Marzec 17

Korona, którą można pogłaskać

Korona to dziś najczęściej wymieniane słowo we wszystkich mediach. Po wpisaniu „onej” do Googla na pierwszym miejscu pokazuje się „Koronavirus alert”, potem ileś tam stron na temat wirusa. Na szczęście dość wysoko jest nadal „Korona Kielce”. Uff 😉 Jeszcze nadal mamy inne korony w naszym świecie. Mamy koronę jako atrybut monarszy, są waluty o tej nazwie, niejeden z nas ma protetyczną koronę, za oknami widzimy korony drzew, wnet zobaczymy korony kwiatków, w Pieninach ciągle stoją Trzy Korony, a mój wpis być może czyta teraz ktoś, kto zdobył np. Koronę Gór Polskich. Jak widzicie jest tych koron multum, więc o tej, o której wszyscy teraz rozmawiamy, na chwilę zapomnijcie. Jest też bowiem coś takiego jak Korona Tory, czyli Keter Tora. To taka zewnętrzna ozdoba zwoju Tory. Korona symbolizuje Boga, ale także zwieńczenie życia pobożnego Żyda i jest symbolem uznania najwyższej władzy, świętości i mądrości Tory.
I ja dziś o tej innej koronie, którą można pogłaskać, bowiem często spotyka się żydowskich nagrobkach. Poniżej zdjęcie z cmentarza w Złotowie (woj. Wielkopolskie).

Na macewach taka korona symbolizuje, że osoba zmarła była wyjątkowo pobożna, posiadała znajomość ksiąg religijnych. Może również obrazować to, że zmarły był cenionym członkiem społeczności, jak na tablicach nagrobkowych cadyków w Radomsku.

Zostawiam Was z przepięknymi koronami, jakie wybrałam dziś spośród tysięcy zdjęć, które przez lata robiłam na cmentarzach żydowskich. Oczywiście to ułamek, tego co mam na dyskach, ale myślę, że starczy, by choć na moment oderwać się od tego małego gnojka, którego nazwano coronavirus i który pokazuje nam, że w naturze wielki nie rządzi. Pojeździmy sobie po Polsce siedząc przed komputerami. Na początek „zagłębie koronowe”, czyli cmentarz żydowski w Częstochowie.

Teraz skok na południe i Ustrzyki Dolne.

Skoro jesteśmy na południu, to Lesko.

Z Leska przeniesiemy się do mojego ukochanego Leżajska, gdzie spoczął wielki cadyk Elimelech z Leżajska. Niestety w tym roku maleńka „korona” uniemożliwiła tysiącom Żydów z całego świata pielgrzymkę do jego grobu.

Ze wschodu śmigamy w okolice Jury do Pilicy. Może ktoś spróbuje tak rozłożyć ręce, jak to zrobiła Magda? Te dłonie w geście błogosławieństwa, oznaczają, że zmarły był z pochodzenia kohenem z rodu Aarona.

Skoro jesteśmy w Pilicy, to nie sposób nie zahaczyć o cudowne Żarki. Przy okazji, Wojtku macham Ci 🙂

Lecimy teraz do miasta, w którym korony na głowy nakładano królom. Kraków.

Zdrowie teraz najważniejsze, więc może do uzdrowiska śmigniemy 😉 Krynica Zdrój.

Z Krynicy wracamy w okolice Krakowa – do Niepołomic.

Na cmentarzach, które znajdują się na byłym terenach niemieckich, takich symboli nie ma zbyt wiele. Znajdziemy je jedynie na starszych nekropoliach, jak choćby w Wielowsi.

Kolejne korony są znowu z królewskiego miasta. Jesteśmy w stolicy przy ulicy Okopowej. Przy okazji możecie sobie przypomnieć jak wygląda śnieg.

Z Warszawy ponownie jedziemy na południowy wschód Polski. Na cmentarzu w Oleszycach w woj.podkarpackim jest wiele nagrobków, na których widać resztki oryginalnych farb na macewach.

Z Oleszyc mamy rzut beretem do Sieniawy. Tamtejszy kirkut to korona na koronie.

W maleńkich Rybotyczach na Podkarpaciu też znajdziemy interesujący nas element.

Zmieniamy kompletnie kierunek podróżowania i kierujemy się na zachód, do Białej w woj.opolskim. Kiedyś to miasteczko zamieszkiwało więcej Żydów niż chrześcijan, co było ewenementem na Śląsku.

