumie rodzinnym miała zdjęcia z jakiegoś balkonu z widokiem na rzekę. Ułożyła sobie plan w głowie: najpierw fara, potem USC.

 

Jenny coraz częściej pomagała mamusi w kuchni. Ciut starsza siostra Hannah już tyle potrafiła. Mamusia tłumaczyła jak należy piec chałkę, dlaczego nie wolno przeszkadzać tacie w pracy i że nie wolno odzywać się przy babci Racheli. Życie kilkuletniej córeczki rabina biegło spokojnie. Za to Ala, po długich miesiącach oczekiwania usłyszała: „Tatuś wraca z niewoli!”. Nie wiedziała co to ta niewola, ale było jej wszystko jedno. Wraca! Mamusia była radosna, jakaś taka ładniejsza. Nawet przeszyła wypłowiałe zasłony na nową sukienkę. Babcia już nie narzekała, że w sklepach pusto i komuniści miasto opanowali. Ślusarz wrócił do mieszkania przy Szerokiej jesienią 1945 r.

Rabin przygotowywał się do ważnej konferencji. Jenny nie była już dziewczynką a dziewczyną. Do Torunia zjechali najwybitniejsi z wybitnych. Nawet sam cadyk Elijahu Guttmacher. Jenny wiedziała jakie to ma znaczenie dla ojca. Alunia, mając tyle lat co Jenny już ojca nie miała. Najpierw wraz z mamą wyjechał do Wałbrzycha, do którego Ala pojechała bodajże ze dwa razy. Została z babcią w rodzinnym Toruniu. Urodzona w dziwnym mieście na „W” siostrzyczka zmarła. Alunia zapamiętała tylko, że miała blond loczki. Potem odeszła ukochana babunia. Tata z mamą zabrali ją na jakiś Śląsk, do którego ich skierowano z Wałbrzycha. Mamusia znowu była smutna. Tato ślusarz chory. Zmarł. Ala ponownie szła za trumną. Miała 12 lat. Miasto, pod którym musiała zamieszkać nazywało się Rybnik. Jeszcze jeździła do Torunia, bo tam mieszkała siostra mamy – ciocia Liska. To były cudowne i niezapomniane momenty. Ciotka Liska miała mieszkanie, z którego balkonu można było patrzeć na Wisłę.

Kobieta wyszła z USC ze zdjęciami dokumentów, których szukała. Znała je z późniejszych odpisów, ale chciała widzieć oryginały. Na ślad nieznanej ciotki Liski nie trafiła. Niestety, nie znała jej nazwiska po mężu. Prababcia przed śmiercią mieszkała na ulicy Garbary 5. A jednym ze świadków na ślubie dziadka ślusarza i babci biuralistki był tokarz metalowy Edmund Winiarski. Na pewno kolega.

Jenny szykowała się do ślubu. Miała prawie 23 lata. Przyszły mąż był już wybrany. Mieszkał gdzieś daleko w jakimś tajemniczym Oberschlesien. Nikt jej nie pytał, czy chce wyjechać do miasta, które nazywało się Rybnik. 22 września 1870 r. Salomon Förder, kupiec z Rybnika, poślubił Jenny Kalischer, córkę rabina Zvi Hirscha Kalischera. Do zaślubin doszło w rybnickiej synagodze. Torunianka z Szerokiej 46 zamieszkała w małym mieście na Górnym Śląsku – w Rybniku.

Alusia, 11 listopada 1960 roku poślubiła Mieczysława. Do zaślubin doszło w kościele w Chwałowicach, dziś to dzielnica Rybnika. Torunianka z Szerokiej 42 od około 8 lat mieszkała na Górnym Śląsku – wtedy pod Rybnikiem.


Jenny i Salomon mieli 4 dzieci – 3 chłopców oraz dziewczynkę. Wszyscy urodzili się w Rybniku. Po jakimś czasie opuścili to miasto i przeprowadzili się do Breslau, gdzie Jenny zmarła w 1928 roku, w wieku 81 lat. Rabin Kalischer został w Toruniu uhonorowany stosowną tablicą przy ulicy Szerokiej 46. O tym, że dwie kamienice dalej mieszkał ślusarz Paweł Mania nikt, oprócz kobiety, nie wie. 

Alusia odeszła w wieku 61 lat. Miała tylko jedną córkę.

Kobieta, już w domu, na Górnym Śląsku, po raz n-ty zaczęła przeglądać album ze starymi zdjęciami i pękatą teczkę z dokumentami. Cenne skarby rodzinne. Odłożyła je. Czeka na nią prawie 600 stron pamiętnika toruńskiego artysty. Pisał go w czasie wojny. No i musi ustalić gdzie dziadek Paweł ślusarz był w tej „niewoli”. Może jeszcze kiedyś dojdzie do tego, co się stało z ciotką Liską i z rodzicami dziadka. Bo las zwany Barbarką, gdzie jesienią 1939 r. wrzucono do grobu masowego zamordowanego ojca babci Heleny, to odwiedziła. Tak jak wszystkie kamienice, w których przed wojną, w czasie wojny i po niej, mieszkali jej bliscy. 

A przy okazji jakiejś kolejnej wizyty we Wrocławiu na pewno pójdzie na grób Jenny Kalischer. W końcu była sąsiadką jej Mamy, Babci i Prababci, a potem rybniczanką. Nieważne, że w innych czasach. Do Torunia postara się też wrócić. W końcu jest wnuczką ślusarza z tego miasta.