Maj 11

Haase epopeja – Ferdynand (cz.4)

Długo się zbierałam do opisania następnego z rodu. Swą opowieść zakończyłam na jednej z córek założyciela familii, która była zarazem siostrą mojego dzisiejszego bohatera – Ferdynanda Haase. Siostrę opisałam jako pierwszą, choć była mniej zasłużona dla Rybnika od swego młodszego brata. Ale to do niej podchodzę bardziej emocjonalnie o czym pisałam w ostatnim rozdziale, a do Ferdynanda nie, choć na pewno zasłużył na więcej niż taki zwykły blogowy wpis.

02. Ferdynand Haase 1818-1893)

Ferdynand urodził się w sierpniu 1818 roku w Rybniku. Był czwartym dzieckiem Efraima Haase – rybnickiego fabrykanta skór, który odziedziczył garbarnię po swym teściu. Obrzezany został ósmego dnia po swym urodzeniu  i od początku był szykowany na następcę i spadkobiercę. Być może pamiętacie, iż ciut młodszy brat zmarł jako młody mężczyzna. Tata Efraim przekazał rodzinny interes Ferdynandowi gdy ten miał 35 lat, czyli w 1853 r. Przedtem jednak uczył się trudnej sztuki handlowania prowadząc sklep ze skórami w Gliwicach, które od końca lat 40-tych XIX wieku były już w miarę dobrze skomunikowane z Rybnikiem.

Swoje rządy, czy też dziś powiedzielibyśmy zarządzanie fabryką, zaczął od dokupienia kolejnych parcel w okolicy garbarni. Jego celem była rozbudowa i modernizacja manufaktury. Kupując jedną z działek nad rzeką Nacyną został równocześnie właścicielem gospody „Pod słońcem”, w której w latach epidemii tyfusu, czyli właśnie wówczas mieszkał słynny później niemiecki lekarz Rudolf Virchov, któremu medycyna wiele zawdzięcza. Jako osoba mało obeznana w sprawach medycznych odsyłam do wujka G. Ja zapamiętam go jako odkrywcę białaczki, bo z nią mam od wielu lat na pieńku. Czy Virchov i Ferdynand Haase mieli okazję się spotkać? Kto wie…może.

Wracam do Ferdynanda i jego umiłowania do kupowania nieruchomości oraz nowinek technicznych. Wspomniana przeze mnie gospoda „Pod słońcem” stała mniej więcej w tym miejscu, gdzie mamy dzisiaj Dom Handlowy Barbara przy ul.Raciborskiej. W tym miejscu później stał dom Ferdynanda. On sam zaś zabrał się za kompleksowe modernizowanie zakładu, głównie z powodów ekologicznych.

1862

Gdy jeden z sąsiadów złożył zażalenie, iż garbarnia zanieczyszcza środowisko, a ściślej rzekę Nacynę, władze wydały zarządzenie, które zobligowało Ferdynanda do uszczelnienia dołów na wapno i garbniki oraz do odprowadzania oparów z pomieszczeń fabryczki przez stosowne wywietrzniki. Ferdek do wszystkiego się zastosował i już w 1861 roku uznano, iż garbarnia jest nowoczesnym zakładem przemysłowym z kotłownią, maszynownią, oraz młynem do kory dębowej. W następnym dziesięcioleciu kompleks fabryczny się dalej rozrastał. Mogę śmiało powiedzieć, że był to drugi co do wielkości, po browarze Müllera, zakład przemysłowy w Rybniku. Ferdynand był potentatem i kasiory miał na pewno w cholerę. Sądzę, że był pracoholikiem, w dodatku apodyktycznym. Nie pytajcie dlaczego tak myślę. Po prostu tak myślę.

W lutym 1885 roku, czyli gdy miał 67 lat, w fabryce doszło do poważnego wypadku. Eksplodował kocioł, w wyniku którego zginęło czterech pracowników. To wywołało wiele emocji w Rybniku i spowodowało poważne perturbacje zdrowotne u Ferdynanda. Dziś się to nazywa depresją. Po niedługim czasie oznajmił swoim kontrahentom, iż wycofuje się z prowadzenia interesów i oddaje pałeczkę synowi, który ojcu już od lat pomagał, oraz zięciowi. Oficjalnie przekazanie fabryki nastąpiło w 1887 r.