Zostajemy w moim Heimacie i kierujemy się do Tarnowskich Gór, gdzie został pochowany pierwszy rybnicki rabin Karfunkel. Na jego grobie jest przepiękna korona i dłonie w geście błogosławienia.

Powinniśmy wrócić do Wielkopolski, od której zaczęliśmy. Cmentarz w Koźminie Wielkopolskim w powiecie krotoszyńskim jest przecudny.

Ale cudniejszy jest stary cmentarz w Cieszynie.

Takie samo cudo to kirkut w małopolskiej Bobowej.

Z Bobowej w miarę blisko do Łabowej w powiecie nowosądeckim.

Wracamy w okolice Częstochowy, czyli do Krzepic. Tamtejszy cmentarz to unikat z uwagi na ogromną ilość żeliwnych macew. Niestety nie znalazłam wśród swoich zdjęć żeliwnej korony w Krzepicach. Przeważają orły, jelenie i lwy.

Przenosimy się do województwa łódzkiego, czyli do Tomaszowa Mazowieckiego.

Zjeżdżamy w dół mapy do Proszowic w pobliżu Krakowa.

Jeszcze jedziemy na dół, tym razem do Ryglic w powiecie tarnowskim.

Zostając w tej okolicy podjeżdżamy do Tarnowa.

Benzyna ponoć tanieje, więc stać nas na to, by pokierować się daleko na północ, do Jastrowia w powiecie złotowskim na górnej granicy Wielkopolski. Uwaga na bycze mrówki!

Teraz Dolny Śląsk i Legnica.

Mijamy Olkusz…

… i zmierzamy do Sokołowa Małopolskiego.

Z Sokołowa jedziemy do Korczyny w powiecie krośnieńskim. Tu łapie nas ulewa 😉

W Dukli nadal leje.

W Żołyni pogoda się poprawia.



W Jarosławiu pogoda już idealna.

Powoli zaczynamy wracać na zachód mijając Żabno.

Zatrzymujemy się na moment w Dębicy.

Lekko zbaczamy z głównej trasy i przelatujemy przez Dąbrowę Tarnowską.

Wjeżdżamy do wiosennego Andrychowa.

Jeszcze czeka na nas Jaworzno.

Powoli powinniśmy lądować w domu, czyli w Rybniku. Niestety, na naszych cmentarzach nie zachowały się nagrobki. Ale, ale… możemy sobie na końcu zrobić podróż w głąb czasu i przenieść się do początku lat trzydziestych XX wieku. I wtedy zobaczylibyśmy, że i u nas na macewach były korony. Tym historycznym zdjęciem przedstawiającym stary cmentarz żydowski w Rybniku kończymy dzisiejszą wyprawę szlakiem korony, do której można się zbliżyć bez obawy utraty zdrowia. Trzymajcie się i nadal zostawajcie w domu! Zdrowia!

Kategoria: Judaika | Możliwość komentowania Korona, którą można pogłaskać została wyłączona
Styczeń 20

Aron Perlberg z Tarnowskich Gór w Gołkowicach

Obiecałam kolegom z Tarnowskich Gór, że napiszę o Aronie przed ich pokazem filmu o Żydach tarnogórskich, który ma się odbyć 26 stycznia w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. Rzutem na taśmę więc to robię choć wiem, że sprawa nie jest do końca rozwiązana i mam za mało materiału.

Jak zwykle zacznę od początku. Jakieś 7 lat temu znajomy ojca przekazał nam informację, iż na cmentarzu ewangelickim w małych, przygranicznych Gołkowicach pod Wodzisławiem Śląskim, jest jakiś nagrobek żydowski. Takich wiadomości nie puszcza się mimo uszu. Prawie natychmiastowa wizyta w tej miejscowości potwierdziła to, co widział ów pan.

Do budowy nagrobka chamsko wykorzystano macewę Arona Perlberga, zmarłego 26 kwietnia 1927 r. Ostre co? Jakoś tak durnie zawsze myślałam, że jedynie katolicy takie rzeczy odstawiali. Nie mówiąc o tym, że niejednokrotnie broniłam Ślązaków mówiąc, że i owszem, Polacy nagrobkom żydowskim nadawali „katolickie drugie życie”, ale nie my – Hanysy. My – Ślązacy w życiu. No i masz 🙁  Stałam na śląskim, w dodatku ewangelickim cmentarzu i patrzałam na zadbany grób, w którym pochowano małżeństwo. Z przodu imiona i nazwiska, daty, a z tyłu Aron. Nawet nie widać prób wymazania czegokolwiek. Nic.

Starałam się wówczas ustalić skąd był Aron. Jego nazwisko nie było „moje”, czyli rybnickie. Kolega z Wodzisławia też mi nie pomógł, gdyż stwierdził, że u niego też Perlbergów nie było. Wchodził w rachubę pobliski Racibórz, w którym cmentarz żydowski zmasakrowano już długo po wojnie. Przynajmniej ja tak uznałam, gdyż zakładałam, że wożenie materiału kamieniarskiego z daleka nie jest zbyt opłacalne. No, jeszcze ewentualnie jakiś pobliski cmentarz czeski. Przez jakiś czas Aron Perlberg siedział mi w głowie, potem o nim zapomniałam. Nie zdążył trafić do książki Łukasza Baksika „Macewy codziennego użytku”, gdyż była już w druku.

Lata se mijały, ale choć nazwisk z biegiem czasu mam w głowie coraz więcej, to w odpowiednim momencie, z właściwej szufladki, wyskakuje to, które powinno. Z 10 dni temu, szukając czegoś na temat J.Lustiga z Rybnika, Internet przeniósł mnie do Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej. W dodatku na łamy strasznego pisma o mrożącej krew w żyłach nazwie: „Narodowiec”. Tfuuu, że też muszę o tym pisać. Nie powinnam była się wgłębiać w to ciulstwo, ale wgłębiłam. Przejrzałam kilka numerów i natrafiłam na rubrykę zwaną, nomen omen, „Kwiatuszki”. K…a, kwiatuszki 👿  I w tychże kwiatuszkach, znalazłam taki śmierdzący, zdechły kwiotek z Tarnowskich Gór:

Pikieta Obozu Wszechpolskiego przed żydem Perlbergiem! Kwiatuszek ten był z 1938 r. Gapię się w lapa, gapię, Perlberg, Perlberg. Kurcze, co on mi mówi? Gdzie go wsadzić? Otwieram te szuflady w półkulach i nagle mam! W Gołkowicach był! Niestety w takich momentach ciężko znaleźć we własnym komputerze folder ze zdjęciami, których się szuka. Szybciej znalazłam post na forum eksploratorów, gdzie całą sprawę onegdaj opisałam. Jest! Perlberg. Nazwisko się zgadza, ale daty ni chu, chu. Szmatławiec „narodowiec” (mała litera celowa) z 1938, a Aron zmarł w 1927. Czyli chyba syn, albo brat.

A Aron? Aron (czasem opisywany jako Aaron) od 1918 r. był w Kolegium Reprezentantów gminy żydowskiej w Tarnowskich Górach, w grudniu 1920 r. został wybrany na jednego z trzech członków wchodzących w skład władzy wykonawczej gminy. W czerwcu 1927 odbywały się ponowne i na jego miejsce wskoczył już ktoś inny. Dlaczego? Proste. Aron (Aaron) Perlberg zmarł. Dokładniejsze daty dotyczące wyborów władz w TG znajdziecie ➡  tu . Wirtualny Sztetl podaje jeszcze informację, iż w 1929 r. we władzach znalazł się Leo Perlberg. Może to ten, przed biznesem którego pikietowano? Narodowiec w marcu 1939 r. „uprzejmie donosił”, iż „(…) Nie lepiej spisał się p. Kruk, członek zarządu Zw.Powstańców grupy uchodźczej, który osobiście interweniuje u p.starosty i policji miejskiej o przepustki graniczne dla żydówki Perlberg. Nie wiadomo czy robi to z miłości do żydów, czy za pieniądze (…)”.

No i takie kwiatki. Zarówno na grobie w Gołkowicach, leżących na Ścieżce Dziedzictwa Kulturowego (!), jak i w parszywcu „narodowcu”.

Szczątki Arona, mam nadzieję, leżą w spokoju na cmentarzu w Tarnowskich Górach (zdjęcie poniżej). Niestety, gdyby kiedyś jakiś jego potomek szukał grobu przodka, to przez tą ordynarną, chamską, kradzież już go nie znajdzie.

Nagrobek z Tarnowskich Gór w Gołkowicach, to kolejna gańba, których na Śląsku, jak widać, jest w pierony. Choćby, cały czas leżący mi na sercu, cmentarz w ➡  Raciborzu.

Kategoria: Judaika | Możliwość komentowania Aron Perlberg z Tarnowskich Gór w Gołkowicach została wyłączona