I tu mogę w końcu odejść od spraw związanych z fabryką i przejść do opisania życia rodzinnego. Dla jasności moich wywodów wklejam znowu fragment drzewa genealogicznego.

drzewo Ferdek

Ferdynand miał dwie żony. Jego pierwsza małżonka Charlotta urodziła mu czterech synów. Niestety trzech z nich zmarło jako małe dzieci. Ostatni, którego powiła na świat, zanim krótko potem sama wyzionęła ducha w wieku niecałych 24 lat, po latach został jedynym męskim potomkiem Ferdynanda. Bo taka to na nich dziwna klątwa ciążyła. Tak sobie teraz analizuję te narodziny i zgony… może za dużo wymagał Ferdynand od młodej żony. Może chorowita była i należała jej się przerwa w sprowadzaniu na świat kolejnych dzieci. Hmmm. Mówiłam, że pracoholik z niego był  😉

Długo sam nie był. Syn sierota po półtora roku miał już macochę.

slub Ferdek

Druga żona Luise rodziła z kolei same dorodne córy, które dożywały dorosłości i były dobrze wydawane za mąż. Potomkowie jednej z nich, czyli Laury Perls, będą kiedyś lądować w Normandii jako żydowscy żołnierze amerykańskiej armii i handlować dziełami najsłynniejszych europejskich impresjonistów. Jak zwykle temat do kolejnej opowieści  :mrgreen:

Ferdynand udzielał się w gminie żydowskiej, której był reprezentantem w latach 1855-1864. Jego podpis widnieje na statucie gminy z 1855 roku wraz z innymi poważanymi i szanowanymi mieszkańcami Rybnika.

statut

Nie ograniczał się jedynie do pracy na rzecz gminy żydowskiej. Służył miastu jako radny miejski w latach 1880-1886. Nie był zresztą jedynym Żydem zasiadającym w Radzie.

Ciągnąca się sprawa śledztwa po wypadku w jego fabryce i poczucie winy doprowadziło do całkowitego wycofania się z życia zawodowego, choć nie ograniczyło jego działalności pozazawodowej. Zaczął podróżować, co niestety odbiło się na jego zdrowiu. Gdy Związek Gmin Synagogalnych Rejencji Opolskiej wyszedł z ideą budowy nowoczesnego sierocińca dla dzieci żydowskich, nasz Ferdynand nagle się emocjonalnie ożywił i postanowił przeznaczyć na jego budowę niebagatelną kwotę 20 tys. marek oraz działkę pod budowę. Oczywiście postawił twardy warunek. Taki obiekt miał powstać w Rybniku. Swoją propozycję przedłożył w 1890 r. Dorzucił się do tego kolejny rybnicki przedsiębiorca Prager i oferty nie sposób było odrzucić. 29 października 1893 r. uroczyście otwarto rybnicką ochronkę w pobliżu budynku starostwa oraz dworca kolejowego. Nie znalazłam go na liście gości, gdyż prawdopodobnie był już wtedy bardzo chory. Cierpiał z powodu ciągnących się powikłań po wyjeździe do Lipska.

01. ochronka

Rentier Ferdynand Haase zmarł 6 grudnia 1893 roku w Rybniku i tu został pochowany na cmentarzu żydowskim. Jego prochy zbezcześcili ci sami źli ludzie, którzy nie uszanowali prochów jego sióstr, rodziców, dziadków.

zgodn Ferdek

Był prawdziwym filantropem i na pewno lokalnym patriotą, jeśli można takie określenie w tamte czasy wprowadzić. Jego pieniądze pomagały w dokończeniu budowy szpitala Juliusza. W swej fabryce założył coś na kształt kasy chorych. Trzy lata przed śmiercią sporządził testament, do którego po dwóch latach dodał uzupełniania. Przeznaczył w nim spore kwoty dla ubogich (nie tylko żydowskich) rybniczan i kilku wymienionych instytucji dobroczynnych.

Budynek dawnej ochronki, która została wzniesiona m.in. za jego pieniądze służył rybniczanom do początków XXI w. Przez lata mieściła się w niej po wojnie szkoła muzyczna. Niestety została rozebrana jako bezużyteczna, co oczywiście było zbrodnią na tkance miasta. Została mi z niej jedna cegła – leży na honorowej półce.

Po żonie Luizie, którą poślubił w 1853 roku zostały świeczniki, które ofiarowała do rybnickiej synagogi. Niewielu ludzi wie, że z naszej synagogi coś przetrwało. Sama nie wiem jakim cudem w 1949 r. do Żydowskiego Instytutu Historycznego one dotarły. Jak udało się je ocalić? Kto to zrobił? Pytania bez odpowiedzi. Na pewno są w zasobach ŻIH-u i są sygnowane imieniem i nazwiskiem Luise Haase. Być może trafią na wystawę powstającego Muzeum Żydów Śląskich. Trzymam kciuki, by to się udało. Niestety nie mogę pokazać ich zdjęć.

Na dziś koniec. W następnym odcinku syn Ferdynanda – Juliusz.


Tagi: , , , ,

Opublikowano 11 maja 2015 przez Małgorzata Płoszaj in category "Judaika", "Rybnik